Militaria

Kraby „uszczypią” Rosjan, a Homar... Polska artyleria młotem na Putina?

Krzysztof Kurdyła
8

Raptem tydzień temu napisałem o wdrożeniu za grube miliardy II fazy programu OPL Wisła. Przed weekendem pojawiła się jednak informacja o kolejnym planowanym zakupie, przy którym poprzedni wygląda na... napiwek. Nie tylko z tego powodu końcówka tygodnia należała do artylerii.

HIMARS czy Homar, biorę 500

Zacznijmy od bomby, którą zrzuciła Agencja Uzbrojenia i min. Błaszczak. W czwartek pojawiło się ogłoszenie, które początkowo wzbudziło wesołość lub powątpiewanie, w którym napisano, że Polska złożyła zapytanie na ręce rządu Stanów Zjednoczonych o możliwość zakupu 80 baterii artylerii dalekiego zasięgu M142 HIMARS.

To oznacza że, do już wcześniej zamówionych 20 wyrzutni, dołączyłoby kolejnych... około 500 (słownie: pięćset). Wśród komentatorów początkowo obstawiano, że osoby odpowiedzialne za rządowe social media „machnęły” się o jedno zero, ale dość szybko przyszło potwierdzenie, że te ogromne liczby są prawidłowe.

Jak by nie liczyć, nie wychodzi...

Nie ma się co oszukiwać, jest to liczba wycinająca z butów, to zapytanie opiewa na większą liczbę wyrzutni, niż dotychczas w ogóle wyprodukowano. Jeśli miałby to być samodzielny zakup Polski, to już z przyczyn czysto finansowych jest nierealny, tym bardziej że między wierszami można było wyczytać, że terminy dostaw nie byłyby jakoś mocno rozciągnięte w czasie.

Nie zmienia tu nic fakt, że przy tym HIMARS'ie założono spory offset i polonizację (MON ponoć chce praktycznie samych wyrzutni i polonizacji części amunicji rakietowej). To jednak nie koniec. Szybko pojawiły się komentarze osób głębiej siedzących w tematyce logistyki i zaplecza armii, które zwróciły uwagę na to, że sprzęt to nie wszystko. Taka ilość baterii będzie wymagała ogromnej ilości specjalistów do ich obsługi i budowy infrastruktury, której nie ma i nie da się na szybko wyczarować.

Będzie to też oznaczać konieczność zgromadzenia olbrzymiej ilości zapasów rakiet do tych systemów, których obsługa w czasie będzie bardzo kosztowna. Rakiety na paliwo stałe mają czas życia najczęściej w okolicach 10 a 15 lat, o ile są przechowywane w odpowiednich warunkach. Po tym czasie rakiety muszą zostać wycofane lub remontowane (np. przez wymianę paliwa, komponentów głowic etc.).

Koniec końców, te 27 Dywizjonowych Modułów Ogniowych trzeba gdzieś upchnąć w strukturach. To oznacza kolejną rewolucję organizacyjną. Sporo osób obstawia, że to zamówienie jest dowodem na plan budowy od podstaw kolejnej, piątej dywizji. To z kolei oznacza, że oprócz tego i wcześniejszych ogromnych zakupów, MON i rząd zamierzają wydać w tym samym czasie jeszcze wielokrotnie większe pieniądze.

Krążące po sieci szacunki, że za te 500 wyrzutni zapłacimy ~50 mld, to tak naprawdę tylko początek gargantuicznych wydatków, niezbędnych do tego, aby cały ten sprzęt sensownie w wojsku „upchnąć”. Jedyną opcja, jaką widzę, która mogłaby pozwolić na zbudowanie takiego rakietowo-artyleryjskiego młota na Rosję, to że jest to plan amerykański, a my tylko formalnie wysyłamy zamówienia.

Jeśli Stany Zjednoczone, widząc co wyprawia się w temacie pomocy Ukrainie w Niemczech, z nas chcą zrobić uzbrojone po zęby przedmurze NATO, to być może przejęli program rozbudowy polskiej armii i zamierzają go w znacznie większym stopniu niż wynika z Land-Lease 2.0 sfinansować. Nawet jednak w takiej sytuacji skala zamówienia jest zaskakująco duża i będzie trudna w realizacji. A jak zapowiedział rzecznik Agencji Uzbrojenia, w czerwcu można spodziewać się kolejnych zaskakujących zamówień...

Krab zadebiutuje na wojnie

W tematach bardziej bieżących, ale również dotyczących artylerii, to w weekend pojawiła się świetna informacja o wysłaniu przez Polskę na Ukrainę 18 nowoczesnych i samobieżnych armatohaubic Krab. Nie ma co ukrywać, dla obu państw jest to sytuacja typu win-win.

Polska otrzyma, podobnie jak w przypadku „Grota”, informacje o sprawności swojego produktu w warunkach bojowych. Jednocześnie takie bojowe przetarcie powinno mieć sporą wartość marketingową, „Krab” jako bojowo zweryfikowana platforma zwiększy swoje szanse na zdobycie zagranicznych kontraktów. Dla polskiej zbrojeniówki wojna na Ukrainie może być punktem zwrotnym pod tym względem, tym bardziej że Rosja straci sporą część zamówień, które ktoś będzie musiał przejąć.

Ukraina otrzyma kolejne nowoczesne haubice w kalibrze 155 mm NATO, dla których „Zachód” jest w stanie dostarczać na masową skalę amunicję. Przy problemach z amunicją dla artylerii poradzieckiej, dla tego kraju jest to sprawa życia i śmierci. W dalszej perspektywie ważne jest, że będą to kolejne działa samobieżne, które pozwolą ukraińskim jednostkom na większą elastyczność.

Wybijanie zębów

Za naszą wschodnią granicę trafiły więc już, lub mają trafić w najbliższym czasie samobieżne:

  • francuskie Caesary,
  • brytyjskie AS-90,
  • niemieckie i holenderskie PzH 2000,
  • norweskie M109,
  • polskie Kraby.

Amerykanie zamierzają podesłać Ukrainie wspomniane już w polskim kontekście wyrzutnie dalekiego zasięgu M142 HIMARS. To wszystko wydatnie zwiększy nie tylko defensywny, ale i ofensywny potencjał wojsk ukraińskich.

Chodzą słuchy, że ta 18-ka „Krabów”, to dopiero początek dostaw. Pomimo że nasza armia wciąż nie zdołała całkowicie wymienić poradzieckich dział na produkt Stalowej Woli, a te darowizny ten proces tylko wydłużą, należy się tylko cieszyć. Zarówno w naszym, jak i w Ukrainy interesie jest, aby ta wojna na dziś trwała, a Rosja poniosła w najbliższych tygodniach jeszcze wyższe straty.

Każda zniszczona rosyjska jednostka i każdy zabity żołnierz agresora oznacza wydłużanie czasu późniejszego spokoju, znacząco utrudni Rosji podniesienia się po ich „specjalnej operacji”. Niezwykle ważne jest też, aby Rosji nie udało ustabilizować wybitego w początkach wojny korytarza na Krym, co oznacza konieczność przynajmniej wyrzucenia Rosji za Dniepr, a najlepiej ofensywę na Melitpol.

Do tego potrzebny jest sprzęt i podtrzymanie ukraińskiej woli walki. To ostatnie jest ważne szczególnie teraz, gdy niektóre zachodnie kręgi próbują lansować projekt rozejmu i pogodzenia się z okrojeniem Ukrainy. Wtóruje temu masa rosyjskich trolli, próbująca udowadniać, że opłacone potężnymi stratami mikre postępy Rosjan w Donbasie to dowód na zwycięski pochód Putina. Miejmy nadzieję, że obu tym „środowiskom” polski „Krab” pomoże wybić zęby...

Zdjęcia: MON, US Army

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu