Telewizja

Chińczycy robią legalne VOD, ale się porobiło

JS
Jakub Szczęsny
0

Alibaba, głównie kojarzony z serwisem aukcyjnym chce wejść w rynek subskrypcyjny wideo oparty na zasadzie "płać, by oglądać". Otwarcie TBO (bo tak ma nazywać się owa usługa) ma nastąpić w ciągu dwóch miesięcy - zostało to potwierdzone przez Liu Chunning - dyrektora Alibaby ds. elektronicznej rozrywk...

Alibaba, głównie kojarzony z serwisem aukcyjnym chce wejść w rynek subskrypcyjny wideo oparty na zasadzie "płać, by oglądać". Otwarcie TBO (bo tak ma nazywać się owa usługa) ma nastąpić w ciągu dwóch miesięcy - zostało to potwierdzone przez Liu Chunning - dyrektora Alibaby ds. elektronicznej rozrywki.

Podczas festiwalu filmowego w Szanghaju, powiedziane zostało, że firma zamierza stać się lokalnym odpowiednikiem silnego w USA HBO oraz popularnego ostatnio Netflixa. Platforma będzie oferować głównie treści zagraniczne - filmy, a szczególnie seriale, które jeśli nie zdobywają, to już zdobyły świat i wiele osób, w tym także blogerów technologicznych mocno angażuje się w połykaniu kolejnych sezonów kultowych w środowisku tasiemców. Alibaba nie będzie jednak porzucać szansy na promowanie własnych produkcji.

Partnerstwo Alibaby z kilkoma firmami technologicznymi - TCL, Haier oraz Hisense ma polegać na utworzeniu spójnych platform dla autorskich smart TV w formie całych urządzeń oraz TV boxów. Chiny jednak nie są krajem, gdzie jest rozwinięta kultura płacenia za dostępne w Internecie treści. Dostawca usługi chce wyjść naprzeciw również i temu - 90% treści zostanie obłożone opłatami, natomiast reszta będzie dostępna dla mniej wymagających/mniej majętnych/mniej chętnych do opłacenia "haraczu". Być może możliwość łatwego przeglądania płatnych treści obok tych darmowy skłoni niezdecydowanych do sięgnięcia po portfele - zapewne na to liczy sam Alibaba.

Chiny to jednak specyficzny rynek i tam takie usługi są potrzebne - wiele serwisów zza granicy obłożono cenzurą, która choć odznacza się "różną szczelnością", to jednak niektórym przeszkadza w swobodnym przeglądaniu treści dostępnych swobodnie za granicą. Chiny potrzebują "swojego" Netflixa - tamtejszy rynek jest bardzo chłonny, jeśli chodzi o takie rzeczy (mimo braku kultury płacenia za treści), a przy okazji, Alibaba to niesamowicie mocny gracz - ten natomiast ma naprawdę wiele środków na to, by uczynić to rozwiązanie wiodącym na rynku - a być może i liczącym się na rynku międzynarodowym, choć jak na razie większość działań firmy skupiało się na jak widać bardzo obiecującym chińskim rynku.

Grafika: 1, 2

Źródło: Wall Street Journal

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu