Ciekawostki technologiczne

Wygrali z armią USA. Można? Można. Jest jednak haczyk

Jakub Szczęsny
2

Wyobraź sobie, że ciężko pracujesz nad oprogramowaniem, które może być warte miliony - a może nawet i miliardy dolarów. Proces wytwarzania takich rozwiązań jest niezwykle kosztowny: nie chodzi tutaj tylko o wypłaty dla pracowników, ale i o tego typu kwestie jak testy, badania, koszt pozyskania klientów, marketing i wiele innych. Aż tu nagle... ktoś Ci to podwędza.

Od takich instytucji jak wojsko oczekuje się profesjonalizmu oraz pewnego poziomu moralności, etyki. Wychodzi jednak na to, że w takiej materii najciemniej może być pod latarnią. I co wtedy? Kopanie się z takim koniem jak wojsko może brzmieć bardzo karkołomnie i tak wszak jest. Bowiem instytucje takie dysponują budżetami, o jakich prywatne firmy mogą tylko pomarzyć. No i często mają za sobą aparat państwowy, który daje swego rodzaju parasol ochronny: w tym prawny.

Tego typu rzecz zdarzyła się naprawdę i w jednym z ostatnich wyroków, Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych (US NAVY) została uznana za winną piractwa i ma obowiązek zapłacić firmie programistycznej 154 400 dolarów za pozew złożony jeszcze w 2016 roku. Poszkodowanym jest Bitmanagement Software GmbH, który stwierdził iż amerykańscy wojskowi naruszyli ich prawa autorskie.

Jak wynika z treści pozwu, poszkodowani wydali Amerykanom 38 kopii swojego oprogramowania do wirtualnej rzeczywistości 3D - jednak, gdy jeszcze trwały rozmowy dotyczące zakupu kolejnych licencji, wykazano iż doszło do instalacji software'u na co najmniej 558 466 maszynach w latach 2013-2015. Marynarka wojenna zapewne wyszła z założenia, że sobie w ten sposób zaoszczędzi. Cóż, leciutko nie wyszło - zrobił się nielichy skandal. Bitmanagement nie udzielił licencji ani w inny sposób nie upoważnił do takiej skali zastosowań swojego oprogramowania, a Marynarka Wojenna nigdy nie zrekompensowała Bitmanagement utraconych potencjalnych przychodów.

Pierwotnie pozew opiewał na prawie 600 milionów dolarów za "umyślne naruszenie praw autorskich" oprogramowania, które według strony internetowej sprzedawcy jest przeglądarką 3D, która "umożliwia wizualizację i interakcję z najnowocześniejszymi treściami 2D/3D". Dalej czytając, po złożeniu rzeczonego pozwu, US NAVY odinstalowała oprogramowanie BS Contact Geo ze wszystkich swoich komputerów, a krótko po tym jednak umieściła oprogramowanie na 34 maszynach, rzekomo w celach inwentaryzacyjnych. W pozwie ofiara piractwa stwierdziła, iż: "pozwany (US NAVY / rząd - przyp. red.) wiedział lub powinien był wiedzieć, że był zobowiązany do uzyskania licencji na kopiowanie oprogramowania Bitmanagement na każde z urządzeń, na którym zastosowano Bitmanagement. Rząd mimo to nie uzyskał takich licencji i kontynuował używanie oprogramowania bezprawnie".

Dosyć śmiesznie wygląda tłumaczenie samego US NAVY. W wyjaśnieniach stwierdzono, iż zapisy licencji pozwoliły wojsku na wykonanie dodatkowych kopii oprogramowania bez konieczności dodatkowej płatności, co było lekko niedorzeczne. Jedna licencja oprogramowania Bitmanagement kosztowała wtedy 1 067 dolarów. W dokumentach obrony można znaleźć informację, iż księgowy Marynarki Wojennej wycenił jedną licencję na marne w stosunku do rzeczywistej ceny - 200 dolarów.

Sąd zarządził zapłatę za licencje

Sąd postąpił tutaj w iście salomonowym stylu i zasądził zapłatę 154 400 dolarów za dodatkowe licencje zastosowane na maszynach należących do US NAVY. Wygląda więc na to, że piractwo może być domeną również i wielkich instytucji. Posiadanie powiązań z aparatem państwa wcale nie jest gwarantem pełnej uczciwości i super-lukratywności kontraktu. Tutaj najpewniej same koszty sądowe opiewały na całkiem sporą sumkę. Jednak o swoje należy walczyć zawsze.

Wygrać z armią USA... to sztuka!

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu