Felietony

Tak nie warto kończyć wypożyczenia skutera lub hulajnogi. To już plaga

JS
Jakub Szczęsny
16

Źle było już przed pandemią, a naprawdę tragicznie zaczęło się dziać po tym, gdy znowu wyszliśmy na ulice. Drodzy Czytelnicy - rozumiem, że ludzie się czasami spieszą. Mogę nawet jakoś usprawiedliwić roztrzepanie. Ale chamstwa i braku kultury nie zdzierżę. Pożyczając lub wypożyczając coś, warto oddać to w takim stanie w jakim się to zastało: jak się da, to nawet w lepszym. Mam brzydkie wrażenie, że skoro za dostęp do czegoś płacimy mało - można z tym robić rzeczy niestworzone.

To, że hulajnogi elektryczne się psują z przeksploatowania - wiem. Wie o tym między innymi Blinkee, które działa już jakiś czas w Rzeszowie i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ile może kosztować serwis tych pojazdów. Widziałem nawet taki sprzęt, w którym przednie koło odpadło - ktoś w takim stanie zostawił ją na ulicy. Nie wiem, czy ów fakt zgłosił: jednak konsultant w Blinkee był nieco zaskoczony moim telefonem oraz wskazaniem uszkodzonego pojazdu. Pewnie kółeczko się urwało, klient zakończył przejazd i odszedł w siną dal. Co działo się potem - nie wiem.

Ale nie o psuciu się tych pojazdów będę mówił, a o ich pozostawianiu w dziwnych miejscach. Czy to hulajnogi elektryczne, czy to skutery - czasami parkowane są "po bożemu", tak jak trzeba. I takim osobom bardzo dziękuję. Natomiast porzucenie takiego pojazdu bez pomyślunku trudno jest jakkolwiek usprawiedliwić. Użycie ścieżki rowerowej jako parkingu dla takiej maszyny to słaby pomysł. Co bardziej pomysłowi ludzie potrafią umieścić je tuż za przystankiem: w Rzeszowie rowerami okrąża się te punkty "od tyłu" - tak, aby wysiadający i wsiadający nie musieli obawiać się, że wpadną pod jednoślad. Wyobraźcie sobie, że jedziecie sobie spokojnie rowerkiem i nagle przed Wami "wyrasta" zaparkowana hulajnoga. Obyś miał dobre hamulce - bo co bardziej złośliwi robią tak, że zauważasz je dopiero, gdy wyjeżdżasz z obrębu przystanku.

Zmęczone hulajnogi oddają się wypoczynkowi - okolice Millenium Hall, Rzeszów

Nie moje, więc jaki problem?

Podejście najgorsze z możliwych: czyli skoro coś nie należy do mnie, to mogę tym poniewierać. Hulajnóg nie wypożyczam od momentu, kiedy uświadomiłem sobie dość dobitnie, że upadek z takiego sprzętu jest bolesny. Zresztą też od października poruszam się rowerem z napędem, więc nie jest mi taki jednoślad potrzebny. Jednak kiedy to robiłem - po upewnieniu się, że w danej strefie mogę "zwrócić" pojazd, zwracałem także uwagę na to by nikomu nie wadził. Nie ma nic gorszego niż hulajnoga, która blokuje wyjazd z posesji, albo leży na chodniku. Czasami jest tak, że złośliwie pozostawiony pojazd staje się ofiarą krewkiego pieszego lub kierowcy, któremu przeszkadzał. I ląduje na przykład na trawniku, lub nawet w koszu.

Czasami wydaje mi się, że łatwość wypożyczenia takiego pojazdu oraz relatywnie niska cena powodują, że niektórzy kompletnie nie zwracają uwagi na zachowanie ich odpowiedniego stanu technicznego i wizualnego. Za przejazd takim jednośladem zapłaci się z reguły mniej niż 20 złotych. Owszem, w umowie akceptowanej przy zakładaniu konta zgadzamy się na kary umowne za: oddanie hulajnogi w strefie do tego nieprzeznaczonej, uszkodzenia (lub też niezgłoszenie typowo eksploatacyjnych usterek) lub celowe zniszczenie pojazdu (jakiś czas temu głośno było o hulajnogach topionych w rzeszowskim Wisłoku). Ale niektórzy o tym kompletnie nie myślą: sądzą, że dobrem współdzielonym (bo "wspólne" ono na pewno nie jest) można bawić się do woli, włącznie z jego złośliwym niszczeniem.

Nie chciałbym także generalizować, ale mam wrażenie że jako społeczeństwo ogółem (nie mówię bezpośrednio o Polakach, bo inne kraje też mają z tym problem), nie dorośliśmy do używania pewnych rzeczy wspólnie. Są tacy, którzy nie myślą o tym, że z tej samej rzeczy będzie chciał skorzystać ktoś inny. Nie wezmą pod uwagę tego, że rzucony bezmyślnie na ziemię sprzęt może komuś przeszkadzać. Hulajnoga leżąca na chodniku może spowodować, że nie przejedzie tędy osoba poruszająca się na wózku. Ktoś, kto będzie chciał tędy jechać rowerem, będzie musiał zważać na to, by nie wziąć pod koła niespodziewanej przeszkody i nie wywinąć przy okazji orła.

A tu obrazek z Lizbony - żeby nie było, że tylko Polacy są źle. Zdjęcie od Tomka Popielarczyka - dziękuję! :*

Jeżdżąc po Rzeszowie rowerem (bo tak jest szybciej, samochodem wbijałbym się w korki) codziennie widzę pozostawione w dziwnych miejscach hulajnogi i skutery. Razu jednego, na ul. Rejtana, na przejściu dla pieszych z sygnalizacją świetlną tuż obok Millenium Hall widziałem skuter Blinkee... pozostawiony na azylu między pasami. Nie wiem, o czym myślał człowiek który postąpił w ten sposób... pewnie nie myślał w ogóle. Niech się taki skuter wywróci i wpadnie komuś pod koła. To miejsce i tak jest częstym miejscem drogowych tragedii, po jaki czort coś takiego prowokować? Dla sportu?

Dla dobra wspólnego

Drodzy Czytelnicy, wiem że Wy tak nie robicie. I chciałbym Wam za to podziękować. Natomiast tym wpisem pragnę napiętnować wszystkich tych, którzy hulajnogami ciskają jak oszczepami, parkują je w dziwnych miejscach - to samo ze skuterami. Niszczenie ich, używanie w roli "niespodziewanych przeszkód" to wyższy level zidiocenia. Trudno to jednoznacznie tępić - wiem jednak, że niektórzy operatorzy usług wypożyczenia takich pojazdów współpracują ze służbami - jeżeli tylko pojawia się sygnał o durnowatym parkowaniu, klient jest szybko odnajdowany i "nagradzany" za swoją głupotę.

Tyle, że taka kara nie spotka każdego. Jednemu się upiecze, innemu nie. A problem dalej sobie istnieje.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu