Felietony

W Warzone 2.0 gra pokonuje mnie cześciej niż przeciwnik. Te błędy trzeba naprawić 

Patryk Koncewicz
4

Najlepszy Battle Royal na rynku? Być może w przyszłości, bo aktualnie liczba błędów i niedociągnięć w Warzone 2.0 mocno zniechęca.

Aż sześć milionów pobrań w 24 godziny i 25 milionów graczy w 5 dni. Activision w kwestii wyników ma się czym chwalić, bo Call of Duty: Warzone 2.0 cieszy się naprawdę ogromną popularnością. Niestety sukces w cyferkach nie idzie w parze z ogólną kondycją gry, która jest delikatnie mówiąc… przeciętna. W konsekwencji przez liczne usterki bardziej niż czyhającego za rogiem przeciwnika można obawiać się kolejnych błędów w rozgrywce.

Co Cię nie zabije to… cię wyrzuci do menu

Zacznijmy od nowego trybu DMZ, wzorowanego na shooterze Escape from Tarkov. Polega on w dużym skrócie na wejściu do gry bez uzbrojenia i wypełnianiu różnorakich kontraktów na mapie. Za pierwszym razem konieczne jest zebranie broni ze skrzyń rozrzuconych po lokacji – przy tym warto wspomnieć, że nie są one tak obfite i częste jak w klasycznym Battle Royal – lub podnieść z wyeliminowanych wrogów. Ci zaś składają się nie tylko z prawdziwych graczy, ale także z botów, które z czasem zadają coraz więcej obrażeń.

Źródło: Call of Duty

W międzyczasie krąg toksycznej chmury zaciska się nieubłaganie, zmuszając uczestników zabawy do walki na coraz mniejszych przestrzeniach. Głównym celem trybu jest więcej zebranie jak największej ilości gotówki i wyposażania, a następnie wezwanie śmigłowca i ewakuacja z dobytkiem. Zasady są bardzo proste: śmierć = utrata wszystkiego. Gdy biegasz z podstawowym wyposażaniem to pół biedy, bo to nie boli aż tak bardzo. Jednak po kilku udanych rajdach, gdy zdołasz już uzbierać pokaźną pulę rzadkich broni, stawka rośnie wraz z emocjami. Co to ma wspólnego z błędami? A no to, że niemalże za każdym razem umierałem nie przez lepszego przeciwnika, a przez notoryczne wyrzucanie do menu.

Wyobraźcie sobie sytuację, w której po udanej strzelanie niesiecie obfite łupy wprost do wezwanego śmigłowca. Ucieczka jest w zasadzie już tylko formalnością gdy nagle… BUM! Czarny ekran i komunikat o utraconym połączeniu.

Co w takim przypadku? Tracisz wszystko i zaczynasz od nowa, bo Activision postawiło grę na serwerach z kartonu. To jeszcze nie wszystko. Nierzadko zdarza się też tak, że pomimo ucieczki wraz z pełnym plecakiem wartościowych przedmiotów gra po prostu ich nie zapamiętuje. Wydostajesz się z obfitym ekwipunkiem, który w menu po prostu znika. Zdarzało się, że niektóre bronie magicznie zmieniały się na inne, choć w rzeczywistości nawet ich nie podniosłem.

Gdyby przytrafiło się to raz bądź dwa, to nie miałbym powodu do narzekania. Sęk w tym, że taka sytuacja w przypadku Xboxa działa się nagminnie w kompletnie losowych momentach. Gra nie uznaje tego za błąd ze strony technicznej, tylko tak, jakbyś z własnej woli opuścił rozgrywkę. Po kilku przypadkach z rzędu doprowadza to do szewskiej pasji i nie, nie jest to kwestia problemów z siecią, a niedociągnięć ze strony developerów i przeciążonych serwerów. A skoro już o serwerach mowa…

Lagi, lagi i jeszcze raz lagi

Zdaje sobie sprawę, że duża ilość graczy w krótkim czasie to poważne wyzwanie. Ale nie może być tak, że tytuł aspirujący do miana jednego z najlepszych FPS-ów ma taki poważny problem z opóźnieniami.

W zasadzie w każdym spotkaniu napotkałem momenty teleportacji i freezów, które w grze tak dynamicznej i nastawionej na refleks oznaczają nagłą śmierć. Internet zalał się setkami wątków, artykułów i zapytań, dlaczego gameplay jest tak tragiczny i jak te usterki rozwiązać.

Sytuacja byłaby zrozumiała, gdyby lagi miały miejsce świeżo po starcie gry, ale minął już ponad tydzień i niewiele się w tej kwestii zmieniło.

Śmierć znikąd

Sytuacja zbliżona do nagłej śmierci poprzez wyrzucenie z gry w trybie DMZ, ale tym razem znacznie bardziej irytująca. Nie ma tu bowiem mowy o wyrzuceniu z rozgrywki, a o dziwnej i niewytłumaczalnej śmierci bez konkretnego powodu. Zjawisko w warzonowej terminologii ma już nawet swoją nazwę „instant death glitch”.

W normalnym warunkach gracz po powaleniu ma jeszcze możliwość podczołgania się do swoich towarzyszy, co daje szanse na reanimację i ratunek. Ale nie w Warzone 2.0.

Chcesz zagrać ze znajomymi? To nie takie proste

Na koniec problem, który na szczęście został już rozwiązany, ale warto wspomnieć o nim dla dopełnienia obrazu, bo świeżo po premierze doprowadzał graczy do furii. Mowa o globalnym problemie sieci społecznościowej, który po pierwsze uniemożliwiał dodanie kompana do listy znajomych, a gdy jakimś cudem już się to udało, zgrupowanie w jedną drużynę graniczyło z cudem.

Za każdym bowiem razem po wejściu w zakładkę społecznościową gra dosłownie w sekundę cofała się do menu głównego. To absurdalne, że przy tak dużym tytule gracze musieli sami szukać alternatywnych rozwiązań, tworząc osobne kanały komunikacyjne, które pozwalały na interakcję ze znajomym. Dopiero z ich poziomu dało się tworzyć grupę, umożliwiającą zaproszenie towarzyszy do wspólnej rozgrywki.

Wisienka na torcie

Oprócz powyższych błędów napotkałem także problemy w postaci zacinającej się kamery, która blokowała się na jednym punkcie i uniemożliwiała celowanie. Nowy system parkouru również wymaga interwencji, po postać potrafi się – na szczęście dość rzadko – zaciąć na murku lub podczas wchodzenia na drabinę. Czasem zdarza się napotkać niewidzianych graczy…

Szkoda tych wszystkich niedociągnięć, bo Warzone 2.0 sam w sobie jest naprawdę przyzwoitą grą, która ma zadatki na najlepszy Battle Royal na rynku. Całe szczęście zespół Activision stara się – opornie, ale jednak – łatać bugi i wysłuchiwać skarg graczy. Mam nadzieję, że niebawem błędy będą tylko przykrym wspomnieniem.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu