W trzy lata po prezentacji iPhone’a, Microsoft wciąż nie potrafił odnaleźć się w nowej, mobilnej rzeczywistości. Czasy Windows Mobile już dawno przeminęły, a wszyscy zastanawiali się czy i jak firma pod rządami Ballmera zdoła odpowiedzieć na to, co dzieje się na rynku. Nowy mobilny Windows musiał być nie tylko systemem pozwalającym na wygodne wykonywanie zadań […]

W trzy lata po prezentacji iPhone’a, Microsoft wciąż nie potrafił odnaleźć się w nowej, mobilnej rzeczywistości. Czasy Windows Mobile już dawno przeminęły, a wszyscy zastanawiali się czy i jak firma pod rządami Ballmera zdoła odpowiedzieć na to, co dzieje się na rynku. Nowy mobilny Windows musiał być nie tylko systemem pozwalającym na wygodne wykonywanie zadań znanych z komputerów na niewielkim ekranie smartfona, ale być równie atrakcyjny wizualnie co ówczesne propozycje Apple i Google. Ciągnąca się do dziś historia Windows Phone rozpoczęła się w lutym 2010 roku i mało kto w tamtym momencie podejrzewał, że ten głośny początek okaże się tak naprawdę początkiem końca.

Doskonale pamiętam moje pierwsze spotkanie z mobilnymi kafelkami. Doszło do tego podczas jednego ze spotkań społeczności skupionej wokół technologii Microsoftu. O słuchawkach z Windows Phone 7 można było jeszcze wtedy w Polsce pomarzyć – telefony jak i sam system wydawały się wtedy wręcz egzotyczne. Jako pasjonat nowinek trzymałem telefon w rękach najdłużej ze wszystkich skrupulatnie sprawdzając wszystkiego jego zakamarki. Możliwość personalizacji głównego ekranu mnie zachwyciła, gdyż do tej pory jedyne co było możliwe to zdecydowanie o układzie ikonek na ekranie iPhone’a i tworzenie skrótów do aplikacji oraz dodawanie widżetów na Androidzie. Aktywne kafelki, czyli live tiles były ewidentnym połączeniem obydwu bytów, co mi się naprawdę spodobało. Wizja Microsoftu była wręcz banalna – bez otwierania aplikacji powiadomimy cię o wszystkim, co dzieje się w twoich aplikacjach. Czy to nie jest/nie było genialne? Do tej pory uważam, że potencjał kafelków nie został w odpowiedni sposób zagospodarowany. Co można (było) zrobić więcej? Moja odpowiedź, to: interaktywne kafelki.

Akt I

wp7 (1)

Powróćmy jednak do początków tej smutnej opowieści. Windows Phone już na samym starcie niósł ze sobą ciężki plecak niedociągnięć, braków i błędów. Były one porównywane do sytuacji iPhone’a sprzed 36 miesięcy, lecz argumenty o braku odpowiedniego przygotowania platformy przez Microsoft przemawiały przez większość obserwatorów rynku. Microsoft najwyraźniej zdołał uwierzyć, że skoro produktowi Apple wybaczono nieobecność tak wielu podstawowych funkcji, to historia będzie mogła się powtórzyć. Niestety już wtedy rynek dojrzał na tyle, że te zapędy zostały szybko zweryfikowane i Microsoft musiał wziąć się do poważnej pracy. Na co jeszcze pozwolił sobie Microsoft, najwyraźniej zapatrzony na Apple? Z nieistniejącą dziś marką Zune nierozerwalnie związany program komputerowy – istne centrum multimedialne, które służyło do synchronizacji… wszystkich danych. Podobnie jak iTunes, Zune był wymagany do przeniesienia każdego rodzaju plików z komputera na telefon i vice versa. Być może wewnątrz Microsoftu sądzono, że zaoferowanie podobnego doświadczenia zadowoli użytkowników – jak bardzo można było się w tej kwestii mylić?

Powiew świeżości

Przedstawiony podczas targów Mobile World Congress w Barcelonie lutym 2010. roku system Windows Phone 7 Series prezentował i zapowiadał się znakomicie. To wtedy po raz pierwszy spotkaliśmy się z interfejsem Metro, który był pełnym zbiorem zasad wyglądu i układu elementów nie tylko samego systemu, ale także i wewnątrz każdej z aplikacji. Towarzyszyła temu nowa, świetnie wyglądająca czcionka. Jeszcze wtedy przewijanie treści w orientacji poziomej uznano za bardziej naturalne, intuicyjne, dlatego programy systemowe posiadały ułożone właśnie w ten sposób kolejne ekrany. Przez to etykiety informujące o tym z jakiej aplikacji i jej funkcji korzystamy były na tyle duże, że niejednokrotnie nie mieściły się na ekranie. Szczególnie w innych językach niż angielski, gdzie znalezienie nieskomplikowanych i krótkich odpowiedników dla wielu prostych słów było naprawdę trudne. Zasadą było też stosowanie jednolitego tła – zupełnie ciemnego lub zupełnie jasnego, co po pewnym czasie użytkowania mogło irytować. W pewien sposób miało to ułatwić tworzenie aplikacji deweloperom, jak jednak pokazała przyszłość, niewiele to zmieniło. Podstawowe trzy przyciski znajdujące się pod ekranem pozwalały na powrót do poprzedniego widoku, przejście do ekranu Start oraz otwarcie wyszukiwarki internetowej Bing (do pewnego momentu jedynie w wersji dla desktopów). Taki układ utrzymał się do dziś. Wśród zalet platformy nie sposób nie dostrzec było takich cech jak mobilny Office czy obecność aplikacji Xbox Live. Z obydwoma markami wiązano przeogromne nadzieje.

wp7

Początkowe miesiące użytkowania Windows Phone można podsumować jednym słowem: oczekiwanie. Wciąż zapowiadane były kolejne aktualizacje, mające poprawić obecne błędy i uzupełnić braki. Jedną z takich aktualizacji była Windows Phone Mango, czyli wersja oznaczona numerkiem 7.5. Zaprezentowano ją w rok po premierze systemu, również w ramach konferencji na targach MWC. Mówiło się, że dopiero wtedy system stał się używalny, co faktycznie nie było dalekie od prawdy, gdyż dopiero z tą aktualizacją pojawiła się opcja wycinania, kopiowania i wklejania tekstu. Mobilny Internet Explorer w wersji 9. zaczął znacznie lepiej radzić sobie ze stronami internetowymi, a do systemu zawitał multitasking dla aplikacji trzecich. Dłuższe przytrzymanie przycisku “wstecz” powodowało wczytanie ekranu z “kartami”, czyli miniaturkami widoku aplikacji. Wielozadaniowość dodano tak późno ze względu na obawy Microsoftu wobec spadku wydajności urządzeń i zauważalnego zwiększenia zużycia energii. Obydwie kwestie rozwiązano w najprostszy z możliwych sposób: aplikacje, które opuszczaliśmy “zamrażano”. Pewnymi wyjątkami były na przykład odtwarzacze multimedialne, ale większość aplikacji po prostu zawieszała swoją działalność. Lista zmian w tej wersji systemu zawiera ogromną liczbę pozycji, co tylko potwierdza fakt przedwczesnego debiutu platformy. Wśród nowości pojawiła się integracja aplikacji Wiadomości z Facebookowym czatem, synchronizacja dokumentów ze SkyDrive’a (dziś OneDrive) z mobilnym Officem oraz mnóstwo poprawek w aplikacjach Kontaktów, Aparatu czy Xboksa.

Płatny dostęp do fazy „beta”

Ostatnia aktualizacja z rodziny Windows Phone 7.5 pojawiła się przed wakacjami 2012 roku, co oznacza, że Microsoft przez kolejny rok dopieszczał swój system. W moich oczach, na tamten moment, system dojrzał na tyle, że można było zdecydować się na zakup telefonu wyposażonego w tę platformę. Ani LG, ani Samsung nie przygotowały telefonu, który mógłby mnie zaciekawić, więc wybór padł na Lumię 710 od Nokii – jednego z kilku producentów, którzy jeszcze wtedy wspierali Microsoft. Przez pewien czas byłem zadowolony z zakupu, gdyż system sam w sobie okazał się nad wyraz ciekawą alternatywą dla iOS-a. W Windows Phone panowały podobne zasady (na przykład odnośnie instalacji aplikacji z innych źródeł niż Marketplace), ale łatwo dało się odczuć ten powiew świeżości. Zwłaszcza, jeśli chodzi o stopień personalizacji wyglądu systemu.

Mimo to, już wtedy najbardziej odczuwalne były braki wsparcia firm trzecich. Cóż z tego, że Twitter czy Facebook pojawił się w sklepie z aplikacjami, skoro obydwie aplikacje były pomijane przy okazji jakichkolwiek aktualizacji na innych platformach? Zresztą, nie dotyczyło tylko tych dwóch programów, a niemalże każdej opublikowane na łamach Marketplace aplikacji. Korzystanie z Windows Phone stawało się z miesiąca na miesiąc coraz bardziej uciążliwe i nawet spora sympatia wobec platformy i zamysłu Microsoftu okazały się niewystarczające, gdyż zwyciężył zdrowy rozsądek. A na horyzoncie majaczyła kolejna przeszkoda – Microsoft postanowił zrobić spory krok naprzód pozostawiając przy okazji w tyle wszystkich, którzy zdecydowali się dać mu szansę.

Akt II

windows-phone-8-start-screens
Znienawidzone, jak się okazało, kafelki stały się głównym motorem napędowym przy powstawaniu Windows 8. Mobilna rewolucja, jak określa się proces popularyzacji urządzeń przenośnych jak smartfony czy tablety, wpłynęła na sporą zmianę strategii Microsoftu. Firma postanowiła zaryzykować i wybrała użytkowników wspomnianych urządzeń ponad oddanych klientów z wieloletnią historią użytkowania systemu Windows. Zapanowała istna mania na urządzenia konwertowalne, hybrydy i inne połączenia typowych komputerów z nowinkami typu tablet. Kafelki zawitały na ekranach komputerów, a jednocześnie przygotowywano zupełnie nową odsłonę mobilnego OS-a. W jednej chwili Microsoft podwoił to ryzyko rzucając dotychczasowym użytkownikom Windows Phone aktualizację pod tytułem “na otarcie łez” i zapowiedział Windows Phone 8 – całkowicie nowy rozdział w historii mobilnych okienek. Decyzja nie była bezpodstawna, ale wizerunkowo firma bardzo na tym ucierpiała. O czym mowa? O Windows Phone 7.8 oczywiście.

Miałem okazję zainstalować tę aktualizację na mojej Lumii 710 i gdy dziś powracam do wpisu, w którym podsumowałem nowości, które widoczne były na pierwszy rzut oka to szczerze się do siebie uśmiecham. Microsoft niczym na pożegnanie “rzucił” użytkownikom WP7 dodatkowe kolory akcentu systemu oraz opcję wyboru pomiędzy trzema rozmiarami kafelków aplikacji.

wp7.8

Premierę Windows Phone 8 miałem okazję relacjonować już na Antyweb i wspominam do dziś tamto wydarzenie.  Microsoft nie zaadresował nowej wersji systemu bezpośrednio do ówczesnych użytkowników platformy ze względu na pojawienie się mnóstwa nowości po stronie oprogramowania, które wymagały aktualizacji sprzętu – WP8 towarzyszył odświeżony line-up smartfonów. Jeżeli ktokolwiek oczekiwał rewolucji, to tamtego dnia jej nie doświadczył – pośród omówionych nowości najważniejszą rolę odgrywały takie funkcje jak nowy hub dla kontaktów oraz kącik dla dzieci. Zapowiedzi, zapowiedzi, zapowiedzi – po raz kolejny Microsoft próbował oczarować widzów, użytkowników, klientów czymś, czego jeszcze nie dostarczył. Ale nie to zirytowało mnie najbardziej.

W procesie przejścia z wersji 7 na 8, czego doświadczyłem przy przesiadce z Lumii 710 na Lumię 720, najbardziej bolesny nie okazał się zakup nowego telefonu, lecz… ponowne inwestycje w aplikacje. Z wielu względów licencje na zakupione pozycje nie zostały przeniesione do odświeżonego Sklepu Windows Phone i tak pożegnałem się z kilkoma grami i aplikacjami, które teoretycznie już do mnie należały. Wtedy opadła kurtyna po drugim akcie.

Akt III

wp8.1.1

Historia zatoczyła koło w chwili, gdy Microsoft zapowiedział Windows Phone 8.1. Znów aktualizacja odgrywała wiekszą rolę od samego wydania nowej wersji systemu. W mobilnej “ósemce kropka jeden” wyzbyto się wymagania programu Zune, wprowadzono usprawnienia w aplikacjach systemowych jak Telefon, Wiadomości, Internet Explorer i Kalendarz. Microsoft właśnie wtedy wybrał mapy Nokii ponad własne i wprowadził nowy sklep. Przywitaliśmy także i osobistego asystenta, Cortanę, choć nie wypadało powiedzieć do niej po prostu “cześć”, gdyż nie zrozumiałaby nas.

Nowości i „nowości”

Najważniejsze ze zmian to oczywiście te, które bezpośrednio wpływają na użytkowanie smartfona. Pozycją numer jeden na tej liście bez cienia wątpliwości było centrum powiadomień wraz z panelem szybkich akcji do zarządzania siecią Wi-Fi, blokadą obrotu itp. Wcześniej, przegapione powiadomienie można było jedynie dostrzec na jednym z wielu kafelków rozsianych po ekranie Start. Pojawienie się centrum powiadomień było istnym wybawieniem ale do czasu. Na jaw wyszło bowiem, że obydwa mechanizmy powiadomień są od siebie zupełnie niezależne i problem dotyczy także najnowszych wydań Windows Phone 8.1. Usunięcie notyfikacji z centrum nie powoduje zaktualizowania zawartości kafelka, który w dalszym ciągu wyświetla tę informację. Poziom irytacji sięga wtedy zenitu, gdyż niezbędne jest otwarcie każdej z takich aplikacji i odczekanie kilku czy kilkunastu sekund do momentu odświeżenia zawartości, czyli wyzerowania licznika powiadomień.

wp8.fb

Gdy wydawało się, że Windows Phone może tylko piąć się w statystykach i rankingach, platforma nadal obarczona była ciężarem, który niczym kotwica ciągnął ją ku dnie. Po raz kolejny w tej roli wystąpiły aplikacje firm trzecich i nieskorzy do współpracy deweloperzy. Każde wydarzenie z tej kategorii, tj. premiery nowego Facebooka czy Facebook Messengera, były głośnymi manifestami, po które sięgali najbardziej zagorzali fani platformy. Miały to być kolejne dowody na ciągłe zainteresowanie systemem. Dowody, które niedługo później przeradzały się w zaprzeczenie dla takiego stanu rzeczy. Nieprawdą jest zupełny brak aplikacji w Sklepie Windows Phone – prawdziwym problemem jest to, że już tam obecne są produktami drugiej, trzeciej, a czasem i nawet czwartej kategorii dla ich autorów. To aplikacje napędzają dzisiejsze użycie smartfonów. Bez nich trudno mówić o jakimkolwiek sukcesie. Jeśli do zainteresowanej smartfonem z Windows Phone osoby dotrze informacja o nieobecności Snapchata i poziomie reprezentowanym przez aplikację Instagrama, to decyzja o wyborze czegokolwiek innego jest jedynie kwestią kilku minut.

Z Lumią 720 wytrzymałem, tak wytrzymałem, zaledwie kilka miesięcy. Telefon został oddelegowany na wcześniejszą emeryturę, a następnie sprzedany osobie, która doceniła Windows Phone z powodu dobrej nawigacji, niezłego czasu pracy na baterii i możliwości… wykonywania rozmów telefonicznych i korespondowania za pomocą SMS-ów.

Wygórowane odsetki przy ponownym kredycie zaufania

Od początku lubiłem Windows Phone i za każdym razem, gdy zapowiadane były zmiany liczyłem, że coś faktycznie ulegnie zmianie. Tak się działo, ale tylko po jednej stronie barykady – autora oprogramowania, platformy. Druga grupa ludzi odpowiedzialnych za wzrost popularności i użyteczności smartfonowych systemów postanowiła pozostać na swoich pozycjach i nie ryzykować ich utraty. Odwrócenie uwagi od rozwijanych produktów na konkurencyjne systemy mogłoby kosztować zbyt wiele, a zyski z udostępnienia pełnego i dopracowanego programu na Windows Phone mogłyby tego nie zrekompensować.

Jest wiele funkcji i rozwiązań, które darzę sympatią. Uwielbiam wręcz systemową klawiaturę, która dzięki obsłudze gestów “swipe” stała się moim numerem jeden. Powrócę też do kafelków, których ułożenie według własnych upodobań potrafi wciągnąć na dłuższy czas, ale daje to ogromne możliwości spersonalizowania własnego telefonu na poziomie, którego nie uświadczę na Androidzie czy w iOS. Pomijając problemy z niezawodnością infrastruktury, to Skype wydawał się być najciekawszą propozycją wśród komunikatorów internetowych dla Windows Phone – dzięki integracji z systemem można było odnieść wrażenie, że takie rozmowy wkrótce zastąpią typowe konwersacje telefoniczne. Do pewnego etapu także mobilny Office był jednym z najważniejszych filarów stojących w obronie tego systemu – dziś można go przyrównać do piasku pod zamkiem ze względu na pełne zaangażowanie włożone w rozwój nowych, dedykowanych Windows 10 (Mobile), aplikacji pakietu tego biurowego.

Czas na nowy spektakl

windows.phone.crossway

Przed nami premiera kolejnego “nowego mobilnego Windowsa” i otwarcia kolejnego “zupełnie nowego rozdziału”. Wiemy, że może to być ostateczna próba Microsoftu w rywalizacji z niezwykle silną i wciąż uciekającą konkurencją. Wbrew rozsądkowi i twardym liczbom zdecydowałem się danie Microsoftowi szansy poprzez zakup Lumii 640, która to widnieje na liście urządzeń mających w niedalekiej przyszłości doczekać się aktualizacji.

Eksperyment pod nazwą “Windows Phone” dobiega końca. Pięcioletnia historia projektu udowadnia, że na rynku wciąż jest miejsce na innowacje i odważne pomysły to jedyny sposób wybudzenie rynku z letargu. Swoboda jaką dysponowali pracownicy Microsoftu wyzwoliła kreatywność, niestety podstawowe braki i błędy nie pozwoliły systemowi rozwinąć skrzydeł. Pomimo ogromnej kampanii skierowanej do deweloperów, Windows Phone nigdy nie doczekał się wsparcia z ich strony na poziomie, którym mogą pochwalić się Apple i Google.

Wszystko to sprawiło, że Windows Phone mówimy “do widzenia” i witamy nowego-starego Windows Mobile.

Grafiki: 1, 2.