Felietony

Tim Cook – człowiek, który zmienił wizjonerską firmę w nudnego odcinacza kuponów

Tomasz Szwast
39

Tim Cook sprawił, że firma Apple zmieniła się nie do poznania. Praktycznie wszystko, czego tylko dotknie, zamienia się w złoto. Zyski imponują inwestorom, a firma bije kolejne rekordy giełdowe. O ile jednak księgowi pękają z dumy, tak entuzjaści marki niekoniecznie.

Kiedy Tim Cook przejmował stery Apple, wszyscy zastanawiali się, w którym kierunku podąży firma pod jego przewodnictwem. Początkowo śmiano się, że nic wielkiego się nie zmieni, bo i tak to Steve Jobs kontroluje poczynania swojego następcy. Niestety, żarty bardzo szybko się skończyły. Legendarny CEO firmy Apple odszedł po ciężkiej chorobie, a Tim Cook mógł liczyć już tylko na własną intuicję. Jak pokazały kolejne lata, podejmowane przez niego decyzje okazywały się trafne. Apple stało się wręcz wzorem maksymalizacji zysku i tego, jak sprawny marketing może sprawić, że klienci nie będą wnikać w to, co tak właściwie kupują, tylko posłusznie ustawią się w kolejkach i wymienią pieniądze na kolejną rzecz z jabłkiem na obudowie.

Istnieje jednak grupa entuzjastów marki, którym zmiana filozofii wcale nie przypadła do gustu. Współczesne Apple zdobywa klientów dzięki mistrzowskiej strategii i spójności. Apple, które pokochali, zdobywało ich dzięki innowacyjności. To właśnie innowacyjność jest tym, czego w ostatnich latach w Cupertino wyraźnie brakuje. Przedsiębiorstwo, które swego czasu potrafiło potężnie namieszać na rynku, stało się przewidywalne do bólu. Idea stay hungry, stay foolish wyraźnie przygasła oddając pole chłodnej kalkulacji. A tymczasem klienci wciąż czekają na coś, co znowu rozpali w nich nie tyle ciekawość, co prawdziwy entuzjazm. To coś, czym Tim Cook, na ten moment, pochwalić się nie może.

Tim Cook – księgowy, który zastąpił wizjonera

Produkty, które prezentował światu Steve Jobs, często sprawiały, że rynek już nigdy nie był taki sam. iPod zmienił sposób, w jaki słuchamy muzyki. MacBook Air udowodnił, że niewielki komputer również może być szybki, a przy tym elegancki. iPad błyskawicznie wywołał modę na tablety, a iPhone wyznaczył kierunek rozwoju smartfonów. Każdy z tych przedmiotów był na swój sposób unikalny i rewolucyjny. Co rewolucyjnego zaprezentował światu Tim Cook? Zastanówmy się.

Czy produktem, który odmienił rynek, można nazwać HomePoda? Niekoniecznie. Głośniki od Google i Amazon radzą sobie równie dobrze, jeśli nie lepiej. Dość powiedzieć, że pierwszego, dużego HomePoda nie ma już w sprzedaży. Może był to AirTag? Owszem, jest przydatny, jednak z całą pewnością nie jest to coś, co zmienia reguły gry. Dobrze go mieć jeśli często coś gubimy, jednak nie jest to coś, czym będziemy się ekscytować.

Tim Cook zaprezentował mnóstwo świetnych produktów, ale żadnego rewolucyjnego

Co z słuchawkami AirPods? One akurat wywołały spore zamieszanie na rynku i sprawiły, że słuchawki TWS błyskawicznie zdobyły ogromną popularność, jednak to wciąż po prostu słuchawki, tyle że bez kabla między lewą a prawą. Apple Watch? Mam wrażenie, że to właśnie ten produkt Tim Cook darzy szczególną sympatią. To tylko moja subiektywna opinia, jednak postawa CEO Apple na kolejnych prezentacjach wydaje się mówić, że właśnie tak jest. To bowiem kolejny produkt Apple, który sprzedaje się jak ciepłe bułeczki. Tyle tylko, że konkurenci również radzą sobie bardzo dobrze, a Apple Watch wciąż zmaga się ze sporymi bolączkami, na czele z bardzo krótkim czasem pracy na baterii.

Wielkim sukcesem Tima Cooka jest natomiast to, jak odmienił strukturę przychodów firmy, którą zarządza. Coraz większy kawałek zysków Apple stanowią usługi, co oznacza, że zarobki firmy wcale nie kończą się z chwilą zakupu danego urządzenia. Klient, który posiada kilka urządzeń Apple chętnie zapłaci za to, by wykorzystać maksimum ich możliwości. Z tego względu użytkownicy produktów z nadgryzionym jabłkiem nie szczędzą grosza na pakiet Apple One, filmy i muzykę w iTunes czy aplikacje w AppStore.

Przejście spod zarządu wizjonera na zarząd księgowego przyniosło Apple olbrzymie zyski. Tyle tylko, że wciąż czegoś brakuje.

Wciąż są szanse na rewolucję

Choć lata mijają, Tim Cook wciąż czeka na coś, co choć trochę upodobniłoby go do Steve'a Jobsa. Coś, co pozwoliłoby mu zapisać się w historii marki jeszcze wyraźniej. O ile w mistrzowski sposób odcisnął piętno na finansach firmy, tak wciąż brakuje go na produktach. Nadal czekamy na takie urządzenie, dzięki któremu znowu będziemy mogli określać Apple jako firmę innowacyjną. Gdzie wypatrywać szans na rewolucję?

Z całą pewnością nie będą to składane smartfony, nad którymi Apple rzekomo pracuje w pocie czoła. Liderem rynku jest Samsung, a Huawei i Oppo udowadniają, że oni również potrafią zrobić takie urządzenie. Jeśli nawet składany iPhone zadebiutuje na rynku, rewolucji nie przyniesie. Już jest na to za późno. Zdecydowanie większą szansę upatrywałbym w technologii, która wciąż nie może przebić się do szerszego grona odbiorców. Być może dzieje się tak właśnie dlatego, że brakuje takiego produktu, jak iPhone czy iPad. Ani smartfon ani tablet Apple nie były pierwsze na rynku, jednak to one nakreśliły kształt swoich kategorii sprzętu. Czy tak samo będzie z wirtualną rzeczywistością?

Elektronika od Apple jest piękna i funkcjonalna, ale czy wciąż innowacyjna?

Od wielu długich lat słyszymy o tym, że Apple pracuje nad goglami do wirtualnej rzeczywistości. Tyle tylko, że w końcu nie będzie to sprzęt dla wybranych, ale coś, co przekona do siebie mnóstwo użytkowników. Nie jest nawet jasne, czy będą to gogle o typowo rozrywkowym charakterze, czy może narzędzie wspierające pracę kreatywną. Oczekiwania wobec nich są ogromne, dlatego jeśli istotnie Cookowi i spółce uda im się sprostać, będzie można mówić o sukcesie na miarę tych z życiorysu Steve'a Jobsa.

Równie wiele uwagi co rozwiązania VR przyciąga samochód, nad którym Apple również ma pracować. Czym tak właściwie ma być mityczny Apple Car? Z całą pewnością samochodem elektrycznym, zgodnym z wszystkimi najnowszymi trendami w branży motoryzacyjnej. Poza pełną integracją z pozostałymi urządzeniami tego producenta, Apple Car miałby być czymś, co odmieni motoryzację, jaką znamy. Według plotek, koncepcji i patentów miałby to być samochód jeszcze bardziej innowacyjny niż Tesla, również w zakresie jazdy autonomicznej.

Choć spekulacje się mnożą, to wciąż jedynie spekulacje. Czy kiedykolwiek ujrzymy gogle VR albo samochód od Apple? To wciąż nic pewnego. Gdyby jednak udało się, a produkt okazał się strzałem w dziesiątkę, Tim Cook mógłby w końcu poczuć się spełniony jako prezes jednego z największych technologicznych gigantów na świecie.

Jeden krok do emerytury?

Tim Cook spędził już wiele lat w fotelu prezesa Apple. Siłą rzeczy, w ostatnim czasie, pojawiły się pogłoski o jego rezygnacji. Kiedy mogłoby się to stać? Na dobrą sprawę w każdej chwili. Cook już teraz może odejść z czystym sumieniem, ponieważ firma, którą pozostawi swojemu następcy jest w świetnej kondycji finansowej i wydaje się być odporna na wszelkie zawirowania rynkowe. Dywersyfikacja źródeł zysków okazała się strzałem w dziesiątkę i sprawiła, że Apple nawet bez wydawania nowych produktów jest w stanie zarabiać i to bardzo dużo.

Wciąż jednak brakuje tego, o czym wspomniałem wyżej. Brakuje rewolucji produktowej. W życiorysie Tima Cooka, tak mocno przepełnionym sukcesami zawodowymi, wciąż brakuje produktu innowacyjnego. Takiego jak te, które prezentował jego poprzednik. Takiego, po które na całym świecie ustawią się kolejki rozentuzjazmowanych fanów. Czy kiedykolwiek uda się zrealizować ten cel? Osobiście mocno trzymam kciuki i mam nadzieję, że pewnego dnia się uda.

AirPods to słuchawki, które sporo namieszały, jednak wciąż chcemy czegoś więcej

Co Wy, drodzy czytelnicy, sądzicie o firmie Apple za czasów Tima Cooka? Ja muszę przyznać, że choć wciąż mu kibicuję, czuję się coraz mocniej rozczarowany. Brakuje mi tego czegoś, czym Apple kusiło dawniej. Sprzętu, który wzbudzałby silne emocje. Czegoś, na co z czystym sumieniem warto byłoby wydać nawet większą sumę, byle tylko mieć świadomość, że w naszych dłoniach spoczywa coś wyjątkowego. Coś, co właśnie zmienia branżę technologiczną na dobre. Takich produktów za kadencji Tima Cooka nie ujrzeliśmy.

Moją osobistą czarę goryczy przelała ostatnia premiera sprzętowa Apple, podczas której mogliśmy siedzieć i obserwować, jak resztki dawnego amazingu znikają. iPhone 14 okazał się nieśmiesznym żartem i wcale się nie dziwię, że wciąż bez trudu można go kupić, co w poprzednich latach raczej się nie zdarzało. Po co komu telefon, który od poprzednika nie różni się czymkolwiek istotnym? Słabo, naprawdę słabo. Kiedy dodamy do tego system iOS 16, który sprawił, że mój telefon nagle trzyma na baterii znacznie krócej, niż przed jego instalacją, jeszcze mocniej tęsknię za Jobsem. Czy pozwoliłby na to, że tak niedopracowane oprogramowanie trafiło na rynek?

Tima Cooka podziwiam za wielki talent do kierowania wielkim biznesem, ale nie lubię za brak innowacyjności. Oby następca znów okazał się wizjonerem.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu