Recenzja

Dysk do NAS? Wybór jest raczej prosty

Tomasz Popielarczyk
3

9 lat – tyle potrzebował mój pierwszy dysk WD Red, żeby wyzionąć ducha. Co ciekawe, pracujący razem z nim w RAID 1 drugi dysk (z taką samą datą produkcji) ciągle ma się dobrze. Awaria nośnika to nieprzyjemna sytuacja, ale dla gadżeciarzy takich jak ja zarazem świetna okazja, by zrobić upgrade.

Dyski WD Red w tym roku obchodzą swoje 10-lecie. To specjalna seria nośników WD projektowana pod kątem zastosowań serwerowych, a więc wszędzie tam, gdzie dyski muszą pracować praktycznie bez przerwy. Czerwone dyski WD tym samym znajdują też zastosowanie w domowych i biurowych NAS-ach, gdzie czują się doskonale. Występują w dodatku w pojemnościach od 1 do 22 TB, co sprawia, że właściwie każdy znajdzie tutaj wariant odpowiadający swoim potrzebom.

Jestem wieloletnim użytkownikiem Redów. Dwa 4-terabajtowe twardziele towarzyszyły mi od roku 2013 i znajdowały zastosowanie w różnych serwerach takich marek jak Asustor, QNAP czy Synology. W końcu, po 9 latach stosunkowo intensywnej pracy jeden z nich wyzionął ducha. Podejrzewam, że jedną z przyczyn mogło być umieszczenie go na jakiś czas w pasywnie chłodzonym QNAP-ie HS-453DX, gdzie temperatury lubiły sięgać 50 stopni (szczególnie w upalne dni). Kto wie, czy nie działałby dłużej w tradycyjnym NAS-ie z mechanicznym wentylatorem.

Show must go on…

NAS w domu jest wykorzystywany przeze mnie na wiele sposobów. W dużej mierze do backupów, ale też do przechowywania i odtwarzania multimediów, które są w niemalże doskonały sposób organizowane na platformie Plex. Od niedawna bawię się też w kontenery Dockera, w których trzymam aplikacje do automatyzacji, baz danych i wielu innych zastosowań. Od czasu do czasu NAS służy też do wirtualizacji i pobierania plików.

Od kilku tygodni to wszystko odbywa się na testowanym przeze mnie (recenzja wkrótce) QNAP-ie TS-464, w którym wylądowały (bez niespodzianek) dwa WD Pro o pojemności 6 TB każdy.

Dyski WD Pro to serwerowa najwyższa półka w portfolio Wester Digital. Zaprojektowano je pod kątem długotrwałej pracy pod obciążeniem. W odróżnieniu od „zwykłych” WD Red oraz wprowadzonych niedawno WD Red Plus pracują one z prędkością 7200 obr./min, co przekłada się na zauważalnie wyższe transfery (i zarazem więcej hałasu – coś za coś). Mamy tutaj też technologię zapisu CMR – taką samą jak w modelach z rodziny Plus. Podstawowe WD Red od jakiegoś czasu bowiem obsługują rozwiązanie SMR, co budzi pewne kontrowersje.

Całość została natomiast wykonana w oparciu o technologię 3D Active Balance Plus, co ma zapewniać wyższy poziom żywotności. W środku zamontowano też wieloosiowy czujnik wstrząsów, co stanowi dodatkową ochronę dla dysku.

Nad prawidłową pracą dysków czuwa firmware NASware 3.0, dzięki któremu, jak deklaruje WD, żywotność (MTBF) czerwonych dysków jest średnio o 35% wyższa niż ich standardowych odpowiedników. Idzie za tym też wydłużony czas gwarancji, który w przypadku modeli Pro wynosi 5 lat.

QNAP na czerwono

Tyle teorii. Jak wygląda praktyka? Przede wszystkim nie da się ukryć, że zastosowanie WD Red Pro w domu to trochę jak strzelanie z armaty do komarów. To nośniki stworzone z myślą o dużych przedsiębiorstwach. Obsługują urządzenia z 24 kieszeniami na dyski stosowane tylko w firmach (i to raczej tych większych. Dla porównania standardowe „Redy” oraz seria Plus obsługują serwery z 8 kieszeniami. Nikt jednak przecież nie zabrania używać dysków Pro gdziekolwiek indziej – jeżeli możemy sobie pozwolić na taką inwestycję i zależy nam na niezawodności.

Dyski u mnie pracują w konfiguracji RAID 1, a więc na każdym znajdują się dokładnie te same dane. W przypadku awarii jednego z nośników, bez obaw mogę go zastąpić nowym i nie utracić przy tym żadnych plików. RAID 1 to również zauważalnie szybsze prędkości odczytu plików – te są bowiem odczytywane jednocześnie z obu dysków. Nie oznacza to niestety dwukrotnie wyższych transferów, ale korzyści na tym polu są raczej bezdyskusyjne.

Modele o pojemności 6 TB mają 256 MB szybkiej pamięci podręcznej, która ma zapewniać szybkość transmisji danych na poziomie do 238 MB/s. Dla porównania 2-terabajtowe WD Pro osiągają maksymalnie 164 MB/s, a 20-terabajtowe – 268 MB/s. Jeżeli zestawimy to z podstawowymi WD Red, maksymalne prędkości przez nie osiągane to 180 MB/s.

Jak to wygląda w przypadku NAS-a QNAP TS-464? Systemowy pomiar wydajności dysków pokazuje maksymalną prędkość odczytu na poziomie 239 MB/s dla pierwszego dysku i 245 MB/s dla drugiego. Ponawiałem te testy przez kilka tygodni – wartości wahały się w granicach 1-3%. To stabilne wyniki.

Dla porównania, oba dyski podłączyłem do desktopa i sprawdziłem je za pomocą aplikacji HD Tune. Tutaj prędkości były nieco inne. Wyniki obu dysków pokrywały się mniej więcej, ale dla pewności podaję uśrednione wartości. Maksymalna prędkość odczytu wyniosła zbliżone 238 MB/s, ale średnia już jedynie 180 MB/s. Prędkość zapisu maksymalna w HD Tune to natomiast 293 MB/s, a średnia 178 MB/s.

Czy dyski są głośne? Na co dzień tego nie odczuwam, ale też nie ukrywam, że zamontowałem też tutaj dwa SSD w slotach M.2, na których stoi system i wszystkie aplikacje. Tym samym dyski HDD są wykorzystywane głównie jako magazyn na przesyłane na serwer pliki i nie muszą stale mielić danych. Zresztą pod względem przyśpieszenia z użyciem SSD QNAP oferuje użytkownikom kilka różnych wariantów – ja postawiłem na ten radykalny, a więc całość zainicjowałem po prostu na szybszych nośnikach. Zresztą w sprzedaży są już SSD-ki WD Red do montażu w gniazdach M.2. – producent jest gotowy na te nieuchronnie nadchodzące zmiany.

Niech żyją!

To w zasadzie wszystko, co można napisać na temat serwerowych WD Red Pro po kilku tygodniach użytkowania. Mam nadzieję, że kiedyś, np. za kolejne 9 lat (albo i więcej) napiszę coś podobnego, wspominając jak je montowałem pierwszy raz. Patrząc na to, jak dotąd mi służyła seria WD Red, mam sporo powodów by w to wierzyć.

Natomiast jestem przekonany, że rola dysków HDD dziś właśnie sprowadza się głównie do takich zastosowań. Zdjęcia, pliki wideo itp. są coraz większe i wymagają od twórców stosowania dodatkowych magazynów na dane. W pracy profesjonalnej wskazane też jest zabezpieczenie danych – redundancja i regularne backupy.

W obliczu taniejących nośników SSD pewnie i tutaj dyski HDD zostaną z czasem wyparte. Póki co jednak stosunek cena/pojemność w przypadku tradycyjnych twardzieli jest bezkonkurencyjny – nawet w przypadku tych droższych modeli do zastosowań profesjonalnych.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu