56

Używałem Lumii i Windows Mobile przez 15 ostatnich miesięcy i żyję. Czy było warto?

Zapewne większość osób interesujących się technologią natknęło się w internecie na artykuły lub filmy o podobnie brzmiących tytułach. Ta recenzja jest jednak o tyle inna, że nie polega na wyciągnięciu starego telefonu z szuflady i pobawieniu się nim przez kilka godzin. Jest relacją późnego, a wręcz spóźnionego adoptera z użytkowania tego telefonu i systemu przez kilkanaście ostatnich miesięcy. Jeśli chcesz się dowiedzieć czy codzienne życie z Lumią i Windows 10 Mobile jest jeszcze możliwe, to zapraszam do lektury. 

Osobom zastanawiającym się jak można było wpaść na tak dziwaczny pomysł, śpieszę z wyjaśnieniem, że był to spontaniczny akt konsumenckiego nieposłuszeństwa. Jako użytkownik iPhone i normalnej wielkości telefonów czekałem na SE2, który nie nadszedł. Jedyną sensowną alternatywą była seria Compact od Sony, ale XZ2 dorobił się absurdalnego, ciążowego brzucha a XZ3 się nie pojawił. Postanowiłem porzucić oba podstawowe systemy i do czasu, aż któryś producent smartfonów nie zmądrzeje, pobawić się jednym z umierających konkurentów. Wybierałem pomiędzy BlackBerry Passport a Lumią 950, ale ponieważ gabaryty „jeżynki” były nie do przyjęcia (szerokość!!), a system Microsoftu wyglądał ciekawiej, jesienią 2018 r. trafiła do mnie praktycznie nieużywana Lumia 950. Używam jej do dziś.

Microsoft Store to jakiś dramat

Do mojego eksperymentu podszedłem bezkompromisowo. Nie potraktowałem telefonu jako rozwiązania tymczasowego, postanowiłem doprowadzić go do takiego stanu usług, jaki oferował mi iPhone. Oznaczało to spędzenie sporej ilości czasu w Microsoft Store na poszukiwaniach dobrych jakościowo aplikacji oraz konieczność zakupu części z nich. Swoją drogą, chciałbym zobaczyć minę dewelopera jakiejś niszowej aplikacji, któremu w 2020 r. wpłynęły jakieś grosze na konto. 

Ten proces pokazał mi od razu, co było jedną z poważnych słabości Windows 10 Mobile. Fatalnie działający sklep i nieżyciowe zasady zakupu aplikacji musiały dołożyć niemałą cegiełkę do upadku tej platformy.  Pozycjonowanie aplikacji działa dziwnie, sporo rzeczy znajdowałem przypadkiem w czasie poszukiwań z zupełnie innej dziedziny. Sama aplikacja sklepu jest niestabilna i co rusz pojawiają się upierdliwe błędy interfejsu.

Nie ma też rozwiązania podobnego do applowskiej chmury rodzinnej, stworzenie domowego ekosystemu dla kilku użytkowników, opartego o Lumię musiało być znacznie droższe niż u Apple czy Google. Wiem, bo za nim sobie kupiłem ten telefon, synowie dostali po okazyjnie kupionej Lumii 650. Tutaj nadmienię, że w kontraście do sklepu, narzędzia nadzoru rodzinnego, są do dziś lepsze niż to co oferuje iOS i Android. Lumie to cały czas świetne telefony dla dzieciaków.

Dużo dobrych aplikacji, które trudno znaleźć

Pomimo tego, że sam sklep ma w sumie niewiele aplikacji, większość z nich wygląda, jakby projektowali je drwale przy użyciu tępego topora. Jednak po głębszych poszukiwaniach, właściwie w każdej potrzebnej mi dziedzinie udało znaleźć się bardzo dobre produkty. Czasem nawet lepsze niż te które miałem w iOS. Zapewne na dziś sytuacja może wyglądać inaczej, przez te lata aplikacje na iPhone się rozwijały, podczas gdy te na Windows umarły, ale zrobiło to na mnie pozytywne wrażenie poniewż spodziewałem się dużo większych problemów.

Żeby nie być gołosłownym parę przykładów:

  • astronomia: StarWalk2, Planetarium 3D
  • chemia: Naveen CS Pierwiastków: Układ okresowy; Asparion Układ okresowy pierwiastków, 
  • zdjęcia: ProShot, Vinci, Photo Shader, LazyLens
  • dźwięk: Grover Pro (podkasty), Loco Music (odtwarzacz), Spotimo (Spotify), Audiobooked, Lexis Audio Editor

Początkowo miałem problem z mapami. Jak wiadomo, W10 nie ma oficjalnego wsparcia Google Maps, a aplikacje firm trzecich na nich bazujące są dramatycznie złe. Do systemowego zamiennika od Microsoftu jakoś nie mogłem się przekonać, jego interfejs jest fatalny, ciężko się nimi posługuje w samochodzie. Rozwiązaniem okazał się zakup nawigacji Sygic oraz ciągle działająca aplikacja Yanosika. Niestety w ostatnim czasie, ten ostatni stracił dostęp do map. 

Teraz Polska?

Kolejną rzeczą, którą dało się zauważyć, to fakt, że gdyby system Microsoftu odniósł na świecie taki sukces jak w Polsce, cieszylibyśmy się jego obecnością do dziś. Buszując po sklepie, co rusz można spotkać aplikacje polskich deweloperów a duża ilość programów zagranicznych jest spolszczona. Cały czas działają aplikacje RMF, Polskiego Radia, Tok FM i Antyradia, Ipli czy Canal Plus Sport. Sam nie oglądam filmów ani seriali na smartfonie, ale trzeba odnotować, że aplikacja Netflixa chociaż toporna, wciąż działa. Agregaty treści takie jak czytniki RSS, serwisy informacyjne, sportowe, ekonomiczne czy technologiczne są bardzo dobrej jakości i co ważne, najczęściej dostępne jako UWP z działającymi kafelkami i powiadomieniami.

Dawna popularność Windows Mobile w naszym kraju oraz trochę szczęścia przy wyborze banku spowodowało, że tego telefonu mogę używać dłużej niż zakładałem. Cały czas działa, i jest aktualizowana świetna aplikacja iKO z PKO BP, pozwalając mi w pełni nadzorować konto i używać Blika. Jej jedyną wadą jest to, że nie oferuje opcji płacenia telefonem. Jedynym bankiem który to wdrożył był Pekao S.A. i jego PeoPay, także cały czas dostępny. Reszta banków wycofała swoje aplikacje jakiś czas temu lub nie miała ich w ogóle w ofercie.

Drugą, dla mnie strategiczną, aplikacją jest polska lista zakupów Listonic. Jej wersja na W10M istnieje i co więcej wygląda lepiej niż iOS-owy odpowiednik. Gorzej jest z aplikacjami poszczególnych sklepów, pozwalającymi uzyskiwać rabaty i zbierać punkty lojalnościowe. Krótko mówiąc takich programów nie ma w ogóle, choć jest pewna metoda pozwalająca obejść ten problemu. Ponieważ większość takich „lojalnościówek”  bazuje na odbijaniu kodu kreskowym lub QR, gdy idę do sklepu, żona aktywuje co trzeba w aplikacji na swoim Androidzie i wysyła mi zrzut ekranu MMS-em. Trochę to rozwiązanie podobne do albańskiej metody rodem z ePUAPu, ale w przeciwieństwie do tego ostatniego zawsze działa. 

Już dawno temu wypadły ze sklepu aplikacje Allegro i OLX, ale w ich przypadku ratuje sytuację program PAWA. Przy jego pomocy tworzy się paraaplikację / kafelek dla internetowej strony przygotowanej jako progressive web app i pozbawia jej przeglądarkowych śmieci. Dobrze zrobione PWA jest prawie nie do odróżnienia od natywnej aplikacji, z jednym dużym wyjątkiem in minus, ponieważ Microsoft nie dokończył implementacji tej technologii, nie ma powiadomień ani żywych kafelków. Szkoda.   

Lumia w internetach

Poczta to oczywiście Outlook, świetną opcją jest możliwość zrobienia osobnych kafelków na każdą skrzynkę. Tam gdzie chcemy mieć podgląd dajemy większy kafelek, tam gdzie chcemy tylko znać liczbę maili najmniejszy. Dla kogoś takiego jak jak, używającego kilku skrzynek przypisanych do konkretnych zadań to duża wygoda. 

Na foncie przeglądarek największym ograniczeniem jest silnik Edge. Koncern ze Seattle nie dopuścił niestety Chromium na mobilny system a deweloperzy stron olali optymalizację swoich stron już jakiś czas temu. Sytuację ratuje trochę Monument Browser, który dzięki ciągłemu rozwojowi, część błędów występujących w przeglądarce Microsoftu eliminuje. 

Lumia kontra social media

Social media, brak których był jedną z przyczyn klęski W10M, dzięki wspomnianemu już PWA częściowo na tej platformie odżyły. Twitter przygotował bardzo dobrze działającą aplikację tego typu, Instagrama trzeba sobie spreparować przy pomocy PAWA. Oficjalne aplikacje Facebooka i Messengera działały tragicznie a w końcu zostały zabite. Jest za to kilka niezłych wrapperów, u mnie najlepiej sprawdza się Air. Jest też całkiem dobra, choć nieoryginalna, aplikacja do Linkedina, dla miłośników walki w komentarzach cały czas działa Disqus. Gorzej wygląda sprawa z komunikatorami, z racji niedawnego uśmiercenia najpopularniejszego z nich, czyli Whatsappa. Działają jeszcze co prawda Skype, Telegram i Viber, ale jak wiadomo ich popularność jest znacznie mniejsza. 

Lumia w pracy

Tutaj też jest nieźle, choć oczywiście nie idealnie. Działają, choć przestały się rozwijać Word, Excel, PowerPoint oraz OneNote. Aktualizowany jest dalej Microsoft To-Do. Do komunikacji zawodowej ciągle można używać Slacka, ale już Teams na mobilnego Windowsa nie powstał. Cały czas znajdziemy też programy do obsługi Trello. Jeśli chodzi o chmurę mamy wybór pomiędzy OneDrive i Dropboxem. O dziwo, to właśnie ten drugi działa o wiele, wiele lepiej.

Do niedawna nie było też problemów z synchronizacją kalendarzy i kontaktów z iCloud. Niestety, po ostatniej, styczniowej aktualizacji W10M przestał widzieć applowskie kontakty i musiałem je ręcznie przerzucić do stacjonarnego PC, po to, żeby z jego poziomu je zsynchronizować ponownie.

Lumia i rozrywka

Większość największych tytułów została już niestety ze sklepu wycofana. Ostatnio pojawił się jednak hak pozwalający wgrać część z nich ręcznie. Rozwiązanie nie jest do końca stabilne, czasem potrzeba wielu prób zanim się uda, ale można w ten sposób zaopatrzyć się m. in. w Angry Birds, Cut the Rope i parę innych klasyków. Z mojej perspektywy znacznie ważniejsze jest, że działa klient jedynej regularnie używanej przeze mnie gry mobilnej czyli Quizwania. Na Lumii cały czas można też korzystać z Steam Guarda.

Futurystyczny nudziarz

Zanim przejdę do podsumowanie tego eksperymentu, muszę też powiedzieć coś o samym smartfonie. Lumia 950 jest ciekawym i pod pewnymi względami rewolucyjnym telefonem, wyprzedzającym swoje czasy. Jednocześnie jest jaskrawym przykładem schizofrenii i braku wyczucia Microsoftu w kwestii tego, czym powinien charakteryzować się flagowiec. Świetny ekran OLED z warstwą ClearBlack i funkcją always on display, wybudzanie podwójnym dotknięciem ekranu, świetny optycznie aparat fotograficzny, ładowanie bezprzewodowe, dwie karty SIM, dodatkowy slot pamięci i USB-C chyba nie występowały razem w żadnym innym flagowcu tamtych czasów. Unikalną cechą, którą chętnie widziałbym w nowych telefonach jest z pewnością wymienna bateria.

Niestety, te elementy „zrównoważono” fatalnymi rozwiązaniami, z których najbardziej irytujące jest katastrofalne zabezpieczenie biometryczne. Zastosowany system rozpoznawania tęczówki do końca rozwoju systemu pozostał w wersji beta, działa powoli i z dużą liczbą błędów. Jednocześnie nie zastosowano szybkiego czytnika linii papilarnych i szczególnie gdy jest się okularnikiem, oznacza to w praktyce powrót do ciągłego odblokowywanie kodem. Źle na tle ówczesnej konkurencji wypada też głośnik mono. Można się trochę podratować zmieniając ustawienia korektora dźwięku, ale dla zwykłego użytkownika ta sfera musiała być dużym rozczarowaniem.

Myślę, że czynnikiem szczególnie ograniczającym sprzedaż tego telefonu na rynku innym niż korporacyjny, była też do przesady nudna, plastikowa obudowa. Biorąc ten telefon do ręki w sklepie, można co najwyżej wzruszyć ramionami z obojętności. W kontekście efektu „wow”, który sprzedaje flagowce bardziej niż zawarta w nich technologia, ten telefon wypadał gorzej niż dużo dużo słabsza Lumia 650 czy poprzednicy firmowani przez Nokię. Co prawda wymienność obudowy kryje ogromny potencjał, który świetnie wykorzystywała firma Mozo, ale dla pierwszego wrażenia w sklepie nie miało to znaczenia. 

Sprzętowo Lumia 950 to zdecydowanie smartfon straconej szansy na coś przełomowego. Sam, gdybym jeszcze raz miał stanąć do eksperymentu pt. „Dwa lata z Windows 10 Mobile” zdecydowanie szukałbym Alcatela Idol 4 Pro. Pomimo, że to brzydszy i generalnie słabszy telefon, w codziennym użytkowaniu wynagradzałby mi to czytnikiem linii papilarnych. Ciągłe wpisywanie kodu to naprawdę bardzo męcząca rzecz. 

Lumia – czy było warto

Jak podsumować taki eksperyment… czy było warto? Zdecydowanie tak, pomimo oczywistych braków, telefonu używało się przyjemnie i bez większych komplikacji. Owszem, nie obyło się bez kolanek i drobnych poświęceń, ale jednocześnie, system wynagradzał to większą efektywnością w dostarczaniu mi informacji, połączoną z mniejszą agresywnością przekazu. Aktywne kafelki są przecież idealnym rozwiązaniem problemu nieczytelnych i przeładowanych powiadomień, znanego z iOS i Androida.

Buszowanie po aplikacjach robionych według dwu wzorców, panoramy z W8 i klasycznego z W10 oraz różnych hybryd obu stylów, było ciekawą lekcją UI/UX. Generalnie, aplikacje panoramiczne wyglądają dużo lepiej i używa się ich dużo bardziej intuicyjnie niż tych wzorowanych na Androidzie. Nie dziwie się fanom W8, że z pogardą wypowiadają się o menu hamburgerowym, charakterystycznym dla aplikacji nowszego typu. Jednocześnie przy całej masie błyskotliwych rozwiązań system raził typowymi grzechami koncernu z Seattle, niedopracowaniem, niekonsekwencją rozwiązań, olewaniem przyzwyczajeń użytkowników i generalnie chaosem oraz wycofywaniem ciekawych rozwiązań kosztem nijakich. Właściwie każdy innowacyjny pomysł, był czymś popsuty. Przykładowo, szlag człowieka chce trafić, gdy widzie na kafelku z aplikacji newsowej jakąś interesującą zajawkę, a następnie po otworzeniu apki nigdzie nie może znaleźć całego newsa. Ale to temat na osobny felieton.

Pewnie część z Was ciekawi, czy to już koniec eksperymentu. Na razie nie, wszystkie aplikacje pierwszej potrzeby ciągle działają, a normalnego smartfona ciągle nie ma na rynku. Ponieważ jest nadzieja, na jesień zapowiadają nowego, 5,4 calowego iPhona, mam nadzieję do tego czasu wytrzymać. A kto wie, może w międzyczasie zaskoczy mnie pozytywnie inny producent. Tak czy inaczej, Windows 10 Mobile pomimo oficjalnej śmierci, ciągle jest wystarczająco żywotny, żeby nie było potrzeby szukania na gwałt zastępstwa. Przynajmniej w moim przypadku.