13

W Google potrafią się zabawić – przykładem Mapy i serwowany przez nie żart

Na koniec upalnego dnia i tygodnia coś lżejszego – chyba nikt nie ma już siły na historie o dziwnych poczynaniach Apple czy raporty kwartalne, których w tym tygodniu nie brakowało. Pozostaje położyć się na leżaku albo ruszyć samochodem nad jezioro. A jeśli już wsiądzie się do samochodu i uruchomi nawigację, to można mieć nadzieję, że […]

Na koniec upalnego dnia i tygodnia coś lżejszego – chyba nikt nie ma już siły na historie o dziwnych poczynaniach Apple czy raporty kwartalne, których w tym tygodniu nie brakowało. Pozostaje położyć się na leżaku albo ruszyć samochodem nad jezioro. A jeśli już wsiądzie się do samochodu i uruchomi nawigację, to można mieć nadzieję, że będzie wesoło. Google Maps np. potrafi zażartować.

Nie, nie będzie o wpadkach w mapach, kierowcach, którzy zostali poprowadzeni na manowce. Tym razem dowcipkujący asystent głosowy. Pewnie niejednokrotnie jechaliście z kimś, kto zadawał pytania w stylu: daleko jeszcze?, kiedy dojedziemy?, kiedy będziemy na miejscu? Może sami rzucacie takimi kwestiami do kierowcy. Ja czasem to robię. Dla żartu rzecz jasna, zawsze liczę na jakąś dowcipną odpowiedź. Gdybym spytał po angielsku w Mapach Google, to uzyskałbym to, czego chciałem. Pokazuje to film dostępny w Sieci:

Póki co w ten sposób bawić można się tylko w języku angielskim, ale podejrzewam, że za jakiś czas i Polacy będą mogli spytać „daleko jeszcze?” I po kilku próbach usłyszą coś ciekawego. W długiej podroży, po kilku godzinach jazdy może to poprawić humor. Zwłaszcza, gdy Google przygotuje kilka wariantów – podejrzewam, że usługa będzie męczona właśnie w ten sposób, bo każdy zechce przekonać się, czy i jak to działa. A nuż do mnie powie coś innego…

Takie drobiazgi w asystentach głosowych robią różnicę. Użytkownik przestaje patrzeć na produkt wyłącznie jak na maszynę, bezduszny program – przecież on żartuje. A skoro ma poczucie humoru, to trzeba go traktować inaczej. Człowiek zaczyna się przyzwyczajać, przekonywać. O ile wcześniej krytycznie podchodził do takich rozwiązań. Sprytne posunięcie. Przy tym naprawdę pocieszne. Może się okazać, że część ludzi będzie wybierała asystenta głosowego (cały ekosystem) ze względu na poziom jego poczucia humoru. Ja bym tak zrobił.