Felietony

Trzeba się naprawdę namęczyć, by internet był użyteczny

KK
Konrad Kozłowski

Pozytywnie zakręcony gadżeciarz, maniak seriali ro...

8

Mamy ogromną liczbę serwisów i platform do wyboru, a według obietnice dobierane przez nie treści uwzględniają nasze zainteresowania i potrzeby. To nie do końca prawda - jeśli sami nie zadbamy o dobór źródeł i materiałów, to nikt inny tego nie zrobi.

Mamy ten przywilej, że żyjemy w czasach, gdy newsy wędrują w ułamku sekundy z jednego końca świata na drugi. Wyczekiwane na informacje sportowe do następnego wydania dziennika kolejnego dnia to coś, czego młodzi nie mają prawa już pamiętać, ale wielokrotnie o tym przypominam, bo to jeden z najlepszych punktów odniesienia, w jakim dobrobycie informacyjnym się obracamy. Bez przeszkód dobieramy autorów i media, których chcemy słuchać, oglądać i czytać, a rezygnacja z tych niepożądanych może być błyskawiczna. Natłok wiadomości jest taki, że nasza aktywność 24/h do końca naszych dni nie pozwoli nam przyswoić wszystkiego, co może nas zainteresować, ale to wcale nie oznacza, że musimy godzić się na podsuwanie i polecanie nam byle czego.

Media społecznościowe i selekcja treści

Właśnie z tym problemem mierzyłem się przez dłuższy czas i prawdę mówiąc nadal jest to pewne wyzwanie. Selekcja źródeł informacji, czy to w kanałach RSS, subskrypcjach czy listach obserwowanych nie jest łatwa, bo profile się zmieniają, rozwijają albo zamykają. Nie to jest jednak największym kłopotem, lecz próby wciągnięcia nas do króliczej nory przez gigantów Internetu, byśmy oglądali, czytali i słuchali jeszcze więcej. Czasami te próby są niezwykle skuteczne, co potwierdza moja wciąż rosnąca lista "Do obejrzenia" na YouTube, gdzie nawet połowa materiałów może pochodzić z rekomendacji, a nie listy subskrypcji. W innych przypadkach te starania są mniej efektywne, ale to nie sam niski poziom celności rekomendacji mnie interesuje, ale brak wyboru, który jest nam odbierany.

Otwarcie strony głównej Facebooka, Twittera czy Instagrama nie pozwoli na przejrzenie najświeższych aktywności obserwowanych profili, lecz będzie to miks najpopularniejszych oraz trendujących, interesujących naszych znajomych oraz sponsorowanych treści. Taki strumień wiadomości nie umożliwia na bycie na bieżąco z aktywnością bliskich nam osób, profili stron, magazynów czy programów, które lubimy, bo jesteśmy wrzucani do jednego worka z całą masą innych użytkowników. Pojedyncza aktywność obserwowanego profilu powoduje, że w feedzie widzę kilka sugerowanych tweetów, które nijak mają się do moich zainteresowań. Nie mam nic przeciwko poszerzaniu horyzontów, ale fala wyglądających na losowe aktywności wręcz bulwersuje.

Jak sobie z tym poradzić? Są pewne proste sposoby

Źródło: Depositphotos

Są jednak na to pewne metody, lecz musimy przejąć inicjatywę, pokombinować i poświęcić na to czas. Nie są to żadne tajemne tricki, lecz banalne rozwiązania, które pozwolą nad tym wszystkim trochę zapanować. Na Twiterze możemy stworzyć listy i dodawać do nich profile, które nas interesują - wtedy strumień wiadomości obejmuje tylko aktywności konkretnych kont w kolejności chronologicznej i nic więcej. Na Instagramie polecam... założyć nowy profil i dodać tam np. wszystkich poza znajomymi i członkami rodziny, by móc oddzielić prywatny od ogólnego strumienia. Na Facebooku można próbować z listą ulubionych profili, do których poprowadzi nas dedykowana sekcja i wtedy wyświetlane będą aktywności tych ze wskazanych kont.

Niestety, tam maksymalnie umieścić można 30 profili, więc tworzenie list zainteresowań odpada, choć - muszę o tym przypomnieć - Facebook kiedyś taką możliwość oferował, lecz z niej zrezygnował. Jeżeli cierpicie na jetlag na Facebooku i widzicie posty oraz aktywności sprzed 2-4 dni, to możecie spróbować przejść na zakładkę Najnowsze, by zobaczyć ostatnio dodane treści. Wtedy jednak nie macie możliwości filtrowania materiałów. Tylko media społecznościowe wymagają niemałego zaangażowania, by je okiełznać, co też widać po TikToku, bo aplikacja zawsze domyślnie otwierana jest na zakładkę "Dla Ciebie", gdzie są sugerowane treści, a nie tylko z obserwowanych profili.

Dodatkowy wysiłek pozwoli ograniczyć napływ niepotrzebnych treści

Dbanie o źródła informacji można zacząć od doboru serwisów w kanałach RSS, gdzie przegląda się treści chronologicznie, a nie wedle układu strony głównej, natomiast na YouTubie stworzyłem kilka profili, na których subskrybuję kanały o różnych tematykach, by wszystko nie mieszało się w jednym strumieniu. Dzięki temu można być pewnym, że nie przegapimy niczego z tych ulubionych źródeł, a jednocześnie można uciec przed pewną tematyką na innym profilu.

Dlaczego w ogóle musimy się tym zajmować?

Utworzenie konta, od którego zaczynamy przygodę, jest w mojej ocenie niewystarczającym działaniem, bo dzisiejszy Internet oferuje za dużo treści i po przekroczeniu pewnej granicy wymaga od nas znacznie większego zaangażowania, niż powinien, by móc nad tym wszystkim zapanować. Rekomendacje, rzekomo działające w oparciu o wymyślne algorytmy etc., są często bardzo niecelne, a z drugiej strony zastąpienie pewnych źródeł informacji nie jest łatwe lub nawet możliwe. Ale czy w ogóle powinniśmy tak mocno angażować się w konfigurację czegoś, co powinno działać prawidłowo i dla nas od początku?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu