Recenzja

Super Mario Maker — pierwsza gra z Mario, która nigdy się nie kończy!

Kamil Świtalski
1

Mario, wąsaty hydraulik, to ikona gier wideo. Moi znajomi którzy z tą gałęzią rozrywki mają niewiele wspólnego, kojarzą go z pikselowych odsłon z Pegasusa. Inni wiedzą, że zjada grzyby; kolejni — ci bardziej wtajemniczeni — bez problemu kojarzą go z Nintendo. Dotychczas to magicy z wewnętrznych stud...

Mario, wąsaty hydraulik, to ikona gier wideo. Moi znajomi którzy z tą gałęzią rozrywki mają niewiele wspólnego, kojarzą go z pikselowych odsłon z Pegasusa. Inni wiedzą, że zjada grzyby; kolejni — ci bardziej wtajemniczeni — bez problemu kojarzą go z Nintendo. Dotychczas to magicy z wewnętrznych studiów koncernu dostarczali nam kolejnych wyzwań, w których naszym zadaniem było ocalenie Princess Peach. 2015 jest jednak rokiem ogromnych zmian, bowiem oddano w nasze dłonie narzędzia, dzięki którym możemy samodzielnie stworzyć poziomy o jakich dotychczas nikomu się nawet nie śniło. Dosłownie.

Jak to się wszystko zaczyna?

Pierwszy kontakt z grą i już samouczek. Niezbyt długi, za to wyjątkowo konkretny. Twórcy posiłkując się stworzoną wcześniej przez siebie planszą objaśniają działanie każdego z elementów. Jak nałożyć, jak przesunąć, jak skasować, w jaki sposób przetestować. Jak posklejać wszystko tak, by miało to sens. Nie zajmuje im to wiele czasu, a jako gracze podstawy już znamy. Problem polega na tym, że na dobry początek dostajemy raptem kilka narzędzi. Narzędzi, które pozwolą nam trochę poszaleć. I trochę jest w tym przypadku słowem kluczowym, ale o tym za chwilę.

Wskaż, przesuń, puść, połącz — to takie proste!

Moją największą obawą tuż po zapowiedzi gry była wygoda, z jaką będziemy projektować poziomy. Okazuje się, że absolutnie nie było czym się przejmować. Do tableto-kontrolera Wii U można mieć wiele zarzutów, ale w przypadku Super Mario Makera, cóż, nie wyobrażam sobie innego wyboru. Wszystkie nasze akcje możemy, oczywiście, obserwować na ekranie telewizora, nie da się jednak ukryć że wpatrzeni jesteśmy w mały ekran naszego Wii U GamePada. To po nim mażemy stylusem przeciągając kolejne elementy i ustawiając je tam, gdzie nam się tylko zamarzy. Skończyło się pole do manewru? Wystarczy zatem przesunąć pasek znajdujący się przy dolnej krawędzi ekranu, by uczynić ją dłuższą — naturalnie wszystko w granicach rozsądku; we wszystkim trzeba mieć umiar. Design Super Mario Bros. wam nie odpowiada? Żaden problem, przełączenie się między kolejnymi generacjami jeszcze nigdy nie było takie proste! Do wyboru mamy ikoniczną odsłonę z 1985 roku, Super Mario Bros. 3, Super Mario World, a także New Super Mario Bros. Wii — w kilku wariantach: dziennych, nocnych, wodnych itp. Przyznacie że rozstrzał jest naprawdę spory, a jeśli graliście w nie wszystkie, to doskonale zdajecie sobie sprawę, że jest to kawał już na pierwszy rzut oka różniącej się od siebie historii gier. Co ważne — mamy szansę stworzyć konstrukcje i byty, jakich próżno szukać w oryginalnych grach. Wszystko to dzięki opcji łączenia przedmiotów. Chcecie dodać skrzydła wrogom? Nie ma problemu. Mały Goomba to za mały Goomba? Połączcie zatem dwa potworki! Wystarczy prosty gest nakładania na siebie bohaterów i wszystko rozrośnie się do nieznanych wcześniej rozmiarów. Pojawią się też możliwości, jakich w podstawowych grach nie było. Nie chcę psuć zabawy i opowiadać o tym co może was tam spotkać, ale powiem jedno: nie bójcie się eksperymentować!

Daj swobodę, ogranicz swobodę

Dostaliśmy od groma elementów z których można wyczarować niebanalne rzeczy — od początku przygody z Super Mario Makerem domorośli twórcy prezentowali rzeczy takie jak shooter ze świata Mario. Zapomnijcie jednak o kreacjach rodem z Little Big Planet, w którym to mogliśmy stworzyć za pomocą dostępnych elementów grę-w-grze. Za przykład niech posłuży chociażby pinball, który to cieszył się ogromną popularnością wśród miłośników LBP — tutaj aż tak od głównej koncepcji jaką jest platformówka nie odejdziemy, ale też będzie ciekawie.

Podziel się!

Ale czymże byłoby tworzenie plansz w dzisiejszych realiach, gdybyśmy nie mogli podzielić się naszymi projektami z innymi graczami? Wszystko co stworzymy możemy zatytułować, zapisać, a w kilkadziesiąt sekund sprawić, że gracze z całego świata będą mogli zagrywać w to, co dla nich przygotowaliśmy. Cały system udostępnianych plansz, nazywany Course World, to ciekawie zaprojektowana część gry, w której możemy według wybranych kryteriów przeglądać bazę poziomów. To mogą być najpopularniejsze, najlepiej oceniane (w tym też przefiltrowane według daty dodania); nic nie stoi też na przeszkodzie by przejrzeć wszystkie kreacje wybranych użytkowników. Przydałby się jednak system kategorii, wśród których można byłoby zaznaczyć choćby podstawowe kryteria jak niespotykane eksperymenty, poziomy w których tło automatycznie się przesuwa czy też klasyczne, platformowe, plansze w których spieszyć się nie trzeba — choć to podstawowy, najprostszy podział jaki przychodzi mi do głowy. No ale kiedy już znajdziecie swoich projektantów których prace specjalnie przypadły wam do gustu, nie zapomnijcie dodać ich do ulubionych, by zawsze być na bieżąco z tym, co dla nas przygotują! Twórcy gry oddali też w nasze ręce możliwość komentowania i oceny plansz. Wszystkie kreacje z Course World możemy zapisać i zedytować według własnego widzimisię, albo bezpośrednio z poziomu sekcji podjąć wyzwanie: wystarczy kliknąć Play.

Cierpliwości, cierpliwości...

Wspominałem już wyżej, że twórcy na starcie ograniczyli dość mocno ilość narzędzi, które oddali w nasze ręce. Jest to zabieg celowy, denerwujący, ale jak się okazuje po dłuższej chwili — przemyślany i naprawdę trafiony. Jeżeli poświęcicie edytorowi co najmniej kilka minut każdego dnia, to kolejnego — tuż po włączeniu Super Mario Makera — czekać będzie na was niespodzianka w formie nowych elementów i narzędzi, które będziecie mogli wykorzystać w swoich kreacjach. Tak, wiem, że to drażniące. Z drugiej strony zawsze włączając grę dnia odczuwałem dreszczyk emocji związany z tym, czym zostanę dzisiaj obdarowany. Satysfakcja z bycia nagrodzonym to jedno, a to że wcześniej zdążyłem dokładnie zapoznać się ze wszystkimi udostępnionymi mi wcześniej elementami to zupełnie inna sprawa. Uprzedzając wasze pytania — tak, można oszukać system zmieniając ustawienia czasu w konsoli.

Diabeł tkwi w szczegółach

Jeżeli miałbym wskazać co wyróżnia Nintendo na tle konkurencji, byłoby to z pewnością przywiązanie do szczegółów. Perfekcyjnie zaprojektowany interfejs z wykorzystaniem nie tylko panelu dotykowego, ale także dostępnych fizycznych przycisków z kontrolera, to jedno. Inna rzecz, która mnie wyjątkowo urzekła, to opcja zmiany takich rzeczy jak… wizualizacja dłoni którą widzimy na ekranie telewizora, gdy stylusem mażemy po dotykowym ekranie kontrolera. Jeżeli zatem wymuskana dłoń nie przypadnie wam do gustu to spokojnie możecie ją podmienić choćby na rękę Mariana czy… kocią łapę.

Tylko dla kreatywnych

Skoro wyżej wychwaliłem już grę za co tylko się dało, to teraz czas skupić się na elementach, które zrobiły na mnie zdecydowanie mniejsze wrażenie. I wśród nich na pierwszy plan wysuwa się… brak „gry" w grze. Nie zrozumcie mnie źle, edytor jest fantastyczny — możliwości które za sobą niesie są ogromne, jednak zabrakło mi zestawu kilkudziesięciu plansz bez wariactw, remiksów i puszczania oka do gracza. Bo tych drugich nie zabraknie — wystarczy zajrzeć do trybu 10 Mario Challenge, w którym to dostajemy dziesięć żyć by przejść dziesięć poziomów. Zawsze możemy też podjąć wyzwanie 100 Mario Challenge, gdzie sto żyć musi nam wystarczyć na zestaw ośmiu lub szesnastu losowych projektów użytkowników. To mimo wszystko za mało, bo dotychczas — choć mam dostęp wyłącznie do zamkniętych serwerów prasowych — wszystko co mogę tam znaleźć jest twórcze, na swój sposób czarujące, ale próżno tam jeszcze szukać wyzwań według klasycznej szkoły designu, do której przyzwyczaiło nas przez lata Nintendo.

Podsumowując

Jeżeli macie w sobie kreatywne zacięcie, to Super Mario Maker jest zdecydowanie produktem dla was. To potężne narzędzie, które pozwoli w dziecinnie prosty sposób tworzyć plansze w jednej z najlepszej serii gier platformowych jaką znajdziemy na rynku. Problem polega na tym, że w mojej opinii bliżej mu do aplikacji, niż gry jako takiej — od razu po włożeniu płyty do czytnika nie przywita nas czysta rozgrywka, a przemyślane samouczki i słowa zachęty by oddać się kreatywnemu projektowaniu plansz. A dobrze wiem, że nie dla wszystkich będzie to satysfakcjonujące. Wiele też zależy od tego, jak prężnie będzie działała społeczność tworząca wyzwania. Pozostaje mi mieć nadzieję, że po szale eksperymentów przyjdzie czas na bardziej klasyczne kreacje i za kilka tygodni bez problemu będziemy mogli odnaleźć tam zestaw poziomów które przechodzić będzie się z przyjemnością znaną ze starych odsłon Mario, a nie tylko ciekawością jaka towarzyszy odkrywaniu nowych światów.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: