Świat

Musk chce przywrócić Trumpa na Twittera. Czarny dzień dla social media

KR
Krzysztof Rojek
46

Elon Musk otwarcie przyznał, że chce przywrócić Donalda Trumpa na Twitterze. To nie może skończyć się dobrze.

Kwestia wolności słowa i wyrażania swojej opinii rozgrzewa debatę zarówno w internecie, jak i poza nim. Niestety - nie w taki sposób, w jaki można sobie tego życzyć. Wolność słowa na portalach internetowych dla wielu bowiem oznacza możliwość powiedzenia wszystkiego, obrażania się nawzajem, prowadzenia mowy nienawiści i hejtu, przy jednoczesnym braku konsekwencji i reakcji ze strony moderatorów. Tacy ludzie nie przyjmują do wiadomości, że bez moderacji portale pokroju Twittera czy Facebooka zamieniłyby się w coś nieużywalnego, przejęte przez głośną, ekstremistyczną mniejszość. Jednocześnie, idealizowana jest wizja, w której taki scenariusz się realizuje. Jedną z osób, która uderza w te tony jest Elon Musk, który chce z Twittera zrobić miejsce które nie będzie tłamsiło wolności słowa. Jak inaczej przyciągnąć uwagę do swojego projektu, niż przez przybicie piątki z najbardziej kontrowersyjnym politykiem zachodniego świata?

Elon Musk chce Trumpa na Twitterze. Po co?

W nocy z czwartku na piątek Elon Musk zaczął serię postów na Twitterze, wyrażając swoje zdanie o urzędującym prezydencie USA.

Szybko jednak przeszedł w swoich wypowiedziach do kwestii, która była na ustach wszystkich od momentu wykupu platformy za ponad 40 mld dolarów. Czy, jeżeli Musk faktycznie ceni sobie wolność słowa, przywróci on zbanowanego za (wielokrotne) łamanie standardów społeczności byłego prezydenta USA? Okazuje się, że... tak.

Przypomnijmy - wraz z końcem swojej kadencji Trump z hukiem wyleciał ze wszystkich dużych mediów społecznościowych za notoryczne łamanie ich zasad. W swoich postach wprowadzał dezinformację, kłamał i podżegał do przemocy, i według wszystkich wyleciał z portali nie tylko zasłużenie, ale też - zdecydowanie za późno. Widać było, że Facebook i spółka boją się zrobić tego kroku, kiedy był on jeszcze urzędującym prezydentem, ze względu na obawę przed konsekwencjami. Przywrócenie Trumpa na Twittera będzie pokazaniem, że wszystkie starania o wyczyszczenie sieci z dezinformacji (m.in. przez narzędzia fact chceckingowe) można wyrzucić na śmietnik, ponieważ osoba, która kłamie w żywe oczy właśnie została przez właściciela jednego z największych portali poklepana po plecach i zaproszona do środka. Taki ruch zdecydowanie zachęci osoby podobne do Trumpa, ponieważ sugeruje, że to, co robił były POTUS jest na Twitterze mile widziane i nie spotka się z dezaprobatą nowego właściciela.

Jest to moim zdaniem czarny dzień dla social mediów i to niezależnie od tego, jakie mamy poglądy. Na świecie wciąż dzieje się niesamowicie dużo złych rzeczy, jak pandemia czy wojna na Ukrainie. Przez lata social media starały radzić sobie jak mogły z falą dezinformacji i fake newsów i szło im to fatalnie. Teraz jednak widać, że przynajmniej w przypadku Twittera robimy spory krok wstecz i tak długo, jak długo Musk będzie u jego sterów, raczej sytuacja się nie poprawi. Wiem, że Elon jest dla wielu osób istną świętością i nie przeczę - w wielu kwestiach ma racje. Jestem jednak przekonany, że jego wizja Twittera uwarunkowana jest tym, że sam miał przejścia z jego moderacją. Myślę, że Twitter, w którym każdy będzie mógł się wypowiedzieć, a fake newsy, mowa nienawiści i dezinformacja nie będą punktowane to Twitter, z którego "normalni" użytkownicy będą jednak odchodzili, a nie się do niego garnęli.

Czy Trump zostanie przywrócony? Zobaczymy. W końcu Twitter należy teraz do Elona, więc ten może zrobić co mu się podoba. Jedno jest pewne - to by było na tyle, jeżeli chodzi o Truth Social.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu