Doskonale pamiętam moment, gdy z topornego Internet Explorera przesiadałem się na leciutkiego i szybkiego Firefoxa. Świetnie pamiętam również przejście na Google Chrome po to, by „obskoczyć” Internet Explorera, Microsoft Edge i… ostatecznie wrócić do Google Chrome na dobre. Przeglądarka Google jest obecnie niekwestionowanym liderem wśród przeglądarek internetowych i przy obecnym układzie sił trudno nie pokusić […]

Doskonale pamiętam moment, gdy z topornego Internet Explorera przesiadałem się na leciutkiego i szybkiego Firefoxa. Świetnie pamiętam również przejście na Google Chrome po to, by „obskoczyć” Internet Explorera, Microsoft Edge i… ostatecznie wrócić do Google Chrome na dobre. Przeglądarka Google jest obecnie niekwestionowanym liderem wśród przeglądarek internetowych i przy obecnym układzie sił trudno nie pokusić się o stwierdzenie, że prędko to się nie zmieni.

Mówcie co chcecie. Google ma najlepszą przeglądarkę na rynku

Po Sieci i wśród znajomych krążą różne opinie na temat Google Chrome – jedni mówią, że jest jak najbardziej dobra – szybka, funkcjonalna i niezawodna. Przychylam się do tej opinii. Osobiście, nigdy nie uświadczyłem podczas pracy z nią większych chrupnięć, szczególnie na nieco wydajniejszych maszynach. Co dla mnie ważne – Chrome świetnie dogaduje się z Core M pracującym w mojej maszynie, co na przykład dla Microsoft Edge było już pewnym problemem. 4 GB pamięci RAM to również nie problem dla Chrome i nie chodzi tutaj o nadzwyczajny apetyt przeglądarki na megabajty – akurat pod tym względem jest dobrze. Nie lubię cyferek pod tym względem – na upartego mogę odpalić i 30 kart w przeglądarce (tak, jestem okropnym bałaganiarzem), a Chrome nie będzie ani zgłaszał awarii, ani komputer nie stanie się ociężały.

Nie korzystam ze zbyt wielu rozszerzeń, toteż nie mogę wypowiedzieć się na temat tego jak Chrome radzi sobie przy dużym obłożeniu dodatkami. Znam jednak historie, w których Chrome lubił się sypnąć po tym, jak kombinacja kilku takich dodatkowych funkcji powodowała pewne problemy. Trudno jednak stwierdzić, czy to przypadłość wynika z budowy Chrome, czy też niechlujstwo twórców.

Zrzut ekranu (19)

Przede wszystkim, Chrome jest zgodny właściwie ze wszystkim, z czym może być. Przeglądarka Google nie ma problemu praktycznie z żadną stroną, żadnymi mechanizmami, czy standardami. Microsoft Edge nie lubi się z Facebookiem, gdzie lubi się zawiesić, zgłosić błąd, czy pogubić się w panelu administracyjnym fanpage’a. Działanie WordPressa na Edge również pozostawia wiele do życzenia. Co na to Chrome? Nic, działa jak trzeba i za to lubię produkt Google. Tak, wiem, to zależy nie tylko od Google. Ale konsument o tym wiedzieć nie musi.

Google ponadto jako przeglądarka wieloplatformowa (iOS/Android/Windows/Chrome OS/OSX/Linux) tworzy przenikającą się grupę aplikacji w taki sposób, że użytkownik korzystający z większości popularnych platform i tak znajdzie swoją ulubioną przeglądarkę. Sprawę pod tym względem pokpił sobie Edge, który ogółem dla mnie stanowi dla mnie genialny przykład produktu, który nie miał prawa osiągnąć sukcesu. Ale jest przecież jeszcze bardzo dobry Firefox, który królem nie jest. Co poszło nie tak?

To zestawienie mówi jasno: „Król jest jeden”

W3Schools dysponuje świetnymi statystykami przeglądarek internetowych i zgodnie z tym, co one prezentują… właściwie nie ma większych niespodzianek. Google Chrome liderem… długo, długo nic, a potem Firefox, Internet Explorer i reszta. Przeglądarka Google zaczynała rok od poziomu 61.9 % po to, by zamykać bieżący miesiąc z wynikiem 67.4 %. Komu zabrała najwięcej? Zaskakujące spadki zanotował Firefox, który kończący się rok rozpoczynał od 23.4 %. Końcówka wygląda słabo i udział wynosi już 19.2 %. Internet Explorer? W ciągu roku jego udział stopniał o jeden procent z 7.8 do 6.8 %. Ok, ale dlaczego tak się dzieje?

w3browsers

Po pierwsze, Chrome wygrywa multiplatformowością i obecnością na jednej z największych platform mobilnych jako produkt domyślny, „z pudełka”. Przy okazji Google Chrome nie powtarza błędów konkurentów i nie zmusza użytkownika do nieprzyjemnych kompromisów. Internet Explorer jest szybki i przejrzysty, ale Microsoft ten projekt ubił i wkroczył z wybrakowanym Edge. Co ciekawe W3Schools traktuje Edge i IE jako jeden produkt – ale tam też nowość od Microsoftu zbytnio „nie poszalała” zgarniając tylko jeden procent z całego dorobku „grupy IE”.

w3ie

Po drugie – przyzwyczajenia biorą górę. To w sumie wiąże się z multiplatformowością przeglądarki Google, jednak umówmy się – skoro korzystam z czegoś na smartfonie, to równie dobrze mogę to zainstalować na komputerze i korzystać z przenikalności ekosystemów, synchronizacji historii, haseł, zakładek. Dołóżmy do tego bezproblemowość obsługi Chrome i voila… znajdzie się jeszcze kilka innych powodów dla takiego, a nie innego stanu rzeczy, ale powyższe czynniki zdają się być tymi najważniejszymi.

Microsoft nie wykorzystał szansy danej Windows 10

Użytkownicy mimo pewnych turbulencji w trakcie wdrażania Windows 10 ostatecznie przekonali się do tego systemu i niedługo przeskoczy on „ósemkę”. Wersja mobilna jest „niemalże gotowa” – chodzi mi zarówno o nowe smartfony Microsoftu, jak i o te starsze, które startowały z Windows Phone 8. Edge mógł się okazać czarnym koniem Microsoftu, gdyby nie fakt, iż wypuszczono nieukończony produkt, który przy okazji powodował sporo problemów. Microsoft nie może liczyć na wielkie zyski dla Edge pochodzące z mobilnej odsłony okienek, gdyż ta na rynku radzi sobie co najmniej… słabo. A Firefox? Przy obecnym trendzie nie można mówić o nim jako o prawdziwym konkurencie dla Chrome. Co za tym idzie – król jest jeden. Na imię mu Chrome. I tak już zostanie na bardzo, bardzo długo.

w3os

w3mos

Grafika: 1