w glebi lasu recenzja
9

Polakom udał się serial dla Netfliksa, więc siadajcie i oglądajcie. „W głębi lasu” – recenzja przedpremierowa

Drugi polski serial Netfliksa to już nie autorski scenariusz, lecz ekranizacja książki poczytnego autora Harlana Cobena. "W głębi lasu" przeniesiono nad Wisłę i efekty są nadzwyczaj dobre. To był dobry seans.

Wraca sprawa sprzed 25 lat, czyli zaginięcia i morderstwa w skrytym mrokiem lesie. Nigdy nie wyjaśniono, co dokładnie się tam wydarzyło, dlatego gdy pojawia się szansa wznowienia śledztwa, to jeden z głównych zainteresowanych będzie gotowy na prawie wszystko, by odkryć prawdę. “W głębi lasu” to drugi polski serial Netfliksa, ale wolałbym, żeby był pierwszym. Przede wszystkim dlatego, że odwalono kawał dobrej roboty i ogląda się go po prostu świetnie.

Polecamy: Polski hit „365 dni” zdominował zagranicznego Netfliksa. Nie wiem czy mam się śmiać czy płakać

“W głębi lasu” w Polsce, która jest wiarygodna

“W głębi lasu” (“The Woods”) to kolejny projekt Netfliksa oparty na książce Harlana Cobena. Po “Safe” i “The Stranger” nadszedł czas na przeniesienie akcji serialu do innego kraju – witamy w Polsce w latach 1994 i 2019. Jest o to tyle wyjątkowe, że akcja powieści nie rozgrywa się w naszym kraju, dlatego jednym z najciekawszych elementów było to, jak przeniesione zostaną lokalizacje na polski grunt, a postacie spolszczone. Takie pytania zadają sobie osoby znające zawartość książki, ale czy widzowie, którzy nie mają za sobą lektury doświadczą nieścisłości lub pewnych niedociągnięć? Jako członek drugiej grupy mogę już na wstępie napisać, że adaptacja fabuły na scenariusz serialu odbyła się nie tylko prawidłowo, ale zrobiono to naprawdę dobrze. Idzie to w parze z dobrym poziomem technicznym realizacji serii i udanym aktorstwem. Czy ja właśnie napisałem, że pod szyldem Netfliksa stworzono dobry polski serial? Zgadza się, udało nam się!

Zobacz też: Netflix wyprzedził Armię Stanów Zjednoczonych. To chyba najlepsza reklama serialu „Siły kosmiczne”

Dwutorowe prowadzenie historii w dwóch różnych okresach jest ryzykownym zabiegiem, ale gdy właściwie się go wykorzysta, to serial może na tym wiele zyskać. Nie chcielibyśmy przecież oglądać wydarzeń ułożonych chronologicznie, bo wtedy od razu odkryto by wszystkie tajemnice przeszłości, gdy nasi bohaterowie w czasach ówczesnych podjęliby próbę ich rozliczenia. Zamiast tego twórcy, czyli reżyserzy Leszek Dawid i Bartosz Konopka oraz scenarzyści Agata Malesińska i Wojtek Miłoszewski, zaserwowali nam naprawdę wciągającą opowieść, której najsłabszym – w mojej ocenie – etapem jest sam początek.

Pozwólcie mu się rozkręcić, poznajcie bohaterów

Wprowadzenie do świata i przedstawienie postaci wcale nie jest takie interesujące, bo zanim zostaniemy świadkami czegoś konkretnego, pierwsze kilkadziesiąt minut się nieco dłuży. Na szczęście, gdy serial wskoczy na pewien poziom dynamiki, nie zwalnia on aż do samego końca. Nie chcę pisać zbyt wiele o zakończeniu, bo podejrzewam, że wiele osób nie zna tej historii z kart książki, dlatego dodam jedynie, że jest satysfakcjonujące, chociaż nie do końca nieprzewidywalne.

Czwórka młodych ludzi weszła do lasu, znaleziono dwa ciała, a o pozostałej parze zaginął słuch. W centrum tych wydarzeń był Paweł Kopiński – opiekun, który kilka dekad później pełni rolę prokuratora (Grzegorz Damięcki i Hubert Miłkowski). To on postanawia wznowić własne, nieoficjalne śledztwo, gdy na jaw wychodzą nowe fakty. Poprosi o pomoc Laurę Goldsztajn (Agnieszka Grochowska i Wiktoria Filus) – dawną miłość. Jednocześnie Kopiński będzie jednak musiał zająć się nową, medialną sprawą, która zwróci na niego uwagę opinii publicznej.

Czytaj też: Netflix wie, jak walczyć o polskiego widza. Recepta na sukces jest taka prosta

Strona techniczna to solidne fundamenty, bo aktorsko „W głębi lasu” wypada świetnie

Niezwykle istotną składową serialu jest scenografia, która przenosi nas w lata 90. Odtworzono te realia bardzo wiarygodnie, dokładając też starań, by w serialu pojawiły się najbardziej charakterystyczne utwory muzyczne dla tamtego okresu. Na wysokości zadania stanęli nie tylko aktorzy wcielający się w dorosłe postacie, ale także, a może przede wszystkim, ci którzy odgrywali nastoletnich bohaterów. Dotyczy to pierwszo- i drugoplanowych postaci, dlatego nie byłbym zdziwiony szybkim angażem młodszej części obsady w kolejnych produkcjach.

Całą historię zamknięto w 6 odcinkach i była to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęto przy tym projekcie. Uniknięto dzięki temu dłużyzn i wplatania zbędnych wątków. Gdy tylko akcja nabierze tempa wartko pędzi do końca, a my sukcesywnie poznajemy kolejne fakty dotyczące przeszłości. W tym samym czasie śledzimy nową sprawę, która jest dobrym sposobem na odzwierciedlenie osobowości głównego bohatera. W trakcie seansu na pewno będziecie mieli wiele teorii na temat tego, co wydarzyło się w głębi lasu. Twórcy kilkukrotnie rzucają nam fałszywe tropy, by trochę namącić, a to tylko generuje większą ochotę na poznanie prawdy. 

„W głębi lasu” debiutuje dzisiaj na Netflix.