Motoryzacja

Jedziesz taksówką, a tu "ukryta kamera". Twój przejazd widzą internauci

JS
Jakub Szczęsny
9

Nie, to żadne Fake Taxi, ani "Truman Show" w wersji budżetowej. Ta sytuacja zdarzyła się naprawdę i niestety, ale każdy z nas może się w niej znaleźć. Kierowca Ubera z St. Louis, Jason Gargac postanowił nieco urozmaicić sobie pracę dla Ubera (i Lyfta) poprzez rejestrowanie przejazdów swoich pasażerów w serwisie Twitch. Mało tego, umieszczał komentarze w trakcie realizowania przewozów na Twitterze.

Jason Gargac stworzył swój profil na Twitchu, którzy był dostępny publicznie. Swoich pasażerów nie informował o tym, że wsiadając do jego auta, będą również bohaterami livestreamu, który możliwy jest do podejrzenia przez każdego internautę. W lokalnej prasie internetowej znalazł się nawet wywiad z Jasonem, który wyjaśnił dlaczego w ogóle nagrywa swoich pasażerów. Oprócz wypowiedzi kierowcy w tekście znalazły się także wątpliwości dziennikarzy, którzy niekoniecznie byli zadowoleni z tego procederu. Bardzo szybko tematem zainteresował się Uber (a także Lyft), Gargac po tym, jak sprawy zaczęły mieć niekorzystny dla niego obrót postanowił zabezpieczyć swoje konto na Twitterze, a wkrótce po tym profil w Twitchu zniknął.

Jak wygląda naturalna interakcja między jednostkami?

Podstawowym motywem Jasona było pokazanie swoim widzom (tych liczono już w tysiącach) jak wyglądają prawdziwe interakcje między jednostkami. W jego przekazach brali udział przeróżni ludzie - od bezrobotnych aż po osoby publiczne, m. in. jeden z lokalnych reporterów telewizji. Większość (jak podaje sam Gargac) osób nie zdawało sobie sprawy z tego, że ich poczynania są aktualnie przekazywane do sieci. Wyobraźcie sobie: jedziecie taksówką, rozmawiacie z taksówkarzem o byle czym i to właśnie stanowi rozrywkę dla obserwujących profil na Twitchu. O niczym nie wiecie, czujecie się swobodnie, mówicie coś, o czym byście nie wspomnieli będąc nagrywanym.

Nie dziwne jest więc to, że zarówno Uber jak i Lyft żywo zareagowali na te informacje i zakończyli współpracę z kierowcą. Pierwsza firma uznała to zachowanie za "problematyczne" i orzekła, że nie idzie w parze z przyjętymi przez nią standardami, a zatem kierowca nie ma już dostępu do aplikacji (jako przewoźnik). Dodatkowo, wkrótce mają zapaść decyzje co do dalszej kariery Gargaca w Uberze, ale werdykt jest raczej przesądzony.

Jason Gargac w szczytowym momencie swojej działalności miał 4500 obserwujących oraz 100 subskrybentów, którzy płacili 5 dolarów miesięcznie za oglądanie jego treści. 500 dolarów miesięcznie to może i niewiele w kontekście zagranicznych zarobków pracowników Ubera, ale warto mieć na uwadze, że Gargac dorabiał się tych pieniędzy bazując na niewiedzy pasażerów. Tutaj nie trzeba kusić się o przydługie wywody o moralności, żeby stwierdzić, że jego działanie nie było etyczne i istotnie, wiele osób (a także firmy z którymi współpracował) mogą mieć obiekcje co do tych materiałów.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: