Militaria

Wojna na Ukrainie pokazuje co powinien robić nasz przemysł zbrojeniowy

Krzysztof Kurdyła
19

Kiedy słyszy się dyskusje o polskiej zbrojeniówce, najczęściej schodzi się na temat czołgów. Problem w tym, że dzisiejsze czołgi podstawowe to sprzęt trudny, drogi i długotrwały w produkcji. Tymczasem nam potrzeba dużych zdolności w produkcji broni typu NLAW, MANPADS i dronów.

Bumar i romantyzm czołgu

Sam już nie wiem, czy to zjawisko typowo polskie, spowodowane tym, że spora część interesujących się pancerką pokoleń wychowała się na świetnie nakręconym serialu „Czterej Pancerni i pies” czy czołgi po prostu tak mają. W każdym razie czołg bardzo często monopolizuje dyskusje o przemyśle zbrojeniowym, często pojawia się temat Bumaru itd. Udane wdrożenie do produkcji produkowanego na bazie kilku licencji Kraba przez HSW nie potrafi rozpalić tak dyskusji jak brak produkcji czołgu w ogóle.

Skuteczna „drobnica”

Tymczasem jeśli przyjrzeć się ostatnim konfliktom widać wyraźnie, że coraz większe znaczenie ma, często nawet jednorazowa, nowoczesna, lekka i przenośna broń przeciwpancerna i przeciwlotnicza oraz oczywiście drony. O dronach po wojnie w Górnym Karabachu napisano już wiele, Polska kupiła nawet kilka sztuk „gwiazdy” tamtego konfliktu, tureckiego Bayraktar TB2.

Ten dron używany jest też na Ukrainie, gdzie rozpoczęto nawet jego licencyjną produkcję i już pojawiły się ujęcia z jego udanych polowań przy pomocy kierowanych pocisków szybujących MAM-L lub MAM-C. Ukraina swojej produkcji rozkręcić nie zdążyła, ale to właśnie tą drogą powinniśmy pójść. Przy czym mówię tu o zakupie pełnych licencji, tak na nośnik, jak i pociski, pozwalających na samodzielną produkcję całości i uniezależnienie się od czyichkolwiek dostaw.

Pierwsze kroki już za nami

W zakresie przenośnych zestawów przeciwlotniczych (MANPADS) produkujemy już PPZR Piorun, będący rozwinięciem zestawu Grom. To bardzo dobrze oceniana broń, której kilkaset sztuk kupili ostatnio Amerykanie. Trafiła też na Ukrainę, jako polska pomoc dla ukraińskiej armii.

Trochę gorzej jest w temacie broni przeciwpancernej. Co prawda produkujemy licencyjnie pociski przeciwpancerne z rodziny Spike, ale po pierwsze są to wyrzutnie wymagające dwuosobowej obsługi, po drugie polonizacja produkcji nie jest całkowita. Patrząc na to co się dzieje choćby z Niemcami, lepiej co się da produkować w całości u siebie.

Przydałoby się kupić licencję dla produkcji Javelinów, które może obsłużyć jeden operator i są znacznie prostsze w obsłudze. Wprowadzamy co prawda do produkcji PPK Pirat i pracujemy nad Moskitem, ale to innego rodzaju wyrzutnie. Koniec końców wciąż potrzebujemy następcy dla RPG-7. Mogłaby to być na przekład licencja na sprzęt Dynamit Nobel Defence z rodziny RGW.

Tylko pełne licencje

Podstawą dla wszystkich zakupów powinna być jednak pełna licencja, pozwalająca na 100% produkcję w kraju. Nie będzie to ani łatwe, ani tanie, szczególnie w przypadku sprzętu bardziej zaawansowanego jak Spike/Javelin. Jednak sytuacja, która wytworzyła się za wschodnią granicą może spowodować, że uda się takie coś przepchnąć.

Wydaje się, że korzyści z takiego podejścia, pomimo teoretycznego przepłacania przeliczanego na sztukę pocisku czy zestawu, zdecydowanie przeważają. Lepiej mieć możliwość uzupełniania znikających zapasów samodzielnie niż liczyć na dostawy innych.

Patrząc na to, co już w tym temacie robimy, na rozwój technologi takich jak przemysłowy druk 3D, taka produkcja spokojnie jest w naszym zasięgu. W przeciwieństwie do czołgu podstawowego, który pożre skąpe zasoby, efekty da za jakieś 3 dekady, a w czasie hipotetycznego konfliktu i tak nie będziemy w stanie uzupełniać ich stanu.

Należy pamiętać, że przewagę Rosji daje głównie masa sprzętu, a nie jego jakość. Nowoczesna technika opisana powyżej nie zastąpi ciężkiego sprzętu, WRE, zwiadu, ale odpowiednio użyta może być bardzo ważnym elementem wyposażenia armii, szczególnie przeciw takiemu przeciwnikowi jak Federacja Rosyjska.

Zdjęcia: strony producentów, MON Ukrainy, wikipedia

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu