Felietony

Niepoważna aplikacja w obliczu poważnego konfliktu. Wojna oczami TikToka

Patryk Koncewicz
2

Wojenny horror na Ukrainie z dnia na dzień przybiera na sile. Czy w obliczu tragedii tak wielu ludzkich istnień mamy moralne prawo relacjonować konflikt na TikToku? 

Czy wyobrażacie sobie oblężonych pod Stalingradem radzieckich żołnierzy tańczących w rytm popularnych piosenek? A może amerykańskich spadochroniarzy podczas operacji Market Garden, którzy z uśmiechami na twarzy nagrywają widoczne z góry niemieckie okopy? Musimy odpowiedzieć sobie na ważne pytanie. Czy w social mediach są jeszcze jakieś granice, czy też dla zasięgów i atencji jesteśmy w stanie obrócić w viral nawet wojenną pożogę.

Wojna wojną, ale dajcie mi lajki

Zdaję sobie sprawę z tego, że social media są dla setek tysięcy odbiorców głównym źródłem informacji o stanie świata. Od momentu eskalacji konfliktu na Ukrainie Internet żyje głównie tym tematem. Poszczególne platformy społecznościowe przyjęły narrację charakterystyczną dla specyfiki danego serwisu. Facebook został zalany długimi oświadczeniami i stanowiskami mniej bądź bardziej znanych osobistości. Instagramowe stories wrzą od krótkich notek na temat zbiórek pieniędzy, sprzętu i żywności dla przybywających do kraju ofiar działań wojennych. Twitter w typowym dla siebie stylu stanowi źródło najświeższych informacji. Niezależni dziennikarze i komentatorzy na bieżąco udostępniają statusy wydarzeń rozgrywających się za wschodnią granicą. A na TikToku? Na TikToku jak zwykle błazenada. Cała powaga wojny rozbija się o zalew humorystycznych filmików, przez które tragedia milionów obywateli Ukrainy wygląda jak dobra zabawa.

Wesoło jak na wojnie

Zaskakująca postawa dotyczy zarówno ukraińskich żołnierzy, jak i niezaangażowanych bezpośrednio w działania bojowe użytkowników. Nie mogę wyjść z podziwu jak przygnębiające relacje z ostrzelanych miast pełne przerażonych cywili i zniszczonych budynków mogą na równi funkcjonować z TikTokami tańczących, uśmiechniętych żołnierzy. Wystarczy wpisać frazę „Ukraine” w wyszukiwarkę platformy. Gwarantuję, że od razu znajdziecie co najmniej kilkanaście filmików, na których ukraińscy żołnierze (solowo bądź w grupach) tańczą w pełnym rynsztunku do popularnych trendów.

Źródło: TikTok

Chcę wierzyć, że ma to na celu poprawę humoru i podniesienie na duchu narodu dotkniętego klęską wojny. Nie wydaje się wam to jednak niesmaczne, gdy na jednym TikToku widzicie zakrwawione zwłoki bezbronnych cywili, a na kolejnym żołnierza tańczącego jak gdyby nigdy nic do kawałków Michaela Jacksona? W sieci od samego początku tych tragicznych wydarzeń pojawiają się głosy umniejszające powadze konfliktu. Szkodliwe wypowiedzi niedowiarków bagatelizujące sprawę, dla których ten humorystyczny content z zaplecza frontu jest tylko wodą na młyn. Tam, gdzie giną ludzie, nie ma miejsca na zabawę.

Druga kwestia tyczy się filmików nagrywanych przez postronnych obserwatorów. Dla nich wojna na Ukrainie jest tylko odległym problemem, który przecież bezpośrednio ich nie dotyka. Nie widzą nic złego w parodiowaniu wydarzeń na Ukrainie i humorystycznego nawiązywania do filmów bądź gier. Pytanie tylko, czy byłoby równie wesoło gdyby pociski uderzyły w Warszawę zamiast w Kijów? Czy dalej byłyby to tylko żartobliwe memy gdyby pod gruzami zginęły dziesiątki mieszkańców Mokotowa?

Źródło: TikTok

TikTok posiada międzynarodowe zasięgi, a takie działania umniejszają powadze tego konfliktu. Śmieszkowe filmiki powodują dysonans. Z jednego źródła postronny odbiorca dowiaduje się o przerażających konsekwencjach wojny na Ukrainie i tysiącach poszkodowanych. Z drugiego zaś widzi memy, tańczących żołnierzy i humorystyczny content wyśmiewający sytuacje. Nie pomaga to w odpowiednim zrozumieniu tych wydarzeń i traktowaniu uchodźców z należytym taktem. Jak można zatem używać TikToka w przydatny sposób?

Jak TikTok może się przydać?

Szum informacyjny, utrudniający poprawne weryfikowanie treści jest już wystarczająco duży. Aby nie pogarszać problemu, dobrą praktyką jest publikowanie treści zweryfikowanych przez oficjalne źródła. Skorzystajmy z metod pomocy używanych na innych platformach społecznościowych. Informujmy o zbiórkach dla uchodźców. Wykorzystujmy zasięgi TikToka do informowania o materiałach wciąż niezbędnych dla przybywających do kraju ofiar wojny. Serwis powinien także posłużyć do publikowania reportaży ze skutków działań wojennych i dowodów na agresję rosyjskiego najeźdźcy. Wiem, że to może nie przynieść tylu polubień co śmieszne filmiki, ale na humor jeszcze przyjdzie pora. Całe szczęście, że w tym zalewnie głupoty znalazło się kilka publicystycznych kanałów, które starają się wyjaśnić przyczyny konfliktu i rzetelnie informować o kolejnych fazach wojny. Każdy z nas ma w rękach potężne narzędzia, które mogą przydać się do niesienia pomocy poszkodowanym. Wykorzystajmy je z głową.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu