Ciekawostki technologiczne

Słowacy będą blokować dezinformację z urzędu. Wyobraźcie sobie to w Polsce

Jakub Szczęsny
36

Ktoś, kto zdecydowałby się na coś podobego w Polsce, musiałby liczyć się z ogromnym niezadowoleniem pewnych środowisk, które w takich sytuacjach najpewniej użyłyby karty "wolność słowa". Słowacy raz już próbowali, ale polegli. To kolejne przymiarki do systemu blokowania fake newsów, które mogłyby być niebezpieczne z punktu widzenia interesów państwa.

Jak wynika z informacji podawanych przez słowacki rząd, tamtejsze Biuro Bezpieczeństwa Narodowego powinno ponownie mieć możliwość blokowania szkodliwych treści, które zagrażają lub mogą skutkować szkodą lub zagrożeniem dla bezpieczeństwa Słowacji lub jej interesów gospodarczych. Służby wywiadowcze miałyby wskazywać na takie ośrodki mediowe, które mogą działać w z nastawieniem na osłabienie instytucji demokratycznych, destabilizację polityczną lub radykalizację debaty politycznej w przestrzeni publicznej. Słowaccy rządzący mieli przedsięwziąć takie kroki ze względu na spory problem z nieprawdziwymi informacjami w przestrzeni publicznej, przed czym przestrzegały służby wywiadowcze. To rzecz jasna spotkało się z ostrą (ponownie) reakcją niektórych ośrodków opozycyjnych.

Boris Kollár z partii Sme Rodina twierdzi, że nie jest zwolennikiem cenzury i wolałby jej nie widzieć w swoim kraju. Trzeba jednak pamiętać o tym, że ruch Kollára wspierał finansowo dezinformacyjne strony internetowe Hlavné Správy i Hlavný Denník - a to właśnie one stały się celem służb w trakcie pierwszej iteracji tego systemu, który poprzez niejasne prawodawstwo, nie mógł być stosowany. Słowacy mają nadzieję, że dezinformujące ośrodki będą mogły być blokowane już od najbliższej wiosny. Czyli całkiem szybko. Poprzednio, uprawnienia do blokowania stron rząd słowacki utracił we wrześniu, a nowela miałaby wejść w życie od kwietnia 2023 roku.

Słowacy mają nadzieję na wyższe systemowo zmiany

Słowacki rząd uważa, że to co dzieje się po jego stronie może być niewystarczające, biorąc pod uwagę skalę dezinformacji w przestrzeni publicznej również w ujęciu całej Europy. Stąd, istotne jest to według niego to, by na poziomie Parlamentu Europejskiego wdrożyć przepisy, które pozwalałby odgórnie blokować niebezpieczne ośrodki mediowe - dla wszystkich krajów członkowskich UE. Oczywiście wprowadzenie takiego prawodawstwa byłoby bardzo trudne - nikomu bowiem nieszczególnie spieszy się do tego, aby wprowadzać takie prawo. Spotkałoby się to z ogromnym oporem wielu środowisk w Unii Europejskiej.

A w Polsce? Chociaż istnieje sporo ośrodków jawnie dezinformujących w Polsce, to trzeba brać pod uwagę także głos środowisk, które mogłyby uprzeć się na niewprowadzanie tego typu przepisów: czy to na poziomie naszego kraju, czy też wyżej. Aczkolwiek Słowacja widzi to w ten sposób, że aby UE mogła oprzeć się wpływom z chociażby Kremla, trzeba zacieśnić współpracę w zakresie tworzenia czegoś w stylu "rejestru" stron zakazanych dla wszystkich.

Aczkolwiek uczulam - o ile potrafię zrozumieć wprowadzenie tak daleko idących zmian, operujących "na ostrzu noża" w zakresie wolności słowa oraz demokracji, to trzeba wysłuchać możliwie jak najwięcej grup interesów: właśnie po to, aby owej demokracji nie wykrzywić. Dopiero wtedy można pomyśleć o tak szerokim, radykalnym dla wielu krajów kroku. Wcześniej... jakoś tego nie widzę.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu