Internet

Google i Facebook z zarzutami o nielegalną umowę reklamową

Kamil Świtalski
2

Pamiętacie pozew, który kilkanaście miesięcy temu wniesiono m.in. przez przedstawicieli stanu Teksas? Powracamy do niego - i to z dozą nowych informacji. Podobno prezesi Google i Facebooka podpisali specjalną umowę reklamową, która miała im pozwolić zawładnąć rynkiem reklamy.

Dą dwie firmy, które — dosłownie — rządzą rynkiem reklamy online. Mowa, oczywiście, o Google i Facebooku. Internetowi giganci między sobą dzielą lwią część tego tortu i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miało się cokolwiek w tym temacie zmienić. Oczywiście ze względu na swoją pozycję, od lat rozmaite organy przyglądają się ich praktykom, sprawdzając czy grają oni fair i zostawiają w ogóle jakiekolwiek pole mniejszym firmom. No i cóż — z informacji do których dotarła redakcja Buzzfeed News wynika, że sprawy mogą wyglądać gorzej, niż większości mogło się wydawać.

Prezesi Google i Facebooka oskarżeni o chęci podpisanie nielegalnej umowy reklamowej. Na czym takowa miałaby polegać?

Rewelacje dotyczące nielegalnej umowy reklamowej między Google a Facebookiem mają pochodzić z pozwu, który zimą 2020 wniesiony został m.in. przez stan Teksas — ale nie był on jedynym. Oskarżono w nim Google o "działania fałszywe, zwodnicze lub wprowadzające w błąd" w swoim systemie sprzedaży cyfrowych reklam. Teraz redakcja dotarła do informacji, w świetle których Google pod przykrywką akcji "Jedi Blue" już w 2018 miałoby zawiązać specjalny sojusz z Facebookiem. A wszystko przez to, że działania Facebooka na rynku reklamowym (m.in. header bidding) były na tyle drapieżne, że właściciel najpopularniejszej wyszukiwarki na świecie poczuł się zagrożony. Dlatego też zamiast ze sobą walczyć, firmy — rzekomo — miały chęć nawiązać sojusz i współpracę, zaś umowy z tym związane miały zostać podpisane na najwyższych szczeblach. Swój podpis w temacie miał złożyć sam Sunder Pichai, ale ostatecznie do umowy oferującej Facebookowi "informacje, szybkość i inne zalety" w aukcjach reklamowych nie doszło. Tym samym Facebook zamiast rozwijać swoje aukcje — miał większy dostęp do aukcji reklamowych Google. Ostatecznie umowa miała utknąć pod sam koniec, prawdopodobnie dlatego że firmom zaczęły przyglądać się już wtedy organy zajmujące się zwalczaniem niesprawiedliwej konkurencji.

Jak można się było spodziewać — zarówno Facebook jak i Google dementują informacje, jakoby współpracowali by wyrolować swoich użytkowników. Podobno podobnych umów z różnymi firmami podpisywanych jest wiele — i nie potrzeba do tego podpisów prezesów, a tak miała się od nich niczym nie różnić. Co więcej: twierdzą, że ich systemy reklamowe są zaprojektowane w taki sposób, by pomagać reklamodawcom.

W reklamie online panuje ostra konkurencja, która obniżyła opłaty za technologie reklamowe i rozszerzyła opcje dla wydawców i reklamodawców. — Peter Schottenfels, Google

Przedstawiciel Facebooka (czy może raczej Meta, bo to właśnie firma o takiej nazwie obecnie włada Facebookiem), Christopher Sgro, dodaje, że to właśnie umowy (która miała nie być na wyłączność) z Google i innymi podobnymi firmami miały pomóc zwiększyć konkurencję na rynku reklamowym, a także:

Te relacje biznesowe umożliwiają Meta dostarczanie reklamodawcom większej wartości, przy równoczesnym sprawiedliwym wynagradzaniu wydawców, co skutkuje lepszymi wynikami dla wszystkich.

Jestem bardzo ciekawy czy, a może raczej jak szybko, przedstawicielom obu internetowych gigantów przyjdzie zeznawać w tej sprawie przed Kongresem i... ile będzie ich to kosztować.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu