Felietony

Jak przeciętność zakryć kotem. Stray jest przereklamowane i niczym nie zachwyca

Patryk Koncewicz
43

Gra o kocie, która szturmem zdobyła Internet. Jednak czy poza kotem ma cokolwiek do zaoferowania?

Internet – wbrew pozorom – jest dość prostym i schematycznym miejscem. Klimat panujący pośród wirtualnej społeczności można porównać do wigilijnego stołu. Nie ważne jak się zachowasz i co powiesz, któryś z członków rodziny i tak poruszy temat doszczętnie niszczący iluzję pozytywnej atmosfery. Istnieją jednak pewne schematy, noszące znamiona uniwersalnych. Zagadnienia tak neutralne, że nikomu nie przychodzi nawet do głowy, że mogłyby wywołać negatywne emocje. W Internecie taką funkcję pełnią… koty. Tak drodzy czytelnicy, filmy i memy z kotami są esencją Internetu, która bawi i odmóżdża niezależnie od wieku czy poglądów. Na te nieporadne i intrygujące czworonogi nie da się denerwować nawet jeśli stłuką Twój ulubiony wazon po babci. I aż dziwne, że te niepodlegające krytyce zwierzęta postawiono w roli głównego bohatera dużej gry dopiero teraz. Okazuje się bowiem, że wystarczy oddać graczom w ręce słodkiego kotka, aby założyli klapki na oczy i zakochali się w totalnie przeciętnej produkcji.

Pociąg entuzjazmu, którego nic już nie zatrzyma

Zabierając się do tekstu, zadawałem sobie sprawę z tego, że nie będzie to popularna opinia, ale trzeba pogodzić się z faktem, że popularność nie idzie w parze z obiektywizmem. Gdy niespełna rok temu zobaczyłem Stray na pierwszym fragmencie rozgrywki od razu zaświeciły mi się w głowie trzy lampeczki. Pierwsza mówiąca o tym, że już na starcie nie ma co liczyć na wciągającą fabułę. Druga ostrzegająca przed gameplayem, który szybko zacznie nużyć. Trzecia – pomimo obaw – nie pozostawiała złudzeń. Gra o kotku będzie absolutnym hitem. Dziś czuje się jak prorok.

Źródło: BlueTwelve

Na wstępie zaznaczę, że nie jest to recenzja, a jedynie próba zrozumienia fenomenu gry, która osiągnęła wyżyny popularności na wszystkich platformach. Przyznam szczerze, że zanim usiadłem do Stray, zetknąłem się z wieloma pozytywnymi opiniami bo przez ostatnie dni ciężko ich uniknąć. Rzuciłem okiem na serwisy z recenzjami, gdzie okazało się, że gra zbiera w zasadzie same dziesiątki. W przypadku – dość wybrednego – rynku gamingowego takie sytuacji zdarzają się dość rzadko. Nawet w kwestii najbardziej blockbusterowych produkcji znanych marek z ogromnym budżetem ciężko o tak dobry odbiór. Wziąłem więc pada do rąk i postanowiłem samodzielnie dowiedzieć się, w czym tkwi sekret.

Jaka piękna wydmuszka

Nie musiałem długo czekać, aby znaleźć odpowiedź na moje pytanie. W zasadzie mógłbym streścić to jednym zdaniem: Stray pozwala robić kocie rzeczy. Jakie? Uroczo bawić się z innymi kotami, uroczo trzeć łapkami o dywan, uroczo zrzucać z szafek rozmaite rzeczy i uroczo miauczeć bez końca. Wiem, że od słodyczy robi Wam się już niedobrze, ale… to właśnie sedno tej gry. Na taki tytuł czekały wszystkie streamerki w neonowych słuchawkach z kocimi uszami.

Stray poza nie do końca dopracowanym symulatorem bycia kotem nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Oprawa wizualna jest ok, choć odbiega od tego co prezentowano na zwiastunach. Rozgrywka opiera się głównie na chodzeniu po zabugowanych lokacjach, gdzie kot niejednokrotnie potrafi zaciąć się na przeszkodzie lub randomowo wystrzelić wiadro w powietrze z siłą Hulka. Przez pierwsze godziny – a zaznaczę, że do ukończenia tytułu potrzeba około pięciu – skakałem z barierki na fotel, z fotela na parapet, z parapetu na regał i z regału z powrotem na barierkę. Miałem przez chwilę wrażenie, że to forma przydługiego samouczka jednak szybko okazało się, że gra nieuchronnie zmierza ku końcowi, a prócz kilku prostych zagadek jeszcze nic ciekawego się w niej nie wydarzyło.

Źródło: BlueTwelve

W zasadzie gdyby nie zatrzymywać się na kompletnie bezużytecznych interakcjach z otoczeniem pokroju drapania sofy to gra nie miałaby zbyt wiele do zaoferowania. Ale to właśnie o to w Stray chodzi.

O matko, spójrz na tego słodkiego kotka!

Developerzy z BlueTwelve Studio nie są być może mistrzami w robieniu gier, ale za to umiejętności marketingowych nie można im odmówić. Twórcy dosłownie oddali w ręce graczy żywy mem, który błyskawicznie rozlał się po sieci niczym wirus. Z licznie publikowanych filmów i zdjęć wynika, że zwierzęta oszalały na punkcie Stray równie mocno co ich właściciele. Odgłosy wirtualnego kota zwracają uwagę rzeczywistych zwierząt, sprawiając, że te przesiadują przed ekranem, uroczo dotykając łapką ekranu. Internauci są tym absolutnie zachwyceni. Na Twitterze powstał nawet specjalny hashtag „CatsWatchStray”.

Kociarze uwielbiają kocie zachowania, a tych w grze jest akurat na pęczki. Zrzucanie przedmiotów, obdrapywanie mebli, chodzenie po klawiaturze, wkładanie na głowę papierowej torby czy zabawa piłką. Kompletnie bezcelowe? Owszem, ale za to jak świetnie będzie wyglądać na TikToku! Mój Mruczek robi przecież dokładnie tak samo! I tak tworzy się hype, a wszelkie niedoskonałości stają się nieistotne w zalewie kocich słodkości. „UwU” chciałoby się rzec.

Nieuzasadniony entuzjazm udziela się bardzo szybko, a z wielu recenzji można odnieść wrażenie, że gra otrzymuje 10/10 za sam fakt możliwości sterowania kotem i załatwiania kocich spraw. Nie zrozumcie mnie źle. To, że komuś się to podoba, nie jest absolutnie niczym złym. Sęk w tym, że przypadek Stray obrazuje dziwną kondycję gamingowej społeczności. Nierzadko wystarczy jeden błahy powód, aby obiektywnie dobry tytuł został zbombardowany negatywnymi opiniami. W tym przypadku mamy do czynienia z kompletnie odwrotnym zjawiskiem. Gra w tym momencie może pochwalić się maksymalną oceną na Steam, wyprzedzając chociażby God of War i stając się pretendentem do gry roku.

Trzeba sobie jednak odpowiedzieć na pytanie, czy przyznawanie takich tytułów powinno zależeć od intrygującej fabuły, dopracowanej mechaniki i wciągającej rozgrywki czy od obecności słodkiego kotka. Dochodzimy w ten sposób do wniosku, że wcale nie trzeba stworzyć dobrej gry, aby stała się hitem. Wystarczy po prostu wiedzieć, jak ją sprzedać. A to twórcom Stray udało się jak mało komu.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu