2

Microsoft lubi dziwne komputery, a ja lubię z nich korzystać. Surface Book 2 to bestia i piękna w jednym

Gdy Microsoft wyprodukował swojego pierwszego laptopa, byłem wniebowzięty - firma nareszcie zrobiła to, o co prosiliśmy przez tyle lat. Ale wyglądało to na działanie odrobinę pod przymusem, bo najwyraźniej Microsoft czerpię frajdę z przygotowywania innych, nieco dziwnych komputerów, jak ten który jest tabletem, a chce być laptopem oraz ten, który może być czymkolwiek chcesz, ale musisz do niego naprawdę przywyknąć.

Dwa przeciwne podejścia, różne efekty

Pamiętacie początki linii Surface Pro? Tablet, który aspirował do bycia laptopem był powodem niejednego szerokiego uśmiechu osób, które pracują na komputerach po kilka godzin dziennie w przeróżnych warunkach, ale od kilku lat Microsoft z pełną determinacją pracuje nad komputerem, który będzie czymś więcej niż tabletem i czymś więcej niż laptopem. Czym w takim razie jest Surface Book? To laptop z funkcją tabletu? Czy mamy do czynienia z odwróceniem idei? Na to by wyglądało, skoro od podstawy laptopa (klawiatury) odłączamy ekran, który można potraktować jak tablet. Do dziś wspominam konferencję, na której pokazano go po raz pierwszy i tę ekscytację prezentera, który kilkukrotnie pokazywał, jak działa mechanizm rozdzielania dwóch elementów od siebie oraz jak niezależne i jednocześnie zależne są od siebie. Linia komputerów Surface wydaje się więc być pełna i kompletna i jeśli miałbym wskazać najciekawszy składnik asortymentu, to będzie właśnie Surface Book, który w mojej ocenie jest teraz najlepszą reprezentacją pomysłu Microsoftu na nowoczesny komputer. To piękna i bestia w jednej osobie.

Surface Book – czas na zmianę przyzwyczajeń

Piętnastocalowy egzemplarz, z którego mam okazję korzystać od pewnego czasu, nie jest aż tak mobilnym komputerem, jak byśmy tego chcieli. I nie mam tu na myśli jego wymiarów, bo te są jak najbardziej do przyjęcia, ale masę całego zestawu. Surface Book jest naprawdę ciężki, lecz jest to oczywiście dość relatywne stwierdzenie, bo sam w sobie waży blisko 2 kilogramy – napisałem tak, ponieważ na tle ultrabooków i MacBooków łatwiej przypisałoby się go do kategorii laptopów gamingowych, aniżeli tych dedykowanych mobilnej pracy. W zamian otrzymujemy jednak całkiem sporo, bo dwa akumulatory, solidny układ graficzny i świetnie prezentujący się ekran. Oprócz samej cyfry w metryczce, ważniejszy jest jednak balans, który jest nietypowo rozłożony pomiedzy klawiaturę i ekran. Obecność wspomnianej baterii także w ekranie sprawia, że większość wagi nie znajduje się u podstaw laptopa. To wymaga pewnego przyzwyczajenia przy pracy w terenie, ale nie odbierajcie tego jako pewnego rodzaju ostrzeżenie – Surface Book nie przewróci się na blacie ani nie spadnie Wam z kolan. Musiałem jednak o tym wspomnieć, bo osoby przyzwyczajone do klasycznych konstrukcji na pewno będą czuły pewien dyskomfort na początku przygody z Surface Bookiem.

Najbardziej byłem oczywiście ciekaw tego, jak wygląda praca z samym ekranem, który można bezpiecznie usunąć dopiero wtedy, gdy system nam na to pozwoli. Bywa to zgubne, bo niektóre aplikacje będą wymagać ponownego uruchomienia (np. Lightroom), dlatego jeśli macie zamiar zmienić warunki pracy, przemyślcie to nieco wcześniej, by nie ryzykować utratą efektów działań. Po wzięciu samego ekranu w dłoń (i najczęściej siegając drugą po rysik Surface Pen) można odczuć pewną satysfakcję – w rękach trzymamy pełny komputer ze ślicznym ekranem i solidnymi głośnikami, a czasami można nawet zapomnieć, że w zestawie była klawiatura. Niestety, takie rozwiązanie wymusza pewne kompromisy i to na nich powinien skupić się Microsoft w przypadku Surface Booka 3.

Wypatrując nowego Surface Booka 3

Pierwsza rzecz to oczywiście zawiasy, które mogą być niemałym inżynieryjnym osiągnięciem, ale przestrzeń, która pozostaje pomiędzy ekranem a klawiaturą po zamknięciu pokrywy jest na tyle duża, że nie nawet nie martwiąc się o wygląd takiego komputera nie potrafię przestać myśleć ile brudu wpada do środka zanieczyszczając klawisze i wyświetlacz. Dodatkowo, by ekran był maksymalnie samodzielny to właśnie w nim znalazły się głośniki i choć brzmią (jak na laptopa) lepiej niż sądziłem, to gdyby były umieszczone w klawiaturze, na pewno istniałaby szansa na ich wzmocnienie. Nie bez znaczenia jest też ramka okalająca ekran – obecność wszystkich komponentów pod wyświetlaczem PixelSense wpływa na potrzebę jak najlepszego wykorzystania tej przestrzeni, ale jeśli ramka mogłaby być choć minimalnie węższa, to na pewno wiele osób by się ucieszyło.

Być może nie są to maksymalnie wnikliwe obserwacje i mogliście o nich już przeczytać, ale jeśli tak rzeczywiście było, to moje słowa potwierdzają tylko, jak wiele jeszcze pracy przed Microsoftem. Pracy u podstaw. Bo choć idea, zamysł i pierwsze wersje komputera są zadowalające, to wiemy, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i mając w rekach tak dobrze wykonaną maszynę chciałby się więcej i lepiej.

Microsoft może zrobić lepszego laptopa niż Surface Laptop 2, ale wcale nie musi tego robić. W tej kategorii doskonale radzą sobie inni producenci, natomiast w dziedzinie dziwnych komputerów i laptopów będąca poza zasięgiem rywali linia Surface ma jeszcze wiele do udowodnienia. Apple proponuje nam dwa oddzielne, choć coraz bardziej przenikające się środowiska (Sidecar w macOS i iOS!), podczas gdy Microsoft dąży do ujednolicenia obydwu światów (klawiaturowo-myszkowego z dotykowym), a idzie mu to coraz lepiej. Nasze wymagania, naturalnie, zawsze wyprzedzają możliwości techniczne takich sprzętów, ale po kilku poprawkach będę gotów zaryzykować stwierdzenie, że cel zostanie osiągnięty.