8

Walka z dezinformacją nareszcie działa jak należy? Widowiskowe wytknięcie błędów Trumpowi

Donald Trump z Twittera korzysta wyjątkowo namiętnie – z przeróżnym skutkiem. Trudno jednak ukryć, że jego wpisy trafiają do wielu. Tym razem zadziałały na nich mechanizmy platformy, co nie spotkało się z ciepłym przyjęciem ze strony samego Trumpa.

Mechanizmy Twittera walczące z fake newsami i dezinformacją stają się coraz to skuteczniejsze. Tym razem pokazano to na przykładzie Donalda Trumpa. Prezydent od lat korzysta z Twittera z wielką chęcią. Jego rekordem jest wypuszczenie 123 tweetów jednego dnia (12 grudnia 2019 roku, na krótko przez głosowaniem Izby Reprezentantów w sprawie artykułów impechmentu). To na Twitterze Trump ogłasza wiele decyzji dotyczącej polityki wewnętrznej i zagranicznej, to tam wyraża swoje zdanie i dociera do bardzo szerokiej publiki. Tak stało się i tym razem, choć nie jest to w pełni jego zasługa.

Twitter uznał wpisy Donalda Trumpa za potencjalnie wprowadzające w błąd

Trump wypowiedział się w sprawie głosowania korespondencyjnego. Uznał, że nie ma szans, aby taka forma głosowania nie doprowadziła do oszustw. Pod wpisami znalazła się adnotacja portalu, która oznacza posty „potencjalnie wprowadzające w błąd”. Odnośnik zachęca do poznania faktów na temat głosowania korespondencyjnego. Po kliknięciu w link przenosi nas na podstronę, która wyjaśnia, że oskarżenia Trumpa są bezpodstawne. Użytkownicy mogą przejrzeć wiele artykułów i wpisów wyjaśniających, czemu prezydent może nie mieć racji. Wszyscy zainteresowani mogą dokładnie przejrzeć proponowane artykuły i samodzielnie zdecydować, kto ma rację.

Oczywiście ten ruch ze strony Twittera nie spodobał się Trumpowi. Prezydent stwierdził, że portal niepotrzebnie miesza się w wybory prezydenckie oraz krępuje wolność słowa, na co nie pozwalałby jako ponownie wybrany prezydent. Część użytkowników Twittera zagadza się z Trumpem, uznając, że polityka platforma ogranicza wolność wypowiedzi, inni zaś domagają się, aby serwis uznał wprost tweety prezydenta jako zawierające kłamstwa.

Wasze gify na Instagramie będą jeszcze lepsze. Facebook kupuje Giphy

Twitter od dłuższego czasu stara się usprawniać mechanizmy, które miałyby wskazywać potencjalne fake newsy. Działania te wzmożono w związku z pandemią koronawirusa. Tweety zawierające dezinformacje powiązane z pandemią otrzymują wyraźne oznaczane z odsyłaczami do wiarygodnych źródeł na temat COVID-19. Materiały weryfikowane są zarówno przez zespół serwisu jak i zewnętrzne organizacje typu fact-checkers. Portal zapowiedział, że planuje w przyszłości na stałe rozszerzenie systemu ostrzeżeń na inne sprawy niż sam wirus.

[

Jeszcze wczoraj głośno było o podpaleniu nadajnika Play w ramach „walki” z 5G. Twitter już jakiś czas temu zapowiedział, że będzie usuwał wpisy nawołujące do podpalania masztów. W trakcie testowania jest również funkcja, która ostrzega użytkownika przed wysłaniem tweeta, jeśli we wpisie znajdą się obraźliwe słowa. Portal pyta,czy użytkownik nie chce zmienić treści wypowiedzi,ale nie blokuje możliwości przesłania posta.

Bill Gates używa szczepionek na COVID-19 żeby czipować ludzi – przekonanych jest o tym blisko połowa republikanów

Twitter od kilku dni testuje kolejną funkcję, która zwiększy możliwość zarządzania przez użytkowników wpisami. Ma to uporządkować dyskusje na platformie. Funkcja pozwala autorowi wpisu przed jego piblikacją na zdecydowanie, jaka grupa odbiorców otrzyma możliwość zamieszania odpowiedzi na ten konkretny tweet. Pierwszą opcją jest zezwolenie na odpowiadanie wszystkim użytkownikom, druga ogranicza do osób, które obserwuje autor wpisu, trzecia sprawia, że odpowiedzi mogą przychodzić wyłącznie z kont, które zostały wspomniane w danym wpisie. Twitter dodaje, że w wypadku wprowadzenia nowej funkcji czytelnicy tweeta, nawet ci pozbawieni możliwości odpowiedzi, nadal będą mogli polubić konkretną treść oraz udostępnić ją dalej.

Posiadamy coraz mniej prywatności oraz kontroli i twierdzimy, że to dobrze
Jak widać, Twitter bardzo stara się, aby treści na jego portalu zachowywać w jakiś ryzach. Zachęca użytkowników do przemyślenia własnego zachowania, chce ograniczyć bałagan oraz walczyć z dezinformacją. Póki te wszystkie działania faktycznie będą miały charakter ochronny i porządkujący, użytkownicy portalu mają się z czego cieszyć. Rzecz jasna już teraz pojawiają się głosy fanów (i samego Trumpa) sugerujące, że zakrawa to o cenzurę i ograniczenie wolności. Czas pokaże, jak daleko posunie się portal.