38

Serwisy, o których wszyscy zapomnieli

Nie macie wrażenia, że cały czas pojawiają się nowe serwisy społecznościowe, a jednak Facebook, Instagram i Twitter cały czas nie schodzą ze sceny? Myślałem ostatnio o sieciowych miejscach, które wszyscy zapomnieliśmy. A wiele z nich była na swój sposób super.

Jestem ciekawy, czy podchodzicie do tego w podobny sposób jak ja. Każdy okres mojego korzystania z sieci wspominam konkretnymi serwisami lub usługami. Początki mojej przygody z internetem to pierwsze darmowe skrzynki (kompletnie nie mogę sobie przypomnieć nazwy) oraz IRC, na którym siedziałem zawsze kiedy tylko wdzwaniałem się do sieci (głównie na kanałach demoscenowych). W którymś momencie podstawowym środkiem sieciowej komunikacji stało się Gadu Gadu, gdzie każdy znał swój numer tak samo dobrze, jak numer telefonu. Tlen nigdy nie wyparł GG, ale przez długi czas był moim ulubionym klientem właśnie do GG. Były też oczywiście bramki do wysyłania SMS-ów i serwisy społecznościowe. Te ostatnie wspominam z największym sentymentem, choć pamiętam jak zabił je Facebook.

Zacznę od serwisu, którego wciąż używam. Raczej z przyzwyczajenia i sentymentu niż faktycznej użyteczności, bowiem w niczym nie przypomina już czasów swojej świetności. Last.fm był niegdyś specjalnym miejscem w sieci. Serwisem łączącym miłośników muzyki, którzy chcieli nawiązać nowe znajomości skupiające się wokół dźwięków. Nie wiem jak w innych gatunkach muzycznych, ale w przypadku ciężkiego grania tego typu znajomości oznaczały wspólne polecanie sobie kapel i płyt, wyjścia na koncerty czy nawet nawiązywanie wieloletnich przyjaźni.

Last.fm opierało się na tak zwanym scrobblowaniu, czyli odczytywaniu każdego utworu puszczonego w odtwarzaczu z podłączoną wtyczką last.fm. Serwis pokazywał co dokładnie jest w tej chwili odsłuchiwane, a następnie zapisywał te dan tworząc zestawienia tygodniowe, miesięczne czy roczne. Wszelkiego rodzaju „topki”, do tego fajnie przedstawiane grafikami po podpięciu odpowiednich pluginów. Ze swojego konta można było zrobić fajnie wyglądające miejsce, zachęcające do kontaktu osoby o podobnych gustach muzycznych. Był moment, w którym opłacałem Radio Last.fm, które naprawdę sprawnie podpowiadało mi nową muzyką – zdecydowanie lepiej niż dzisiejszy Radar Premier w Spotify. Co więcej, Last.fm posiadało fajnie działający mechanizm muzycznych ‚sąsiadów’, podsuwający miłośników podobnych dźwięków. Wiele z tych znajomości przeniosłem w inne miejsca, ale doskonale pamiętam jak Last.fm funkcjonował pełną parą i przez długi czas był moją stroną startową w przeglądarce. A dziś? Niby są jakieś raporty, niby dalej zlicza utwory i tworzy zestawienia, ale większość użytkowników już dawno w Last.fm uciekła i nawet najbardziej aktywne profile sprzed lat są już nieaktywne. A szkoda, bo ta nisza była totalnym przeciwieństwem śmietnika, który mam dziś na Facebooku.

Grono.net używałem namiętnie równolegle z naszą-klasą. Tyle tylko, że ten drugi serwis zawsze traktowałem jak odpust i zaglądałem na niego tylko co jakiś czas dodać jakichś znajomych ze szkolnych lat. Ale najbardziej pamiętam wklejanie głupich kodów na śledzika, na etapie wprowadzania eurogąbek zwiałem gdzie pieprz rośnie. Zupełnie inaczej podchodziłem natomiast do Grona, gdzie nawet sam założyłem grona tematyczne (ciężka muzyka) i wykupiłem opcję Gronowładnego. Specyficzne połączenie serwisu społecznościowego z klasycznym kolekcjonowaniem znajomych, dodawaniem zdjęć z forami internetowymi czy raczej grupami dyskusyjnymi. Nawiązane tam znajomości pielęgnuję do dziś, szczególnie że to właśnie dzięki temu serwisowi poznałem okoliczną ekipę, z którą regularnie chodziłem na koncerty. Grono zniknęło w dość dziwny sposób, wszystkie zasoby przepadły, choć widać było, że ludzie powoli przechodzą na Facebooka, opuszczając swoje ulubione sieciowe miejsce.

Jednym z serwisów, których często używałem był też MySpace. „Możesz zobaczyć na moim majspejsie” brzmiało idiotycznie, ale serwis był naprawdę fajnym miejscem – szczególnie dla osób posiadających znajomych z innych krajów. No bo niby jak można z nimi było rozmawiać na polskiej naszej-klasie czy gronie? Tu właśnie przychodził z pomocą MySpace – choć sam zapamiętam go przede wszystkim jako serwis, którego używałem do poznawanie nowych zespołów muzycznych i hostowania utworów swoich kapel. Z MySpace zwiałem przy którymś odświeżeniu, po tym jak pieczołowicie przygotowywany graficznie profil mojego zespołu rozleciał się na stronie jak puzzle. Co zabawne, mój stary własny profil wciąż istnieje, ale zniknęło 90% jego zawartości, i jedyne co widzę to 3 zdjęcia rozrzucone od niechcenia po stronie. A na profilu kapeli nie ma nawet jej logo w awatarze. Świetna robota, MySpace – brawo.

Właśnie zobaczyłem, że istnieją jeszcze dwa stare sieciowe miejsca – sympatia.pl i fotka.pl Pierwsza była serwisem randkowym, druga krainą próżności. Pewnie takich miejsc jak sympatia było w polskiej sieci sporo, dziś tę rolę przejęła aplikacja Tinder – ale sam znam dwa małżeństwa, które poznały się właśnie na sympatii. Fotka natomiast była (i wciąż jest) serwisem społecznościowym, do którego użytkownicy wrzucają zdjęcia, by inni użytkownicy je oceniali. Z ocen wyciągana jest później średnia i algorytm tworzy rankingi najpiękniejszych użytkowników polskiej sieci. Serio, to miejsce wciąż istnieje i jak widzę cieszy się popularnością. „Dołącz do nas już dziś i skorzystaj z milionów szans aby kogoś poznać” – nie pamiętam, czy w dawnych czasach fotka.pl traktowana była jako serwis randkowy, ale dziś najwyraźniej tym właśnie jest.

Czy dzisiejsze serwisy społecznościowe i usługi bazujące na aplikacjach są lepsze? Są na pewno inne, stawiają na inne mechanizmy, czego dobrym przykładem jest TikTok. Serwis, którego podobnie jak kiedyś Snapchata, kompletnie nie rozumie starsze pokolenie, a szaleje za nim młodsze. Mam jednak wrażenie, że kiedyś społeczności nie były tak nachalnie monetyzowane przez właścicieli serwisów – ale też wydawały się bardziej odległe z uwagi na brak aplikacji mobilnych. Dziś cała sieć opiera się właśnie na appkach, a że smartfona każdy ma zawsze kieszeni, to jest też dużo bardziej przywiązany do serwisu. No i jest jeszcze Facebook, który na dobrą sprawę ma prawie wszystko to, co wyżej wymienione usługi, a jednak na ich tle wydaje się strasznym śmietnikiem, na którym jest i wszystko, i nic.

grafika