Felietony

Tegoroczne premiery smartfonów były słabe. A do tego ta drożyzna...

Mirosław Mazanec
3

Kryzys i stagnacja. Takimi słowami można opisać mijający rok na rynku smartfonów. Optymistycznie napiszę, że jedna firma pozytywnie się na tym tle wyróżnia, szkopuł w tym, że nie dotyczy to Polski…

Zacząć niestety należy od cen. Przez ostatnie 12 miesięcy podskoczyły one niesamowicie. Dziś za średniaka płacimy 2 tys. zł i więcej. Przedział od tysiąca do tysiąca pięciuset zł. okupują zaś urządzenia które spokojnie można nazwać budżetowymi. Prowadzi to do dość paradoksalnych sytuacji, bo na rynku wciąż są smartfony które zadebiutowały rok czy dwa lata temu jako porządna średnia półka. Więc cenę mają o wiele korzystniejszą od nowych, dużo gorszych telefonów. Producenci zaś mają niezły zgryz, bo z jednej strony muszą je przecież sprzedać, z drugiej – to blokuje im drogie i słabe nowości.

Spirala podwyżek

Oczywiście wysokie kwoty za telefony nie wzięły się znikąd. Są spowodowane rosnącymi cenami podzespołów. Te z kolei – mniejszą dostępnością surowców potrzebnych do ich wykonania.  W tle oczywiście wciąż jest pandemia która ogranicza czy nawet czasowo wstrzymuje produkcję – chińskie władze podchodzą do reżimu sanitarnego wyjątkowo restrykcyjnie. Kolosalnie wzrosły też koszty transportu. Pewnie stąd zagrywki typu wycofywanie z pudełek słuchawek czy ładowarek. Mniejszych opakowań zmieści się w kontenerze więcej, więc i koszty dla producenta są mniejsze. A jeszcze można dodatkowo zarobić na sprzedaży akcesoriów oraz zrobić sobie dobry PR pod przykrywką ekologii i dbania o środowisko.

Trzeba się również spojrzeć na dostępność procesorów. Na początku roku Qualcomm ogłaszał nie tylko kolejne Snapdragony z linii flagowej ale również z serii 7 Gen 1 dla średniej półki. Na rynku poza Chinami nie zobaczyliśmy go jednak w ani jednym urządzeniu, w Chinach w dwóch… Zresztą kłopoty były również z układem 8 Gen 1 który szybko się przegrzewał, dopiero wersja z plusem nieco unormowała temperatury pod obciążeniem. 8 Gen 2 który został dziś zaprezentowany, ma stawiać na zarządzanie energią a nie kolejny absurdalny skok wydajności, więc może on tchnie nowe życie w smartfony i poprawi czasy pracy na jednym ładowaniu.

Przy kłopotach Qualcomma rośnie MediaTek którego układy są po pierwsze coraz wydajniejsze, a po drugie – tańsze. Procesory, zwłaszcza te lepsze, bez zastrzeżeń radzą już sobie z obróbką zdjęć, wciąż trochę brakuje im w filmach, ale przy korzystnej cenie nic dziwnego, że coraz więcej producentów zwraca się właśnie w ich kierunku.

Przy takiej rynkowej sytuacji nie dziwi fakt, że producenci wciąż chętnie sięgali do nieco starszych, ale przez to tańszych i cały czas bardzo wydajnych układów – 870 czy 888+. Telefony w których je znajdziemy pracują świetnie i do tego mają korzystniejsze ceny od absurdalnie drogich flagowców.

Kosmetyka zamiast rewolucji

To czym wciąż topowe smartfony wyróżniają się na tle innych jest optyka. Tak zaawansowanych możliwości nie znajdziemy gdzie indziej, tyle, że znów – różnica między tegorocznymi a starszymi urządzeniami nie jest wielka. W zasadzie nikt nie wprowadził jakiegoś przełomowego rozwiązania na miarę np. zdjęć nocnych z Huawei które kiedyś były wzorem dla całego rynku i do którego musiały równać inne firmy.

Jest więc dobrze, ale czy zauważalnie lepiej od tego, co mieliśmy rok czy dwa lata temu? Śmiem wątpić.

To wszystko widać na konkretnych przykładach. Samsungi z linii S22? Są świetne, ale linia S21 wciąż daje radę. iPhony 14? Modele bez pro w nazwie nie różnią się w zasadzie niczym od zeszłorocznych, pro mają pastylkę zamiast notcha i nowy, jeszcze lepszy procesor. Ale zapewniam, że jeżeli chodzi o to drugie, nikt nie zauważy różnicy.

Największą zmianę widać w przypadku Xiaomi, ale nie dotyczy ona aspektu technicznego, ale niestety cenowego. Producent postanowił po prostu żądać więcej za swoje smartfony, chcąc wejść w miejsce zwolnione w najwyższym segmencie przez Huawei. Rozpoczął również współpracę z firmą Leica która opuściła zbanowanego przez USA konkurenta. Jest więc nadzieja, że poprawi się jeszcze i tak już bardzo dobra jakość zdjęć. Ale czy to wystarczy by, przynajmniej w Polsce, przełamać stereotyp Xiaomi, które jest dobre, bo jest tanie… Zadanie nie będzie proste, biorąc pod uwagę fakt, że w czasie kryzysu ograniczane są wydatki na towary które nie są bynajmniej pierwszej potrzeby.

Kryzys widać również u innych producentów. Realme, które bardzo mocno weszło na nasz rynek, właśnie ogłosiło zmianę strategii. Firma będzie się koncentrować głównie na Chinach i Indiach, a w mniejszym stopniu na innych obszarach. Realme przebojem wdarło się do top 3 producentów w Polsce, ale teraz przed nim bardzo trudne zadanie, by pozycję obronić. Producent już ogłosił, że chce uprościć swoje portfolio i skupić się na „pielęgnowaniu rynku”. Co sprowadza się pewnie do próby utrzymania tego, co do tej pory udało się osiągnąć.

Z kolei OPPO koncertowo wręcz ten rok przespało, podobnie zresztą jak VIVO.

Składane smartfony również są nijakie

Nadzieją na ożywienie rynku i „coś nowego” były urządzenia składane. Ale z perspektywy czasu widać, że spodziewanej rewolucji raczej nie ma i nie będzie. Bardzo mocno w tą gałąź zainwestował Samsung, stając się liderem zarówno w mniejszym (Flip) jak i większym (Fold) rozmiarze. Ale wciąż są to urządzenia drogie, o średniej trwałości i kiepskim czasie pracy. Co prawda w tym roku jest już pod każdym względem lepiej, ale znów, w stosunku do poprzednich wersji zmiany są raczej kosmetyczne, więc  trudno się spodziewać ataku klientów. Zwłaszcza jeśli do tej pory go nie było.

Być może wejście w ten segment Apple coś zmieni, plotki mówią, że firma się do tego przymierza. I może wtedy śmielej ruszą też chińscy producenci, oferujący tego typu smartfony na razie tylko w ojczyźnie. Wyjątkiem jest Motorola, ale nie ma w tym nic dziwnego, w końcu to ona zaryzykowała z tą formą jako pierwsza.

Dobry smartfon, ale nie dla Polaków

Jedynym jasnym światełkiem na tle rynkowej mizerii jest jak dla mnie najnowszy Google Pixel. Najbardziej podoba mi się w nim… cena. Smartfony, czyli modele 7 i 7 Pro są po prostu dość tanie jak na obecne warunki – kosztują odpowiednio i 599 i 899 euro za wersje pamięciowe 128 GB. Niestety celowo podaję ceny w euro a nie w złotówkach, bo Google po raz kolejny zdecydował się pominąć nasz rynek w oficjalnej dystrybucji. Przez co nasi operatorzy nie mają możliwości certyfikowania urządzeń do obsługi 5G. Teraz może nie jest to wielkim problemem, ale za jakiś czas…

Zupełnie nie rozumiem polityki firmy, która przecież ma u nas swój oddział i wygląda na to, że jesteśmy dla niej dość ważnym rynkiem. Ale jak widać, nie w każdej dziedzinie. Dlatego Pixele wciąż pozostają raczej ciekawostką i urządzeniami dla osób zainteresowanych nowymi technologiami. I chyba szybko się to nie zmieni.

Żeby było lepiej, musi najpierw być gorzej

Co więc czeka nas w przyszłym roku? Ja mam nadzieję, że kryzys dość dokładnie przeorze rynek. Niestety może jest tak, że żeby było lepiej, najpierw musi być gorzej? Może producenci pogodzą się ze spadkami sprzedaży, przestaną zasypywać nas milionem niczym nie różniących się od siebie urządzeń, a skupią na kilku sensownie wycenionych liniach? Półce drogiej – dla tych który chcą mieć wszystko w najwyższej jakości, średniej – gdzie jesteśmy zdolni do jakichś ustępstw za niższą cenę i budżetowej – zapewniającej nam podstawy, ale wciąż na dobrym poziomie?

W normalnej sytuacji napisałbym, że to marzenie ściętej głowy. Ale w obecnej jest moim zdaniem jakiś cień nadziei. Może niewielki, ale jednak. Patrząc na wszystko w szerszej perspektywie to w czasach kryzysów rodzą się nowe pomysły i przeradzają się one w coś lepszego. Oby tak było i w tym przypadku.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

felieton