15

Chromebooki z wbudowanym Androidem. A gdyby tak pójść o krok dalej?

O wprowadzeniu Google Play i milionów aplikacji z Androida na Chrome OS mówiło się już od jakiegoś czasu. Teraz jest to informacja pewna i zarazem początek czegoś dużego.

Pierwsze informacje na temat Google Play na Chromebookach pojawiły się już kilka tygodni temu, o czym sam pisałem na Antywebie. Google już wcześniej eksperymentował w tym kierunku, oddając w ręce deweloperów narzędzie o nazwie ARC. Służyło ono do szybkiego i łatwego przenoszenia aplikacji z Androida na Chrome OS. Tym razem ma to zostać rozwiązane zupełnie inaczej i Chromebooki będą uruchamiać po prostu wszystkie dostępne w sklepie Play programy – bez żadnego dodatkowego kombinowania. Tym sposobem ARC poszedł w odstawkę, a nowych mechanizm zaprojektowano zupełnie od podstaw. Aplikacje będą teraz uruchamiane w kontenerach. W dalszym ciągu rządził będzie tutaj mechanizm piaskownicy, w ramach którego poszczególne programy będą działać niezależnie od siebie oraz od samego systemu. Podniesie to poziom stabilności oraz bezpieczeństwa, ale również przełoży się na zwiększoną wydajność, bo aplikacja otrzyma do dyspozycji określone zasoby sprzętowe i nie będzie mogła obciążać nazbyt naszej maszyny.

Androidowy framework w Chrome OS ma być regularnie aktualizowany. Podobnie jak w Nexusach, wydawane będą comiesięczne biuletyny bezpieczeństwa. Scentralizowany system aktualizacji pozwoli natomiast w krótkim czasie dostarczyć najnowszą wersję Androida na wszystkie Chromebooki. Aktualnie testuje się tutaj wersję 6.0 Marshmallow, ale wiadomo już, że Android N będzie pod wieloma względami zoptymalizowany pod kątem integracji z Chrome OS i nie tylko. Nie zapominajmy, że „N” ma być wyposażony w mechanizmy dzielenia ekranu oraz uruchamiania programów w okienkach, a  to doskonale komponuje się z desktopowym charakterem Chromebooków. Warto przy tym zaznaczyć, że Android wbudowany w Chrome OS nie będzie projektem open source – mimo, że wiele zastosowanych rozwiązań zaczerpnięto właśnie z wolnych źródeł.

Za tym pójdą dodatkowe mechanizmy zaczerpnięte z Androida, co ma służyć maksymalnej zgodności programów oraz spójnym doświadczeniom użytkownika. Mowa tutaj m.in. o funkcji udostępniania. Siłą rzeczy aplikacje będą wyglądały tak samo jak na smartfonach i tabletach z Androidem, dlatego wygodniej będzie je obsługiwać na Chromebookach wyposażonych w dotykowe ekrany. Posiadacze wszystkich innych nie powinni jednak mieć powodów do narzekania.

Zmiana ta mocno zmieni Chromebooki, które dotąd szybko zdobywały popularność w szkołach i w zastosowaniach biznesowych. Przewagą tych komputerów był brak możliwości zaśmiecenia systemu zbędnymi programami, a teraz ulegnie to zmianie. Dlatego Google obiecuje rozbudowane narzędzie do administracji, kontroli oraz zarządzania flotą komputerów. W ten sposób możliwe ma być nawet całkowite zablokowanie możliwości instalowania nowych aplikacji.

Chrome Web Store nigdzie się nie wybiera, a to oznacza, że Chromebooki będą miały dostęp do dwóch sklepów z aplikacjami. Początkowo może to wywoływać pewną dezorientację, ale po dłuższym zastanowieniu ma sporo sensu. Sklep dla Chrome jest przecież współdzielony z przeglądarkami Chrome na Windows, Linuksa i OS X. To tutaj znajdziemy wszelkie rozszerzenia i aplikacje webowe. Siłą rzeczy zatem nie może zniknąć. Możemy jedynie spekulować, jakie będą jego dalsze losy i czy z czasem nie zostanie z integrowany z Google Play, gdzie będzie po prostu kolejną kategorią.

Google tym jednym ruchem wprowadza Androida na desktopy i przekształca Chrome OS w platformę o zupełnie innym charakterze. Idea systemu operacyjnego opartego na chmurze i webaplikacjach gdzieś po drodze się rozmywa (co oczywiście nie znaczy, że znika – wygooglujcie sobie hasło „Android Instant Apps”). I tu możemy puścić wodze wyobraźni. Czy Chrome OS ma szansę stać się odpowiednikiem trybu Continuum, który jest (miał być…) jednym z asów w rękawie Microsoftu? W momencie integracji z Androidem oba systemy nie będą wcale się tak mocno różnić, a dla smartfonów i tabletów może to stanowić szansę na rozszerzenie możliwości. Złącza USB-C, które powoli stają się standardem, mają dostatecznie duży potencjał, by być wykorzystane w tej roli. Zanim się obejrzymy Android może nabrać zupełnie nowego wymiaru.

źródła: ArsTechnica, AndroidPolice, Google, własne