Felietony

Twórcy seriali dwoją się i troją by przykuć uwagę widzów, czasami wręcz męcząc

Kamil Świtalski
0

Twórcy seriali dwoją się i troją, by zgarnąć uwagę widzów. Czasem przesadzają - bo formą nie nadrobią treści.

Seriale od kilkunastu lat są na fali wznoszącej — i nic nie wskazuje na to, by coś w temacie miało się zmienić. To segment popkultury w którym prawdopodobnie obecnie już każdy znajdzie coś dla siebie. Jedne są bardziej kreatywne, inne mniej. Jedne mają większy budżet, inny mniejszy. Ale w temacie dzieje się dużo — ba, jeszcze nigdy nie działo się równie dużo. Seriale robią wszyscy: stacje telewizyjne, serwisy VOD, czasem też platformy internetowe. Na nudę narzekać nie można. W 2022 występowanie w serialu nie oznacza gorszego wyboru czy braku angażu do hollywoodzkiego filmu. W mojej opinii — to nawet wyróżnienie. Aktorzy którzy przebijali gażami szklane sufity kilkanaście lat wcześniej w największych produkcjach filmowych — teraz ochoczo przyjmują główne role na małych ekranach. I nie wszystkim przeszkadza to, że zadowoleni widzowie oglądają ich na smartfonach, tabletach, komputerach czy telewizorach.

Problem polega jednak na tym, że w dzisiejszych czasach wybicie się nie jest wcale takie proste. Przy natłoku premier pozostają: znani twórcy, miliony na marketing, łut szczęścia albo... zabiegi kreatywne, które pozwolą się serii wyróżnić. Ostatnio dyskutowałem o tym ze znajomymi i okazuje się, że to naprawdę jest coś, co działa. Bo przynajmniej zapadają w pamięć. Czy to automatycznie oznacza że te kombinacje mają sens i są lubiane? Cóż, można by się spierać — ale pewnym jest, że przynajmniej nie są kolejnym takim samym tworem. Przykładów w ostatnim czasie nie brakuje.

"Dwa seriale" w jednym. Elementy sitcomu wepchnięte w dramatyczną opowieść

O serialu Kevin can f**** himself pisałem kilka miesięcy temu. Tak naprawdę to dramatyczna opowieść o nieszczęśliwej żonie, która w scenach z mężem i jego kumplami zmienia zupełnie ton i kolorystykę — i wygląda jak tradycyjny sitcom. Zabieg ten dodatkowo wzmacnia przekaz i myślę że nie przesadzę twierdząc, że służy do czegoś więcej niż tylko przyciągnięcia uwagi. Mimo tego - dla mnie w żaden sposób nie sprawia, że serial jest lepszy, bo jako historia po prostu nie przypadł mi do gustu i kompletnie nie jestem zainteresowany dalszymi przygodami bohaterów. Mimo wszystko dzięki obranej formie - wyróżnia się na tle rynkowej konkurencji i z pewnością zapamiętam go na dłużej.

Para aktorów wcielająca się w wielu bohaterów

Jeżeli miałbym wymienić najzabawniejsze seriale jakie znam — to na szczycie listy niewątpliwie znalazłaby się... Portlandia. Serial stworzony przez Freda Armisena, Carrie Browenstein oraz Jonathana Krisela. Ci pierwsi wcielają się w kilka postaci — w zależności od odgrywanej scenki. W sumie blisko 90 odcinków wypełnionych absurdalnymi scenkami w których Armisen i Browenstein przebierają się za nowych bohaterów. Klimatu niewątpliwie dodaje też samo miejsce opowieści — miasto Portland w stanie Oregon osławione jest jako to najbardziej dziwne, hipsterskie i nietypowe. Mimo wszystko widok co rusz tych samych aktorów w nowych rolach bez wątpienia jest zabiegiem, który zapada w pamięć. Podobnie zresztą jak abstrakcyjne scenki które co rusz odgrywają.

Bohaterowie opowiadają o tym, dlaczego coś zrobili

Niektóre seriale uciekają się do jeszcze innych zabiegów — robiąc coś na wzór "wywiadów" z bohaterami, którzy po scenie opowiadają dlaczego postąpili tak, a nie inaczej. Zabieg może i ciekawy, ale zdecydowanie lepiej sprawdzający się w serialach komediowych, niż tych bardziej na poważnie. W "Co robimy w ukryciu" dawały po prostu kolejną szansę na dodatkową dawkę abstrakcyjnego humoru i budowanie jeszcze więcej obłędu w bohaterów. Ale po drodze było też sporo przykładów, gdzie to po prostu nie działało.

Dobra opowieść wystarcza. Kropka

Czasem kreatywne pomysły są na wagę złota, czasem są przekombinowane. Fakty jednak są takie, że przez lata widzieliśmy już, że nie trzeba specjalnie kombinować, by przyciągnąć widzów przed telewizory. Dobra historia i barwni bohaterowie wystarczają — nawet jeśli dalecy jesteśmy od perfekcyjnych efektów specjalnych i kreatywnych zabiegów, które pozwolą serii wyróżnić się na tle konkurencji. Czasem wychodzi przerost formy nad treścią, a przecież nie o to chodzi... prawda?

Zdjęcie: Depositphotos.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu