4

Taki piekarnik chętnie postawię w swojej kuchni. Ale 1,5 tysiąca dolarów nie zapłacę

Dawno temu testowałem rozbudowaną mikrofalówkę znanego producenta AGD. Duży sprzęt, mnóstwo funkcji, spora część naprawdę przydatna. Urządzenie nie było „smart”, bo tego słowa wtedy jeszcze nie nadużywano, nie było też połączenia z Siecią i dedykowanej aplikacji. Minęło kilka lat, twórcy postanowili wynieść sprzęt na wyższy poziom i muszę napisać, że niektóre pomysły do mnie trafiają […]

Dawno temu testowałem rozbudowaną mikrofalówkę znanego producenta AGD. Duży sprzęt, mnóstwo funkcji, spora część naprawdę przydatna. Urządzenie nie było „smart”, bo tego słowa wtedy jeszcze nie nadużywano, nie było też połączenia z Siecią i dedykowanej aplikacji. Minęło kilka lat, twórcy postanowili wynieść sprzęt na wyższy poziom i muszę napisać, że niektóre pomysły do mnie trafiają – takie AGD chętnie bym kupił.

Firma nazywa się June, ich produkt to June Intelligent Oven – słowo „smart” przestaje już wystarczać. Wśród ojców założycieli znajdziemy ludzi z Apple, a to może tłumaczyć, dlaczego na początku urządzenie będzie kompatybilne jedynie ze sprzętem mobilnym z iOS oraz… skąd taka cena. Kuchenka kosztuje prawie 1500 dolarów, a to zdecydowanie za dużo. Rozumiem podatek od nowości i naszpikowanie elektroniką, ale są pewne granice. Zakładam jednak, że za kilka lat będzie taniej: pojawi się konkurencja, oferta będzie szersza, produkty bardziej dopracowane i sprawdzone w boju – wtedy zakup stanie się sensowny.

June 3

Na pierwszy rzut oka kuchenka/piekarnik nie wyróżnia się zbytnio. Design nie jest kosmiczny, produkt przypomina mi przenośną kuchenkę polskiego producenta, który z cenami raczej nie przesadza. Dostrzec magię potrafią chyba tylko wytrawni znawcy projektowania. Nowością nie jest ani termosonda, dzięki której można określić temperaturę wewnątrz pieczonego produktu, ani waga pomocna w ustalaniu czasu i temperatury pieczenia. Dotykowy wyświetlacz też nie jest rewolucją, podobnie rzecz ma się z przepisami podpowiadanymi użytkownikowi. To wszytko można uznać za przydatne bonusy, ale w podłogę nie wbijają.

Trochę inaczej rzecz ma się z… kamerą umieszczoną w kuchence. Możliwe, że któryś producent już to wprowadził do oferty, ale spotykam się z tym motywem po raz pierwszy. Po co kamera w kuchence? Niektórzy dzięki niej będą mogli wrzucać do Sieci filmy i zdjęcia z przebiegu pieczenia. Serio. Wielu osobom wyda się to niedorzeczne, a przynajmniej śmieszne, ale inni skorzystają. Mnie nie interesuje opcja dzielenia się widokiem z kuchenki z innymi – wystarczy sam podgląd.

Wstawiając potrawę do kuchenki trzeba jej pilnować, najlepiej przebywać w domu, czasem trzeba zaglądać do urządzenia. Wspomniany podgląd sprawia, że można czuwać nad pieczeniem i jednocześnie robić zakupy albo spacerować po parku – sposób na lepszy apetyt. Aplikacja informuje, że potrawa gotowa lub prawie gotowa, za pośrednictwem kamery i obrazu przekazywanego na smartfon czy tablet upewniasz się, że rzeczywiście jest ok i nie martwisz się o przypalenie, zadymione mieszkanie, nieprzyjemny zapach w całym bloku. Zdalnie możesz i skrócić czas pieczenia i wydłużyć go, jeśli termosonda podpowiada, że kurczak powinien jeszcze trochę postać w wysokiej temperaturze.

June

Do mnie to naprawdę trafia. Jeżeli jeszcze dopracowany i rozbudowany zostanie system rozpoznawania potrawy przez maszynę i dobierania do niej parametrów pieczenia, to sprzęt stanie się ciekawym rozwiązaniem dla osób, które z gotowaniem są na bakier, ale chętnie upichciłyby coś w domowym zaciszu. Pojawia się elektroniczny nauczyciel i to także ma sens. Powoli staje się jasne, po co producent wpakował do środka czterordzeniowy procesor Tegra K1. Jednocześnie przestaje dziwić, że kuchenka będzie kolejnym urządzeniem w naszym domu, dla którego będą powstawać aktualizacje.

Powtórzę: jest drogo, ale pomysł ma sens i taki sprzęt chętnie sprawdziłbym w swojej kuchni.