7

Ci ludzie spędzili 48h nosząc zestawy VR

VR
Dean Johnson, head of innovation w firmie Brandwidth to człowiek, którego już od jakiegoś czasu ciągnęło do technologii VR. W zeszłym roku zdecydował się spędzić 24 godziny w świecie wirtualnej rzeczywistości, wykorzystując do tego szereg różnych zestawów VR.

W tym roku Dean Johnson postanowił doświadczać VR odrobinę dłużej, a dokładniej mówiąc chodzi o 48 godzin. Poza tym udało mu się namówić drugą osobę do udziału w doświadczeniu, a była nią Sarah Jones z Coventry University. Razem dwoje śmiałków zanurzyło się w rzeczywistości, która miała zatartą granicę pomiędzy tym co prawdziwe, a co nie. Czasem wyświetlali sobie coś ze świata VR, a czasem korzystali z możliwości widzenia prawdziwej rzeczywistości, tyle że wciąż poprzez noszone gogle – np. Gear VR ma pass-through camera, co pozwala zobaczyć prawdziwe otoczenie bez zdejmowania zestawu.

Żyjąc na krawędzi z VR

Można powiedzieć, że Johnson i jego koleżanka to prawdziwi ryzykanci, ludzie żyjący na krawędzi itd. Przecież każdy zestaw do wirtualnej rzeczywistości zawiera ostrzeżenia informujące o tym, żeby nie korzystać z urządzenia dłużej niż przez kilka godzin… albo żeby nie korzystać z nich w trakcie jazdy samochodem czy po prostu podczas szybkiego przemieszczania się po świecie za pomocą… czegokolwiek. Śmiałkowie zignorowali wszystkie ostrzeżenia i zabrali się nie tylko za przesiadywanie w goglach VR, ale również za bardziej ekstremalne rzeczy.

To zabawne, ale Johnson próbował podjąć rozmowy z producentami zestawów do wirtualnej rzeczywistości, po to żeby uzyskać oficjalne wsparcie w zamian za swego rodzaju promocję poprzez jego szalony wyczyn, jednak każda z zapytanych firm odmówiła. Sam Johnson żartobliwie uzasadnia to w taki sposób, że pewnie myśleli, iż zginie w trakcie swojego eksperymentu.

Żarty żartami, ale jest w tym trochę prawdy

To śmieszne, ale wychodzenie z założenia, że Johnson straci życie podczas eksperymentowania z VR przez 48 godzin wcale nie jest czymś absurdalnym. Przede wszystkim, poza samym noszeniem zestawu przez długi czasach, człowiek ten podejmował się również czynności takich jak jazda gokartami czy stanie na skrzydłach lecącego samolotu…

No właśnie… mieli gogle VR i zdecydowali się na tzw. „wind-walking”, jakie były ich wrażenia? O dziwo ich doświadczenie nie było aż tak ekscytujące, tzn. ograniczona możliwość widzenia np. poprzez pass-through camera, sprawiła że wszystko wydawało się mniej prawdziwe, a tym samym mniej ekscytujące. Nie pomógł nawet faktycznie odczuwany wiatr we włosach itd. Johnson stwierdził, że może gdyby sobie odpalił coś w stylu VR dragon ride, wtedy byłoby lepiej.

Podczas jady gokartami dwójka VR-owców radziła sobie bardzo dobrze. Nie wpadali w przeszkody i po prostu kierowali swoimi pojazdami jak należy. To co wydaje się być jedną z ciekawszych rzeczy, to fakt, że Johnson udał się do salonu tatuażu i w trakcie korzystania z usługi, sprawdzał jaki wpływ ma na niego noszenie gogli wirtualnej rzeczywistości. Okazało się, że kiedy miał swój zestaw VR i grał sobie w „Gunjack”, miał niższy puls i odczuwał mniejszy ból, a gdy zdjął na chwilę gogle, puls mu podskoczył.

Gdzie ja jestem?

Dean Johnson również spał i budził się z zestawem wirtualnej rzeczywistości. Porównał to doświadczenie do otworzenia oczu w nieznanym hotelu: nie do końca wiemy gdzie jesteśmy, ale nie kwestionujemy tego, że jesteśmy w hotelu, bo niby czemu mielibyśmy to robić? Tak samo Johnson czuł się odrobinę zagubiony, jednak nie zajmował sobie głowy kwestionowaniem otaczających go dinozaurów i statków kosmicznych z wirtualnej rzeczywistości.

Warto dodać, że w trakcie tych 48 godzin z goglami, uczestnicy robili sobie co jakiś czas 5 minutowe przerwy. Nie zmienia to jednak faktu, że spędzili naprawdę dużo czasu ze swoimi zestawami VR.

Źródło 1, 2