Militaria

Umowa z Koreą i nowe dywizje. W tle kwestia zasadniczej służby wojskowej?

24

Na paryskich targach Eurosatory polski MON ogłosił kilka ważnych informacji, wykraczających w nich poza temat techniki wojskowej. Po pierwsze, potwierdzono umową o współpracy z koreańską zbrojeniówką, po drugie, ogłoszono, że polska armia docelowo ma posiadać 6 dywizji.

Polsko-koreański Wilk nadchodzi

Po chaosie informacyjnym jak pojawił się po wizycie polskiego MON w Korei, powoli krystalizuje się, co i gdzie będziemy kupować, oraz jaki plan na rozwój naszych siły pancernych ma nasze ministerstwo. Na targach militarnych Eurosatory 2022 podpisano memorandum dotyczące współpracy z Hyundai Rotem dotyczące wspólnego rozwoju czołgów oraz kołowych transporterów opancerzonych.

Oznacza to, że czołgiem kupowanym w ramach programu Wilk będzie konstrukcja bazującą na koreańskim czołgu III generacji, K2 Black Panther. Jego wprowadzenie na uzbrojenie będzie jednak dość zagmatwane, ze względu na jego planowaną postępującą polonizację. W pierwszej fazie Polska zakupi około 200 czołgów K2, podobnych do wersji startującej w konkursie na nowy norweski czołg podstawowy i niewiele różniącej się od koreańskiej wersji (główna różnica to trochę mocniejszy pancerz).

Ich polonizacja będzie początkowo polegać na wstawieniu polskiej elektroniki (np. systemów komunikacyjnych, części sensorów), a następnie produkcja, czy raczej montaż będzie przenoszony do Polski. Równolegle obie zbrojeniówki będą opracowywać czołg docelowy dla tego programu, czyli słynnego już K2PL.

Czy będzie to konstrukcja podobna do makiet wizualizujących koreańską propozycję K2PL, pokazanych już na kilku targach? Na razie nie wiadomo, ale wymagania polskiego wojska, takie jak izolacja magazynów amunicji, lepsza ergonomia, lepsza ochrona pancerza, powodują, że trudno wyobrazić sobie, że mogło się obyć bez jego powiększenia.

W efekcie, Polska armia miałaby w przyszłości dysponować dwoma typami czołgów, zamówionymi już amerykańskimi Abramsami oraz opisanym tu miksem K2/K2PL. Pozostaje pytanie, jak to wszystko zepnie się czasowo, produkcyjnie i ile potrwa okres przejściowy, w którym będziemy posiadać dodatkowo czołgi PT-91 Twardy oraz Leopardy 2A4 i A5. Znając historię polskich wdrożeń, ciężko być tutaj optymistą.

Sytuację może nieco poprawić, całkiem ponoć prawdopodobne, otrzymanie kilkuset starszych wersji Abramsów (zapewne M1A1 z zapasów po US Marines), w zamian za PT-91, które miałyby trafić na Ukrainę. Nie mniej, wojskowych logistyków, którzy w tym czasie wdrażać będą przecież nie tylko nowe czołgi, czeka naprawdę wesoły okres o niewiadomej długości.

Hyundaiem w Patrię

Niektórych z Was może dziwić, dlaczego mając w miarę nowoczesnego Rosomaka ładujemy się w opracowanie kolejnego KTO z Koreańczykami. W przeciwieństwie do zakupu BWP K21 tutaj akurat nie mamy wyjścia. Przeboje licencyjne z Patrią, na bazie technologii której Rosomaka zbudowaliśmy, powodują, że ten „fiński” kierunek rozwoju jest już właściwie zamknięty.

Jednocześnie Polska przy produkcji tych wozów zdobyła sporo doświadczeń i wypracowała własne rozwiązania, więc połączenie sił z Hyundai Rotem może dać ciekawe, i co ważne relatywnie szybkie, rezultaty. Na szczegóły, co też się z tego wykluje trzeba będzie jednak poczekać. Niestety potwierdziły się zapowiedzi o chęci zakupu nieszczęsnych BWP (wciąż jednak nie wiemy czy K21, czy AS21) oraz armatohaubic K9, mających „uzupełniać” lokalną produkcję BWP Borsuk i Kraba.

Dywizje się mnożą...

Jednak najbardziej szokującym oświadczeniem MON, jest zapowiedź stworzenia kolejnych dwu dywizji. Po ujawnieniu gargantuicznych planów zakupu 500 HIMARS-ów wiele osób stawiało, że będzie to oznaczać konieczność powołania do życia kolejnej dywizji, ale plan na dwie... oznacza, że komuś sufit spadł na głowę. Już przy 5 wielkich jednostkach wskazywano, że musiałoby to oznaczać powrót zasadniczej służby wojskowej, a w przypadku sześciu nie ma innej możliwości.

Jeszcze gorzej przedstawia się sprawa kosztów. Wystawienie 2 dywizji z zapleczem to setki miliardów złotych, których nie mamy. Czy to jakiś nieprzemyślany marketing polityczny, efekt czyjejś paniki w związku z sytuacją na Ukrainie, czy może po prostu politycy z MON nie potrafią policzyć ile to będzie kosztować... nie wiem, ale patrząc na całość planów (w kolejce są myśliwce, okręty i masa innych zakupów) obawiam się, że bardzo źle się to skończy.

Już w II Rzeczypospolitej rzucono się na budowę większości sprzętu u siebie, nie mając do tego odpowiedniego przygotowania technicznego, naukowego, finansowego, materiałowego, ani infrastrukturalnego. W efekcie, w 1939 r. nie mieliśmy ani gotowego przemysłu, ani nowoczesnego uzbrojenia (poza pojedynczymi punktami).

Ukraina, niszcząc potencjał rosyjskiej armii, dała nam 10 - 15 lat spokoju, ale jeśli obecny plan złapania wszystkich srok za ogon skończy się wywrotką, to możemy go fatalnie zmarnować. Może się okazać, że nie dość, że na końcu tego okresu nie będziemy dysponować nowoczesną armią, to nie będzie też nawet jako tako wypłacalnego państwa.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu