Recenzja

LBX: Little Battlers eXperience to seria, która ma szansę podbić serca nie tylko młodszych graczy!

Kamil Świtalski
0

Nowe marki w dzisiejszym świecie nie mają łatwo. Kolejne reedycje znanych hitów sprzedają się jak świeże bułeczki, wszyscy jak jeden mąż wyczekują kolejnej odsłony Assassin’s Creed, a świeże tytuły toną mając nikłe szanse na zdobycie popularności. Tymczasem w Japonii znany z rozmaitych poczynań dewe...

Nowe marki w dzisiejszym świecie nie mają łatwo. Kolejne reedycje znanych hitów sprzedają się jak świeże bułeczki, wszyscy jak jeden mąż wyczekują kolejnej odsłony Assassin’s Creed, a świeże tytuły toną mając nikłe szanse na zdobycie popularności. Tymczasem w Japonii znany z rozmaitych poczynań deweloper Level-5 po raz kolejny próbuje swoich sił z zupełnie nową serią. Kilka lat temu zawojowali tamtejszy rynek Inazuma Eleven oraz Yo-Kai Watch (które do Europy dotrze wiosną przyszłego roku i… z pewnością nie zabraknie go także na AntyWeb). Ale na tym jeszcze nie koniec, bo od kilku lat nie poddają się przy promocji i dostarczaniu kolejnych tytułów dla kolejnej świeżej marki: Little Battlers eXperience.

Nim przejdziemy do samej gry, to może kilka słów na temat historii serii, której początki sięgają 2011 roku, kiedy to pierwsza jej odsłona zadebiutowała na PlayStation Portable. Japończycy otrzymali już w sumie siedem gier, które wydano zarówno na PSP, PS Vitę oraz 3DSa. I dziś skupimy się na wersji dla ostatniej z tych konsol. Oryginalny tytuł gry brzmi Little Battlers eXperience Baku Boost (2012) i w kolejności jest trzecią odsłoną serii o walczących między sobą robotach. W Europie grę wydano pod tytułem LBX: Little Battlers eXperience. Czy nowa marka zachwyci tutejszą publiczność? Ma czym walczyć, ale...

Ale walka ta nie będzie łatwa — to na pewno. Jak już z pewnością część z Was domyśliła się patrząc na grafiki którymi okraszony jest wpis, jest to seria skierowana raczej do młodszego odbiorcy. Najprościej jest mi ją porównać to niezwykle popularnych także nad Wisłą Pokemonów — bo choć cała historia jest dość banalna, a samo przejście gry nie wymaga bóg wie jakich zdolności, to już jej wymasterowanie by móc zmierzyć się z żywym przeciwnikiem jest zupełnie inną kwestią. Niestety jest to także mocno czasochłonne zajęcie.

Przenieśmy się jednak do świata Little Battlers eXperience, w którym od razu poznajemy głównego bohatera całej historii: Vana. Jest dzieckiem, które, podobnie jak wszyscy jego rówieśnicy, marzy o tym, by dorobić się tytułowego LBX: niewielkich rozmiarów robota, którego używa się do walki na specjalnie w tym celu zaprojektowanej arenie. Sprawa jest jednak o tyle skomplikowana, że jego ojciec który był jednym z twórców tej rozrywki, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach wraz z całą załogą samolotu zmierzającego na konferencję. Tym samym jego matka jest mocno przeciwna, by sprawić dziecku zabawkę która będzie jej przypominać o ukochanym. Całe życie Vana zmienia się, gdy w ramach niezwykle dziwnych okoliczności zostaje obdarowany tajemniczym, nieznanym mu wcześniej, modelem robota. Nowy nabytek zaś prowadzi do wielu niezwykłych sytuacji, które mogą wydarzyć się tylko w produkcjach... takich jak ta.

Fabułę, choć miewa niespodziewane zwroty akcji, zaliczyć można do klasycznej historyjki dla dzieci i młodzieży. Jak zwykle padnie w nich wiele wielkich słów, będzie walka, pot, krew i łzy; sama intryga także zasługuje na pochwałę. Jednak nie ma co ukrywać, że jest ona tylko dodatkiem do rozgrywki. Bo kluczowym elementem Little Battlers eXperience nie jest nic innego, jak walki robotów — a te wypadły naprawdę fenomenalnie!

W przeciwieństwie do przywołanych wyżej Pokemonów, tutaj nie będziemy wydawać polecenia ataków w turowej walce. Zamiast tego samodzielnie będziemy sterować robotami po arenie biegając, robiąc wślizgi, broniąc się oraz atakując naszych przeciwników; nic nie stoi też na przeszkodzie abyśmy wykorzystali któryś z dwóch przedmiotów, które mogliśmy ze sobą zabrać na pole walki. Po zebraniu odpowiedniej ilości energii, warto też skorzystać z ataków specjalnych, które kolejno odblokowujemy wraz z progresem naszego bohatera. To dynamiczny system, który zaprojektowany został tak, że nawet najmniejszy błąd może kosztować nas życie. Pojedynki prowadzić będziemy na różnych zasadach — w jednych wystarczy raptem zwycięska runda; w innych co najmniej dwie, a nawet trzy. Całość nie tylko prezentuje się znakomicie, ale też daje ogromnie dużo frajdy podczas samej rozgrywki. A dzięki opcji powtarzania pojedynków z napotykanymi na drodze rywalami, czasami trudno się oderwać od ponownego rzucenia wyzwania, by tym razem nieco inaczej podejść do tematu pojedynku z tym samym przeciwnikiem, którego słabości już zdążyliśmy przed chwilą poznać. Oddane w nasze ręce areny mają dużo ciekawych miejsc, z których możemy zrobić solidny użytek by przeciągnąć szalę zwycięstwa na naszą stronę. Jednak sama bitwa to deser po tym, kiedy już uporamy się z odpowiednim doborem taktyki oraz wybierzemy najlepsze dla niej części w które uzbroimy naszego robota.

Dostosowanie to w przypadku Little Battlers eXperience słowo klucz. Naszym robotom możemy wymieniać nie tylko bronie (które posegregowane zostały w dziewięciu znacznie się od siebie różniących klasach) i tarcze, ale także niemal ich wszystkie elementy. Takowe różnią się od siebie w dużym stopniu parametrami: są cięższe i lżejsze, bardziej i mniej wytrzymałe, zadają więcej bądź mniej obrażeń. A kiedy rozprawicie się z zewnętrznymi rzeczami, warto też zmodyfikować chipset naszego kompana, by polepszyć mu statystki. Pamiętajcie także o serwisowaniu poszczególnych elementów — tylko wtedy całość będzie sprawować się jak należy. Dzięki tak ogromnym możliwościom pracy nad naszymi robotami możemy jednocześnie wypracować sobie kilka taktyk, które pozwolą nam rozbroić nawet tych znacznie od nas silniejszych w statystykach rywali. Zawsze też pozostaje stary, dobry, grind bądź zmiana poziomu zabawy na nieco łatwiejszy, choć z moich doświadczeń wynika, że żadne z nich nie jest tutaj koniecznością.

Jak już wyżej wspomniałem, walki — szczególnie te wygrane — zapewnią ogromnie dużo satysfakcji. Kontrolowanie bohaterów jest wygodne, acz jako posiadacz New 3DSa jestem dość mocno zawiedziony brakiem możliwości dostosowywania kamery na polu bitwy za pomocą drugiej gałki analogowej. Na szczęście to jedyny zarzut jaki mam do technicznych aspektów gry. Czas zatem na kilka pochwał — jak wiadomo, Level-5 od lat dostarcza graczom produktów najwyższej klasy. Tym razem nie mogło być inaczej: grafika i oprawa muzyczna którą nam zaserwowali robi wrażenie, a dźwięki którymi raczeni jesteśmy w grze na długo zapadają w pamięć. Duża pochwała należy się także za fenomenalne scenki przerywnikowe i anglojęzyczny dubbing, który brzmi naprawdę nieźle. Ogromne brawa dla ekipy za solidne samouczki, które szybko i konkretnie zapoznają nas ze wszelkimi wprowadzanymi do gry nowinkami. Przez to początek przygody może wam się trochę dłużyć — nie dość, że nafaszerowany został animowanymi wstawkami zarówno w formie filmów jak i tych stworzonych na silniku gry, to jeszcze pomiędzy nimi znalazło się od groma wiadomości tłumaczących co, jak i gdzie. Warto jednak poświęcić im tę chwilę, by później nie błądzić jak dziecko we mgle. Szczególnie tyczy się to wszelkich zagrań związanych z buszowaniem w menu, zmianie ekwipunku czy pracą nad statystykami.

Największym zawodem w przypadku Little Battlers eXperience jest dla mnie bez wątpienia tryb zabawy wieloosobowej. W takowych pojedynkach może wziąć udział maksymalnie sześcioro zawodników. Problem jednak polega na tym, że wszystko musi odbywać się… lokalnie! Tak, w 2015 roku kiedy konsole przenośne — delikatnie mówiąc — nie mają się najlepiej, Level-5 serwuje nam grę ograniczoną wyłącznie do lokalnego multiplayera. Szkoda, nawet bardzo — tym bardziej, że zagrywając się w walki robotów już od dobrych kilkunastu dni, wciąż nie udało mi się stoczyć choćby jednego pojedynku który z żywym człowiekiem, który zweryfikowałby moje umiejętności, taktyki i dobór ekwipunku.

Little Battlers eXperience to nowa marka, która czwartego września oficjalnie zadebiutuje na Starym Kontynencie. Czy uda jej się zawirować tutejszych graczy? Czas pokaże. Warto jednak mieć na uwadze, że seria już teraz dorobiła się 58-odcinkowej serii anime, a także nieustannie wydawanej od 2011 roku mangi. Jeżeli takowe dotrą i do nas, istnieje spore prawdopodobieństwo że zawładną sercami głównego targetu, którym są dzieci i młodzież. To w gruncie rzeczy nienaganna historia, w którą wpleciono bardzo fajne i dające ogromnie dużo satysfakcji pojedynki. Czy starsi gracze powinni rzucić się nań już na starcie? Jeżeli tytuły takie jak Pokemon czy Inazuma Eleven wciąż sprawiają wam dużo frajdy, jak najbardziej. W innym wypadku polecam jednak wstrzymać się z zakupem do pierwszej promocji, bo choć cena startowa LBX jest zachęcająca (ok. 130 zł), to dla tej grupy może jednak okazać się zbyt dużą…

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: