12

W co grać na Wii U? – część pierwsza

Krąży opinia, że na Wii U nie ma w co grać. Oczywiście my gracze choćbyśmy mieli dziesiątki zalegających na półce gier czekających na swoją kolej to wciąż powiemy, że nie mamy w co grać. To przecież idealna wymówka by nabyć kolejne tytuły. Zgodzę się z tym, że nie każdy znajdzie tam coś dla siebie. Ba, nie […]

Krąży opinia, że na Wii U nie ma w co grać. Oczywiście my gracze choćbyśmy mieli dziesiątki zalegających na półce gier czekających na swoją kolej to wciąż powiemy, że nie mamy w co grać. To przecież idealna wymówka by nabyć kolejne tytuły. Zgodzę się z tym, że nie każdy znajdzie tam coś dla siebie. Ba, nie jest też tajemnicą, że z porównaniem do oferty bliźniaczych blockbusterów które dostępne są na sprzęty konkurencji, Wii U wypada słabo.

Nie zgodzę się jednak z tym, że na Wii U nie ma w co grać. Na pierwszy ogień: cztery gry, których nie znajdziecie nigdzie indziej, a które jak najbardziej godne są waszego czasu i uwagi.

Super Mario 3D World

smd3d
Absolutnie fantastyczna, urzekająca i kradnąca, nawet nie wiadomo kiedy, kolejne cenne godziny z naszego życia gra. Wydawało mi się, że w przypadku Super Mario Galaxy 1 i 2 autorzy pokazali już wszystko na co ich stać i kolejne trójwymiarowe odsłony nie mają szans zabrać mi równie dużo czasu z życia. Co tu dużo mówić — myliłem się. Super Mario 3D World może nie być specjalnie innowacyjne, szczególnie jeśli mieliście szansę zapoznać się ze wspomnianymi grami z Wii.

Kiedy dodacie do tego znajomość Super Mario 3D Land (3DS) może wydać się wręcz nudne — bo przecież to wszystko już było. Było? Możliwe — znam wszystkie te gry, absolutnie nie zmienia to faktu, że bawiłem się wręcz fenomenalnie przez blisko trzydzieści godzin, szukając wszystkiego, co ukryli w tamtejszych planszach dla mnie twórcy. Poziomy zaprojektowane zostały z niesamowitą finezją, między standardowymi światami znalazły się także przerywniki w postaci zadań logicznych z Captainem Toadem w roli głównej, a czteroosobowy tryb kooperacyjny to prawdziwa wisienka na torcie.

Tym bardziej, że produkcję można obsługiwać nie tylko za pomocą padletu czy Pro Controllera, ale także zestawu akcesoriów z Wii. Ewidentnie jedna z najdoskonalszych platformówek 3D jaką widział świat. Długa, rozbudowana, miejscami naprawdę wymagająca, ale mimo wszystko nie dająca się od siebie oderwać!

Super Smash Bros. for Wii U

ssb

Historia pierwszej gry Super Smash Bros. do której nikt nie był specjalnie przekonana udowadnia, że czasem warto zaryzykować. Od czasu debiutu na Nintendo 64 seria cieszy się niesłabnącą popularnością. Odsłona z GameCube’a wciąż ma grono wiernych fanów, wersji na Wii poszło nieco gorzej, jednak wydana na 3DSa oraz Wii U najświeższa odsłona Super Smash Bros. to prawdziwa bomba.

Turniejowa bijatyka, która wymagać będzie od was dziesiątek godzin by choć w akceptowalnym stopniu opanować system i zasady walki jednym z bohaterów. Gra trudna, rozbudowana i przemyślana w najdrobniejszym szczególe. Cała paleta bohaterów Nintendo i przyjaciół marek w jednej grze? To może się udać i stanowić fenomenalną produkcję nie tylko dla ich fanów. W przeciwieństwie do klasycznych przedstawicieli gatunku, tutaj naszym zadaniem będzie osłabienie przeciwników i wyrzucenie ich poza arenę.

Jeżeli umiejętności sterowanego przez was bohatera okażą się niewystarczające, nie przejmujcie się — w grze nie zabraknie pomocników, a także zestawu przedmiotów które pomogą w pojedynkach. Podobnie jak Super Mario 3D World, to kolejna produkcja która wspiera cały zastęp kontrolerów (od Wii U GamePada, przez Wii Remote, Wii Remote z Nunchukiem, Classic Controller, Classic Controller Pro, Wii U Pro Controller, pad od GameCube’a podłączony przez dedykowaną przejściówkę, na 3DSie posiadającym Super Smash Bros. for 3DS kończąc).

Autorzy zadbali o to, aby wersja na stacjonarną konsolę dostała kilka nowości, których próżno szukać u młodszego rodzeństwa — wśród nich znalazły się nowe tryby (Smash Tour, Special Orders oraz Event), a także możliwość prowadzenia walk w trybie kooperacji. Blisko pięćdziesiąt bohaterów, równie imponująco prezentuje się liczba aren. Nie zabrakło też wsparcia dla figurek Amiibo. Co tu dużo mówić, jeżeli lubicie gry angażujące na długie godziny, wymagające taktyki, zręczności, a najlepiej także godnego żywego przeciwnika — choćby siedział „po drugiej stronie kabla” — to będziecie zachwyceni!

Bayonetta 2

bayonetta2

Pierwsza Bayonetta zaserwowała mi cztery dni wyjęte z życia. A to był dopiero początek mojej przygody z tą niesamowitą, ociekającą seksem i wyjątkowo zwinną wiedźmą. Dlatego też po zapowiedzi sequelu jako tytułu na wyłączność Wii U wiedziałem, że do czasu jej europejskiej premiery konsola musi trafić w moje ręce.

Tak też się stało i nie będę ukrywał, że to właśnie ten szalony hack’n’slash od wyjątkowo utalentowanej ekipy z Platinum Games był głównym motorem napędowym do zakupu sprzętu. O ile pierwsza odsłona gry była fenomenalną produkcją, o tyle sequel można podsumować bardzo szybko. Jest lepiej, ładniej, więcej, szybciej i jeszcze bardziej widowiskowo. System walki został jeszcze bardziej dopieszczony, zróżnicowanie w arsenale sprawia, że jedno przejście gry to za mało, by poznać drzemiący w niej potencjał.

W zależności od tego na którą broni się zdecydujemy, będziemy musieli przyjąć inną taktykę i zupełnie inaczej podejść do poszczególnych przeciwników, których napotykać będziemy na naszej drodze. Na szczęście to nie problem — w nasze ręce oddano całą paletę poziomów trudności, na których będziemy mogli stawiać czoła kolejnym misjom, starając się zaliczać je z jak najlepszą oceną. Fenomenalna rozgrywka, doprawiona absurdalną, nawet jak na japońskie standardy, fabułą — ale w tym tkwi jej magia!

Mimo iż gra prezentuje się fenomenalnie i odnoszę wrażenie, że twórcy wycisnęli z Wii U ostatnie poty, nie udało się uniknąć zestawu chrupnięć animacji w co bardziej dynamicznych fragmentach. Mimo wszystko to jedna z produkcji, obok której nie powinien przejść obojętnie zarówno żaden miłośnik gatunku, jak i posiadacz Wii U. Na rozgrzewkę możecie zapoznać się z pierwszą częścią serii, która także została wydana na najnowszy sprzęt Nintendo i można je nabyć w zestawie, którego cena wynosi niewiele więcej niż samej dwójki. Aż żal nie brać!

Mario Kart 8

mk

Gra której w zestawieniu zabraknąć nie mogło! Jeden z największych hitów które Nintendo ma w rękawie zeszłego lata nadjechał na Wii U i… znowu porwał tłumy do zabawy. W przeciwieństwie do turniejowego Super Smash Bros., tutaj czeka na nas bardzo losowa rozgrywka i nieczysta walka o to, kto dotrze na metę jako pierwszy. Seria z wieloletnią tradycją nie przestaje bawić i wciągać.

Jej ogromnym atutem jest niezwykle niski próg wejścia. Proste sterowanie i przydatne power-upy które pozwolą nam pozbyć się wrogów z radaru by wylądować na pierwszym miejscu to coś, co nie zmienia się od lat. Tego samego jednak nie można powiedzieć o oprawie, tym razem mamy do czynienia z ewidentnie najpiękniejszymi wyścigami z Mario w roli głównej, jakie dotychczas widział świat.

Zestaw tras, bohaterów i przywiązanie do szczegółów (te złośliwe minki na powtórkach, kiedy wyprzedzamy rywali, mistrzostwo!) potrafią zrobić wrażenie; do tego twórcy zgodnie z tradycją, konsekwentnie, serwują nam kolejne nowości jakich próżno szukać w poprzednich odsłonach. Wśród nich znalazły się nieznane dotąd power-upy (m.in. nokautujący wszystkich w naszym obrębie klakson czy mknący przed siebie i koszący wszelkie przeszkody bumerang) czy też antygrawitacyjne odcinki tras, w których mkniemy do góry nogami i nabieramy prędkości dzięki zderzeniom z innymi uczestnikami konkursu. Tutaj również nie zabrakło wsparcia dla starszych kontrolerów, co jest o tyle istotną informacją, że na jednej konsoli mogą ścigać się aż cztery osoby jednocześnie!

A podstawka to dopiero początek — wspominałem już że Nintendo wkroczyło na drogę płatnych dodatków, a Mario Kart 8 doczekało się już takich dwóch. W każdym czekać na nas będzie zestaw nowych bohaterów oraz tras, przez co gra nieustannie się rozrasta, a sieciowa społeczność graczy nie ma ani chwili wytchnienia i nie ma prawa powiedzieć, że gra jest nudna. Bo nie jest — każdy wyścig to jedna wielka niewiadoma i prawda jest taka, że nawet największy chojrak ma w niej szansę przegrać, kiedy cała reszta zaatakuje go tym, co ma w zanadrzu.