132

Jak dobrze, że w Windows 10 jest Internet Explorer. U mnie Edge wyleciał z hukiem

Stało się. Przymierzałem się do tego faktu już jakiś czas. Nie mogę powiedzieć, by wersje tej przeglądarki satysfakcjonowały mnie w stu procentach i w programie Windows Insider, gdy Windows 10 był jeszcze „pieśnią przyszłości”, podobnie i ta, która pojawiła się ostatecznie w Windows 10. Zdenerwowanie narastało i wreszcie uznałem, że to czas, by rozstać się […]

Stało się. Przymierzałem się do tego faktu już jakiś czas. Nie mogę powiedzieć, by wersje tej przeglądarki satysfakcjonowały mnie w stu procentach i w programie Windows Insider, gdy Windows 10 był jeszcze „pieśnią przyszłości”, podobnie i ta, która pojawiła się ostatecznie w Windows 10. Zdenerwowanie narastało i wreszcie uznałem, że to czas, by rozstać się z tą przeglądarką. Mnie ona do gustu nie przypadła. Niestety.

Edge bardziej irytuje, niż działa

Szybkość tej przeglądarki odbiła się szerokim echem w Internecie – można stwierdzić, że z otwieraniem stron radzi sobie ona podobnie dobrze, jak Internet Explorer. A ten poziom mnie już odpowiada. Muszę jednak stwierdzić, że ten poziom jest dla Edge osiągalny tylko wtedy, gdy pracujemy na jednej, dwóch kartach. Przy uruchomieniu ich większej liczby – nowa przeglądarka Microsoftu zmienia swoje oblicze i jakby… nie przypomina samej siebie. Uruchomienie 6-7 kart jednocześnie to jak proszenie się o to, by aplikacja zaczęła działać niestabilnie. Uznałem ostatecznie, że dość – nie mam nic przeciwko byciu „early adopterem”, lubię sprawdzać zupełnie nowe rozwiązanie na wszelkich możliwych platformach, ale gdy w grę wchodzi mój komfort pracy z urządzeniem – nie lubię kompromisów. O ile Windows 10 w wersjach dla Insiderów sprawował się naprawdę świetnie, Edge pokazał się od tej gorszej strony. Tak nie miało być.

Zrzut ekranu (6)

Notoryczne odświeżanie się stron, niespodziewane zamykanie kart, czy też w ogóle zaprzestanie pracy – to moje główne zarzuty względem nowej przeglądarki. Kwestia multiplatformowości mnie nie interesuje, a brak rozszerzeń wkrótce ma zostać „naprawiony” – a raczej uzupełniony przez Microsoft. Jednak za tym jakoś niespecjalnie tęsknię, Internet Explorer także był pod tym względem wybrakowany. Nie zdzierżę natomiast faktu, iż Edge nie dość, że nie rozumie się z WordPressem, przez co sformatowanie tekstu jest utrudnione, to w dodatku lubi się wyłączyć podczas tego procesu. Gdybym tylko nie trzymał tekstu gdzieś na zewnątrz, zapewne straciłbym wyniki swojej pracy.

Edge wsysa baterię jak odkurzacz

Zrzut ekranu (7)

Nie przeprowadzałem w tym kierunku testów syntetycznych z dwóch względów – po pierwsze ich nie lubię, a po drugie, moje własne spostrzeżenia lepiej oddają to, co myślę o danej aplikacji, czy sprzęcie. Microsoft Edge przy otwartej jednej, dwóch nawet kartach częściej kręci wentylatorami, niż Internet Explorer. Działa również zauważalnie wolniej. A ponadto, zjazd na baterii jest ogromny w przypadku nowej przeglądarki – ta potrafi drenować zmagazynowaną energię w akumulatorze dużo szybciej. Polecam sprawdzić ten fakt samemu. Różnica w zachowaniu się urządzenia powinna być ogromna. I co ważne – nie jest to tylko mój wymysł – większość osób pracujących z Windows 10 zgłasza mi takie sygnały. Edge nie jest dopracowaną przeglądarką – a jeżeli mówimy o jej obecności w systemie w wersji finalnej – wypada również powiedzieć, że nie jest dobrym produktem. Przynajmniej na razie.

Serio, Microsofcie? Trzeba powtarzać te same błędy kilka razy?