Tablety

To by było na tyle z szałem na tablety. Rynek się już nasycił

45

To pierwszy w historii spadek sprzedaży tabletów, tłumaczą analitycy. Po kilku okresach, w których zanotowano mniejszą dynamikę wzrostu w końcu musiał nastąpić ten przełomowy moment. Rozwiązania są dwa - albo producenci pokażą w tej kategorii coś naprawdę mocnego, albo tablety czeka ten sam los, co...

To pierwszy w historii spadek sprzedaży tabletów, tłumaczą analitycy. Po kilku okresach, w których zanotowano mniejszą dynamikę wzrostu w końcu musiał nastąpić ten przełomowy moment. Rozwiązania są dwa - albo producenci pokażą w tej kategorii coś naprawdę mocnego, albo tablety czeka ten sam los, co desktopy.

Bynajmniej nie mam tutaj na myśli śmierci. Sytuacja, w której rynek jest nasycony oznacza drastyczny spadek sprzedaży, ale można się spodziewać, że po jakimś czasie utrzyma się on na stałym, niskim poziomie generowanym głównie przez osoby, które wymieniają stare tablety na nowe lub w końcu odważą się na swój pierwszy gadżet tego typu. Tych ostatnich jest jednak coraz mniej, bo kto miał kupić tablet, już to zrobił. Cykl życia tego typu urządzeń teoretycznie jest taki sam jak w przypadku smartfonów, ale rządzi się innymi prawami. Tablet to dodatek do pracy lub zabawy, a nie produkt pierwszej potrzeby, jakim stał się obecnie telefon. Parcie na zakup nowego jest zatem tutaj znacznie mniejsze i trudno się temu dziwić.

Czwarty kwartał 2014 roku przyniósł sprzedaż na poziomie 67 mln sztuk. W skali roku jest to spadek o 12 proc. Pierwszy w historii spadek, jak podają analitycy firmy Canalys. Poprzedziło go jednak kilka kwartałów spadającej dynamiki sprzedaży, a więc taki scenariusz można było łatwo przewidzieć. Szczególnie, że w minionym roku właściwie żaden z producentów nie zaoferował tutaj niczego szczególnie innowacyjnego (podobnie jak w przypadku smartfonów, ale tutaj widać stopniowe przebudzanie się z letargu).

 

Najmocniej spadki odczuwają giganci. Apple zanotował w ostatnim kwartale ubiegłego roku o 18 proc. gorszą sprzedaż iPadów niż w 2013. Dla Samsunga ten kwartał był natomiast aż o 24 proc. gorszy. Na tym tle bardzo dobrze poradzili sobie mniejsi gracze. Amazonowi udało się sprzedaż 4 mln swoich tabletów, co dało mu 6 proc. udziału w całym rynku. Lenovo wypadło niewiele gorzej z 3,7 mln tabletów oraz 5,5 proc. udziału.

Swoje robią też phablety, które podgryzają segment 7-calowych tabletów. W Q4 2014 stanowiły one połowę wszystkich sprzedanych tabletów z Androidem. Dla porównania w Q1 było to jeszcze 66 proc. Trend jest widoczny już od jakiegoś czasu. Coraz większe smartfony sprawiają, że zakup 7-calowego tabletu traci powoli sens. Absolutnym minimum wydaje się obecnie przekątna 8 cali.

Oczywiście Canalys nie jest jedyną firmą badawczą analizującą rynek tabletów. Warto zajrzeć do innych raportów, gdzie wyniki są nieco inne. Strategy Analytics donosi na przykład o 78,3 mln sprzedanych urządzeń w Q4 2014. W skali roku ma to dawać wzrost rzędu 1 proc. Mimo wszystko, ciągle nie jest to zbyt satysfakcjonujący wynik i można śmiało poprzeć nim tezę, że rynek tabletów jest (lub powoli staje się) nasycony.

Czy 2015 rok pod tym względem cokolwiek zmieni? Wątpię. Wyraźnie widać, że producenci skupiają się aktualnie na rozruszaniu segmentu smartfonów, gdzie w 2014 roku również nie działo się zbyt wiele. Pojawiały się nowe modele, ale były one jedynie ulepszonymi wersjami poprzedników: więcej gigaherców, gigabajtów, cali i megapikseli. W tym roku ta strategia już się nie sprawdzi. Potrzeba czegoś więcej. Siłą rzeczy tablety muszą poczekać na swoją kolej - do drugiej połowy obecnego albo nawet i przyszłego roku.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu