Gry

Dead Space? A komu to potrzebne? The Callisto Protocol wymiata!

Kacper Cembrowski
11

Tęsknicie za survival horrorem jakim był Dead Space? Mamy dobrą wiadomość — nie musicie czekać na remake, żeby poczuć ten klimat.

Dead Space skradł serca graczy. The Callisto Protocol zrobi to samo

Większość graczy myśląc o naprawdę solidnym survival horrorze bez większego namysłu wskaże serię Dead Space. Fenomenalny klimat, świat science fiction, który był spełnieniem wszystkich najgorszych snów, z fenomenalnym gameplayem i wyjątkowym klimatem. Niestety, całość zaczęła delikatnie zatracać swoją tożsamość, a kulminacją kiepskich pomysłów była trzecia odsłona serii, która została napakowana mikrotransakcjami, a w tle pojawił się jeszcze zbędny co-op. Tym sposobem z gry trzymającej w napięciu, która była wyjątkowym doznaniem, dostaliśmy zwykłą przygodówkę z tym samym kręgosłupem rozgrywki, lecz całkowicie innymi założeniami — i gracze nie kryli rozczarowania.

Porażka musiała być niezwykle bolesna, gdyż od 2013 roku nie pojawił się żaden nowy wpis w tej serii. Chociaż rynek gier wideo jest bogaty w różne horrory, to w ostatnich latach bez dwóch zdań góruje widok z pierwszej osoby i całkowicie inny system walki (Resident Evil 7: biohazard, Resident Evil Village, Outlast, Layers of Fear). Brakowało klimatów tego typu i nadzieją dla wielu okazała się zapowiedź pełnego remake’u pierwszej części Dead Space. Cóż, nie musicie dalej czekać wygłodniali — The Callisto Protocol to danie idealne na Wasz apetyt.

Niby debiut, ale jednak nie

The Callisto Protocol to debiutancki projekt Striking Distance Studios. Nie oznacza to jednak, że przy grze pracowała banda żółtodziobów — a wręcz przeciwnie. Założycielem studia jest Glen Schofield, który był producentem wykonawczym pierwszej części Dead Space’a, a dyrektorem odpowiedzialnym za rozwój produkcji jest Steve Papoutsis, czyli osoba, która sprawowała pieczę nad drugą i trzecią części kultowej serii od Electronic Arts. Tym samym mamy połączenie samych geniuszy, którzy po prostu zrobili to, co potrafią najlepiej.

Już nie Isaac, a Jacob — ale nadal jesteśmy w kosmosie

The Callisto Protocol zabiera nas do 2320 roku i pozwoli nam wcielić się w Jacoba Lee, którego poznajemy w momencie podróżowania statkiem kosmicznym ze swoim kompanem. Zdaje się jednak, że panowie nie do końca za sobą przepadają — mimo wszystko muszą współpracować, kiedy na pokładzie ich maszyny pojawia się grupa intruzów. Starcie doprowadza do ogromnej kolizji, z której żywo wychodzą wyłącznie dwie osoby - nasz protagonista oraz Dani Nakamura, kobieta stojąca na czele organizacji, która wdarła się na statek.

Statek nie rozbił się jednak w wymarzonym miejscu. Dwójka bohaterów ląduje na księżycu Jowisza o nazwie Callisto. Nie będzie nam dane jednak pozwiedzać, gdyż od razu zostajemy wrzuceni do więzienia Black Iron. Mroczne miejsce, któremu towarzyszą niezwykle opryskliwi strażnicy, nie wzbudza zaufania od samego początku — lecz cała „zabawa” zaczyna się w momencie, w którym dochodzi do prawdziwej zagłady. W wyniku tajemniczego zdarzenia, wszyscy w więzieniu zaczynają zamieniać się w krwiożercze i przerażające bestie, a Black Iron zamienia się w piekło, w którym musimy przetrwać. Dalszych szczegółów fabularnych nie będę Wam zdradzał — przyznam jedynie, że naprawdę warto poznać tę historię.

The Callisto Protocol to Dead Space dzisiejszych czasów

To, że przy The Callisto Protocol pracowali ludzie odpowiedzialni za Dead Space, widać na pierwszy rzut oka. Core rozgrywki jest dokładnie taki sam jak w ukochanej przez wielu serii survival horrorów. Widok zza pleców bohatera, delikatne tempo i poruszanie się wolnym chodem — chociaż mamy możliwość delikatnego „sprintu”, to zazwyczaj nie ma nawet miejsca, żeby nasz bohater się rozpędził. Mało światła, niepokojąca muzyka i walka o przetrwanie — dostaliśmy wszystko, czego chcieliśmy.

Podobnie jest z samą walką. Naszymi głównymi narzędziami do brutalnego eliminowania tajemniczych, kosmicznych bestii, jest maczeta z elektrycznymi „dodatkami” oraz pistolet, który odcina przeciwnikom kończyny równie skutecznie, jak robiła to pukawka z Dead Space. Wraz z postępem gry nasz arsenał się rozwinie, co pozwoli na jeszcze bardziej efektywną i efektowną rozgrywkę.

Co ciekawe, do ulepszania wszystkich broni wykorzystujemy… drukarki 3D. Nie możemy więc zwiększyć zadawanego damage’u czy odblokować nowego ataku z poziomu menu — w tym celu musimy znaleźć specjalne miejsce w więzieniu. Do wszystkiego potrzebujemy jednak kredyty Callisto, czyli walutę obsługiwaną w tej produkcji. Cóż, tej jednak nie mamy dużo.

The Callisto Protocol to nie jest spacerek. Survival horror pełną parą

The Callisto Protocol potrafi wystraszyć, lecz przede wszystkim jest to produkcja niezwykle brutalna. Walki z przeciwnikami są co prawda satysfakcjonujące, lecz przez odcinanie czy odrywanie kończyn, Jacob większość pojedynków kończy cały umorusany w krwi — a żeby zebrać loot z pokonanych kosmitów, należy… zdeptać z impetem ich zwłoki.

Z martwych bestii wylatuje między innymi wspomniana wcześniej waluta, amunicja do broni palnej lub małe ilości punktów zdrowia, które są na wagę złota. Inne przedmioty, takie jak apteczki czy baterie, możemy znaleźć w skrzyniach lub pojemnikach wiszących na ścianie. Nasz ekwipunek jest jednak mocno limitowany, więc niejednokrotnie staniemy przed wyborem, co jest dla nas ważniejsze. Spoiler: wszystko jest tak samo ważne.

W momencie, w którym doczłapiemy się do drukarki 3D, pieniądze odłożone na upgrade wybranej broni będziemy woleli wydać na apteczkę. Tak się zdarzało niejednokrotnie, szczególnie w późniejszych etapach gry — bo właśnie, The Callisto Protocol nie jest łatwą produkcją. Wszystkiego zawsze mamy za mało, a przeciwnicy są naprawdę potężni. Nigdy nie będzie sytuacji, w której nie będziemy analizować zużycia jednej apteczki — a kiedy okaże się, że kawałek dalej leży mały pakiet zdrowia, to nawet wczytacie zapis sprzed kilku minut.

Pojedynki są emocjonujące i na średnim poziomie trudności do jakichkolwiek większych starć musiałem podchodzić po kilka razy. Cały klimat i ciężar tego miejsca oraz trudności w walce z rywalami dają o sobie znać na każdym kroku — ale to dobrze. Właśnie tego chciałem, sięgając po tę produkcję.

Oprawa audiowizualna wymiata

Całą atmosferę buduje również oprawa audiowizualna. The Callisto Protocol jest grą tak piękną, że aż paskudną. Niesamowita grafika sprawia, że wszystko, co dzieje się na tytułowym księżycu, wygląda niezwykle realnie — a przez to budzi jeszcze większy niepokój. Dodając do tego grę światłem, którego nie ma zbyt dużo, dostajemy prawdziwą rewelację. Z jednej strony ciężko oderwać wzrok od telewizora, z drugiej jednak chcemy to robić jak najczęściej w obawie o to, co czeka nas za rogiem.

Warto również wspomnieć o elementach interfejsu, które tutaj są po prostu częścią gry. Nie ma mowy o pasku zdrowia i stanu amunicji w którymś z rogów ekranu — poziom HP obserwujemy na specjalnym chipie na karku Jacoba, którego kolor i wypełnienie ulega zmianie. Ilość dostępnych pocisków wyświetla się dopiero przy celowaniu i jest po prostu elementem broni. Takich pomysłów tutaj jest mnóstwo, co znacznie wpływa na immersję.

Klimat budowany jest również przez warstwę audio. Niepokojąca muzyka, która bez przerwy przygrywa w tle i potrafi wywołać ciarki na całym ciele w kulminacyjnych momentach, spełnia swoje zadanie.

Recenzja The Callisto Protocol - podsumowanie

The Callisto Protocol jest dokładnie tym, czego wszyscy chcieli. Survival horror z krwi i kości, gdzie przetrwanie jest niezwykle trudne, a całość potrafi wystraszyć — lecz nie stawia na marne jump scare’y, a buduje napięcie klimatem — i poza małymi problemami, takimi jak niewidzialne elementy, które potrafią przeszkodzić podczas walki, nie mam się zwyczajnie czego przyczepić. Pierwsze dzieło Striking Distance Studios to niezwykle elegancki ukłon w stronę fanów tego gatunku.

Ocena: 9,5/10

The Callisto Protocol - plusy i minusy
plusy
  • Trzyma w napięciu
  • Skutecznie straszy
  • Przetrwanie jest prawdziwym wyzwaniem
  • System walki
  • Sposób ulepszania broni
  • Mała ilość zasobów
  • Doskonała grafika
  • Interfejs
  • Muzyka potęguje klimat gry
  • Jacob godnie zastępuje Isaaca
  • Survival horror z krwi i kości
minusy
  • Pewne problemy przed premierą

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu