21

Uważasz, że Twoi znajomi na Facebooku mają Cię gdzieś? Nie mylisz się – to normalne

Zadawałem sobie ostatnio pytanie: "Po co w ogóle mam jeszcze konto na Facebooku?" Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym więcej jest wątpliwości. Jakoś trzyma mnie jeszcze to, że specyfika mojego głównego zajęcia w życiu wymaga ode mnie aktywności w tym medium społecznościowym. Jednak i to kiedyś się rozmyje, po czym już nie będę mieć skrupułów, żeby zlikwidować swoje konto. A co z typowo "społecznościową" stroną Facebooka? Czy czuję się bardziej lubiany? Czy posiadanie konta poprawia moje samopoczucie? Daje mi coś, czego by mi normalnie brakowało?

Nie. A ponadto wali piachem po oczach

Ludzie normalni chcą być lubiani/szanowani (wbrew pozorom to nie są tożsame wyrazy). To akurat normalne, że chcemy być akceptowani w społeczeństwie – w grupach rówieśniczych, w pracy, wśród znajomych, w rodzinie. Staramy się o to na wiele sposobów – przybieramy „maski”, udajemy, że jest dobrze – a przecież nie jest, chwalimy się sukcesami – ukrywając przy okazji porażki. Idealizujemy siebie, idealizujemy nasze życie – to, z czym wychodzimy do ludzi to kompilacja naszych najlepszych cech. Te gorsze skrzętnie ukrywamy przed światem – w obawie przed odrzuceniem.

To bardzo ogólna wizja świata – oczywiście nie każdy zachowuje się w taki sposób i daleko w poważaniu ma gonitwę za lajkami, łapkami w górę, serduszkami. I co ciekawe – są to ludzie szczęśliwi. Pisałem dla Was wcześniej o tym, że media społecznościowe wprost wpływają na to, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi (albo i nie). I szczerze powiedziawszy czekałem, aż ktoś zajmie się nieco bardziej kontaktami międzyludzkimi na Facebooku. Jeżeli macie konto na Facebooku, macie zapewne konkretną liczbę znajomych. U mnie jest ich 307. Tak mi się wydaje, że to trochę za dużo.

board-928389_1280

Co jakiś czas robię „pogrom” wśród znajomych – bez żalu wywalam tych, którzy nawet na chodniku mi nie powiedzą „cześć”. Nie jest to dla mnie akt „zemsty” za bycie fujarą, a raczej społecznościowa „higiena”. Zresztą, nie potrafimy utrzymać interakcji ze zbyt wieloma osobami, zawsze skazujemy kogoś na przymusowy „ostracyzm”. Z tych nieco ponad trzystu znajomych spora część coś sobie publikuje, a ja tego na pewno nie zobaczę. Nie obserwuję tych ludzi, nie podobają mi się treści, które wrzucają (z automatu lecą „karynowskie cytaty”, ekstremiści polityczni, durne filmiki). Jakoś newsfeed wygląda.

A co ze mną? Kto mnie lubi?

Dwójka moich najlepszych przyjaciół nie ma konta na Facebooku. Są to ludzie, za którymi w ogień bym skoczył, wiele im zawdzięczam i jeszcze więcej się od nich nauczyłem. Dzień bez telefonu do nich, choćby po pierdołę – to dzień stracony. Mnóstwo wspólnych tematów, masa ciekawych wspomnień – mam nadzieję, że każdy z Was ma takich przyjaciół od serca. Wśród tych facebookowych znajdzie się 2, 3 osoby (nie liczę rodziny i dziewczyny), które są dla mnie szczególnie ważne i na które mogę liczyć – w miarę ich możliwości. Reszta – jak wskazuje pewne badanie – ma mnie konkretnie gdzieś.

Robin Dunbar, profesor psychologii na Oksfordzie wziął się za ten temat – próbował wykazać związek między tym, ilu znajomych mamy na Facebooku, a ilu z nich, to nasi prawdziwi przyjaciele. Wynik badania można streścić w ten sposób: średnio czwórka z tych znajomych to osoby, którym na nas zależy. Resztę guzik interesować będą nasze problemy, sukcesy, porażki. Z grona badanych osób/kont, średnio posiadano 150 znajomych. 14 z nich wyrazi swoje współczucie z powodu mało przyjemnego wydarzenia. Co więcej, badani orzekli, że jedynie 27% ich kontaktów na Facebooku to „rzeczywiści znajomi”, czyli tacy, z którymi wchodzą we w miarę regularne interakcje. Czyli całkiem podobnie, jak w życiu. Znajomych możemy mieć mnóstwo, ale jedynie garstka z tej grupy okazuje się dla nas szczególnie ważna.

girl-1098612_1280

Na co komu SM-owy onanizm?

Moja dalsza (dla ścisłości) koleżanka lubi walić „selfiakami” na Facebooku. W tygodniu będzie ich ze trzy. W różnych pozach, z różnymi stopniami zasypania szpachlą facjaty. Zawsze z rąsi, zawsze po Photoshopie, zawsze twarz. Pytam – po co? Bo fajnie zgarnąć mnóstwo lajków. Bo człowiek czuje się lepiej. Pytam, czy zastanawia się nad tym, kogo to tak naprawdę interesuje. Nie zastanawia się. Dlaczego? Bo leczy swoje kompleksy – ludzie potrzebują, by o nich mówiono: „jesteś mądry, ładny, to robisz fajnie, to ci wychodzi”. Lubimy być komuś potrzebni, podziwiani – pochwały działają na nas mobilizująco. Czegokolwiek by nie dotyczyły.

Ale na Facebooku tego nie znajdziemy. Ilość lajków nie mówi o nas wszystkiego. Wszak ludzie wszystkiego nie zobaczą. A tak na dobrą sprawę… mało kogo to interesuje.

Grafika: 1, 2, 3