Filmy

Mówią, że to bubel, a film zarabia setki milionów dolarów. Zostańcie do ostatniej chwili na sali!

KK
Konrad Kozłowski
19

Wiele naczytałem się o tym, jakim to "Venom" jest złym filmem. Po seansie mam nieco inne odczucia i nie dziwię się, że ta produkcja zarabia miliony. Czekam na kontynuację, a wam radzę nie wychodzić zbyt wcześnie z sali kinowej.

Nie lubię opierać się na zdaniu innych. Oczywiście biorę je pod uwagę przy wyborze sprzętu czy filmu i serialu, ale wolę osobiście przekonać się o ich wartości, oczywiście w miarę możliwości. "Venom" był pewniakiem na mojej liście premier kinowych - to film, na który po prostu musiałem się wybrać. Zwiastuny nie pokazywały niczego wyjątkowego, ale byłem bardzo, bardzo ciekaw tego, jak Sony poradzi sobie z przygotowaniem filmu o tej postaci, z pominięciem drugiego, dla wielu nieodłącznego bohatera tego świata: Spider-Mana. Efekty zostały szybko ocenione przez media: ten film powinien był ukazać się jakąś dekadę temu. Ale czy to sprawia, że "Venom" jest złym filmem? Ma swoje bolączki, ale... ja całkiem nieźle bawiłem się na jego pokazie.

Co ciekawe, aż do dzisiaj na niektórych seansach sale są wypełnione w 60, 70 czy nawet 80 procentach. A przecież premiera odbyła się 4 października, czyli dwa tygodnie temu! Nie jest to też film krótki, więc na wizytę w kinie widzowie muszą zarezerwować odpowiednią ilość czasu. Dlaczego wybierają "Venoma"? Ja już wiem.

Moje pierwsze wrażenie po wyjściu z sali było takie, że... jako jedyny wytrwałem do drugiej sceny dodatkowej. Wybrałem seans o dość wczesnej godzinie, więc tych kilkunastu widzów (na wieczorny pokaz sala była prawie zapełniona) opuściło swoje miejsca zaraz po tym, jak zobaczyli pierwszą z dodatkowych scen. Ta umieszczona jest po krótkiej sekwencji napisów końcowych, po czym następuje naprawdę długi fragment (dobre kilka minut) oczekiwania na scenę numer dwa. Czy warto? Jeśli jesteście fanami Spider-Mana, to zdecydowanie tak. Tym bardziej, że pod koniec roku do kin trafi film animowany ze Spajdim, a Sony już teraz postanowiło zostawić nam coś na małą zachętę.

"Venom" ma wady, ale seans to sporo frajdy

O samym filmie "Venom" nie można wypowiadać się w samych superlatywach, to prawda. Komputerowe animacje pozostawiają sporo do życzenia, a fabuła filmu jest niesamowicie przewidywalna. Podpunktem numer trzy, który jest jednocześnie minusem i plusem są sceny walki, dla których najlepszym określeniem będzie słowo "bezmyślne". Przez to film jest jednak lżejszy w odbiorze. Wiem, że głównemu bohaterowi nie stanie się krzywda, a na przetaczającą się przez ulice połowy miasta demolkę miło się patrzy. Tom Hardy robi co może, by nadać swojej postaci wiarygodności i trochę charakteru - nie do końca kupiłem dziennikarską karierę Eddiego Brocka przedstawioną jako zlepek ujęć z najważniejszych materiałów, ale jako życiowy nieudacznik z pasożytem w głowie wypadł po prostu świetnie. Trudno jednak wskazać choćby jeszcze jedną wartą uwagi postać w całym filmie, co zirytowało mnie najbardziej.

Ale te nieco ponad 2 godziny w kinie zleciały jak z bicza strzelił. Zanim się zorientowałem oglądałem już przed-przed-ostatnią scenę zamykającą całość (przypominam, są dwie dodatkowe!). Dynamika "Venoma" jest - powiedziałbym - właściwa. Od samego początku do samego końca dzieje się naprawdę wiele i choć momentami wzdychałem na to co widziałem (zbyt dużo głupkowatch żartów), to chwilę później o tym zapomniałem, bo twórcy serwowali już kolejną żwawą sekwencję. W żadnym wypadku nie żałuję wizyty w kinie i jeśli nadarzy się okazja wybrać się ponownie (na przykład z kimś, kto jeszcze "Venoma" nie widział), to całkiem prawdopodobne, że się na to zdecyduję.

"Venom" zarabia setki milionów. Druga część niemal pewna

https://www.youtube.com/watch?v=u9Mv98Gr5pY&t=2s

A teraz spójrzmy na zarobki filmu. W wieściach sprzed dwóch dni mogliśmy przeczytać, że frekwencja w kinach w USA oraz w innych krajach spadła nieznacznie z weekendu na weekend. Obydwa były naprawdę łaskawe dla "Venoma", co przyniosło w sumie produkcji aż 142,8 miliona dolarów, bo w drugi weekend zarobił 35,7 miliona.  Jak wygląda sytuacja na pozostałych rynkach? W ostatni weekend zebrał aż 105,4 miliona dolarów, co daje mu razem aż 235,3 miliona. Na koncie ma więc już 378,1 miliona, czyli blisko czterokrotnie więcej niż wyniósł budżet filmu. Od tego oczywiście należy odjąć koszty działań promocyjnych, ale trudno mówić tu o problemach finansowych produkcji, a nie pojawił się on jeszcze w Chinach, gdzie powinien poradzić sobie naprawdę dobrze.

Trzymam więc kciuki, że twórcy wyciągną wnioski z pierwszego filmu i drugi będzie pozbawiony najważniejszych wad "Venoma". To co? Do zobaczenia w 2020? Skoro jedna z dodatkowych scen już zwiastuje sequel i główny czarny charakter, to co może stanąć na drodze?

Co mają wspólnego Venom, Eminem i Google Pixel 3?

Nie wiem, jak wiele z was o tym wie, ale wśród kawałków nagranych do filmu "Venom" znajduje się utwór Eminema, który na żywo raper wykonał na szczycie Empire State Building w Nowym Jorku. Część ujęć do teledysku nakręcono nowym Google Pixel 3.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: