Moje przemyślenia

Satoru Iwata: prezes, twórca gier, ale przede wszystkim gracz

Kamil Świtalski
1

Trudno pisze się o śmierci. Tym bardziej o śmierci ludzi, którzy umierają młodo, na swoim koncie mają wiele zasług i doskonale wiemy, że mogliby mieć ich jeszcze więcej. Satoru Iwata to postać legendarna, którą znają prawdopodobnie wszyscy śledzący rynek gier wideo. W końcu to nie pamięta jego kosmi...

Trudno pisze się o śmierci. Tym bardziej o śmierci ludzi, którzy umierają młodo, na swoim koncie mają wiele zasług i doskonale wiemy, że mogliby mieć ich jeszcze więcej. Satoru Iwata to postać legendarna, którą znają prawdopodobnie wszyscy śledzący rynek gier wideo. W końcu to nie pamięta jego kosmicznych przebieranek w kolejnych odcinkach konferencji Nintendo Direct? Ale jako wieloletni prezes Nintendo udowodnił wielokrotnie, że liczą się gry. A z samą firmą był w jej dobrych i złych chwilach. I był z nią do końca.

Urodził się w 1959 roku w Japonii, gdzie w latach 1978-1982 studiował informatykę. Zresztą sam od zawsze powtarzał w udzielanych wywiadach, że programowanie było czymś, co interesowało go już długo wcześniej, stąd naturalny wybór ścieżki, którą podążał. W rok po zakończeniu studiów dołączył do skromnej jeszcze wówczas ekipy HAL Laboratory, gdzie pracował nad grami takimi jak Rollerball czy Kirby's Adventure. W 1984 roku zasłużył się zaś jako programista dla jednego z wewnętrznych studiów Nintendo programując kultowe Baloon Fight w wersji na automaty — dwa lata później gra debiutuje także na kultowej 8-bitowej konsoli Nintendo Entertainment System (u nas zdecydowanie lepiej kojarzona jako Pegasus, zresztą sama gra wchodziła w skład nie mniej kultowej składanki 168 in 1).

I choć bycie programistą i producentem gier wideo Satoru Iwata kochał najbardziej, w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych Hal Laboratory znalazło się w dość marnej kondycji. Wówczas to, w dziesięć lat po dołączeniu do firmy, chwycił za jej stery i pomógł wrócić na właściwy tor — to także czas, w którym pomógł ekipie z Ape przy tworzeniu jednego z najbardziej niesamowitych jRPG, który często jest pomijany we wszelkich zestawieniach — Earthbound. Wtedy też zaprzyjaźnił się z Shigesato Itoiem, jednym z twórców gry, który -- śladem wielu innych branżowych postaci, zabrał wczoraj głos i powiedział kilka słów o legendarnym prezesie.

To także w HAL Laboratory Iwata przy współpracy z Masahito Sakuraiem tworzy Super Smash Bros. na Nintendo 64 — bijatykę z bohaterami Nintendo w roli głównej, która po dziś dzień święci triumfy i jest jedną z najgorętszych marek japońskiego koncernu. Chwilę później projektuje pierwszą stacjonarną odsłonę Pokemonów z dopiskiem Stadium, której zostaje współproducentem. To wszystko na przestrzeni lat 1998-1999. Rok później dołącza on do koncernu, z którym ma być związany już do samego końca: Nintendo.

To czas, kiedy firma powoli żegna się z Nintendo 64 i finalizuje prace nad GameCubem — jak się później okazuje, kolejną niespecjalnie udaną stacjonarną konsolą spod ich rąk. W 2002 roku Satoru Iwata zostaje prezesem Wielkiego N i, podobnie jak to miało miejsce w przypadku poprzedniej firmy, obiera zupełnie nowy kierunek by pomóc firmie po dwóch, delikatnie mówiąc, sprzętach które okazały się być umiarkowanym sukcesem.

To za czasów jego rządów świat poznaje kultowe konsolki Nintendo DS oraz Wii. Pierwsza z nich, jeżeli wierzyć Wikipedii, rozeszła się w ponad 150 milionach sztuk. Druga — ponad stu, co na tle N64 (ok. 30 milionów) i GC (ok. 22 milionów) jest fantastycznym wynikiem. Niestety wszystko wskazuje na to, że był on z Nintendo na dobre i na złe — bo choć dołączył tam podczas ciężkiego czasu stacjonarnych konsol, to mimo iż za jego rządów słupki sprzedaży kolejnych urządzeń podskoczyły w górę, na rynku pojawiły się jeszcze 3DS oraz Wii U. O ile ten drugi do 2015 roku znalazł 50 milionów nabywców, o tyle wszystko wskazuje na to że Wii U charakteryzujące się na tle konkurencji kontrolerem z ekranem ma szansę nie dorównać nawet GameCube'owi. Do kwietnia tego roku sprzęt znalazł się raptem w 10 milionach domostw. Nintendo to niezwykle konserwatywna firma, jednak i ona musiała ruszyć naprzód — stąd też jedną z ostatnich decyzji jej prezesa było połączenie sił z DeNA i pojawieniu się na rynku smartfonów oraz tabletów. O tym jak takowy mariaż sprawdzi się w praktyce przekonamy się już za kilka miesięcy.

O chorobie Satoru Iwaty wiedzieliśmy już od jakiegoś czasu, jednak kiedy firma ogłosiła że zabraknie go na targach E3 w 2014 roku stało się jasne, że sytuacja nie jest różowa. Na Nintendo Direct które mogliśmy obejrzeć podczas tegorocznych targów nie pojawił się nawet w materiałach wideo, a jego rolę podchwyciła maskotka. To również dało nam do myślenia, jednak wczorajsza wiadomość o śmierci wciąż była uderzająca. To bardzo smutny dzień dla wszystkich graczy. Bo w końcu sam prezes do końca pozostał graczem.

O Nintendo mówi się różnie. Można usłyszeć głosy, że jest to ostatni bastion gier jakie znamy sprzed lat, wielokrotnie mówi się też jest to firma źle zarządzana, która najzwyczajniej w świecie nie nadąża za trendami i nie potrafi odnaleźć się w dzisiejszej rzeczywistości. Sam, mimo ogromnej sympatii do koncernu, uważam że każda ze stron ma trochę racji. Jednak ostatnich 13 lat, czyli czas w którym to Iwata siedział za jego sterami, był dość owocny -- bo choć stacjonarne konsolki radzą sobie marnie pod względem dostarczanego na nich softu (co jest całkiem logiczne, każdy z twórców oczekuje, że poniesione koszty się zwrócą), o tyle przenośne wciąż nie dały się — wbrew niektórym głosom — wygryźć smartfonom i tabletom. To nadal zupełnie inny rodzaj zabawy, o tym że jest w co grać na 3DSie już przecież pisałem (zobacz: część pierwsza, część druga).

Od wczoraj internet zalewa fala wspomnień związanych z Satoru Iwatą. Ci, którzy obserwowali go jedynie z daleka, mogą westchnąć i przypomnieć sobie jego wspaniałe wystąpienia — jak choćby zapowiedź Luigi's Mansion: Dark Moon, w której wystąpił w replice czapki brata Mario. Ale to jeszcze nie wszystko, myślę że kto miał okazję obejrzeć prezentację na GDC z 2005 roku przyzna, że to jedno z najciekawszych wystąpień CEO jakie kiedykolwiek widziałem. I choć daleko mu do charyzmy i scenicznego uroku którym czarował nas Steve Jobs, to już samo jego przedstawienie, w którym wyjmuje swoją wizytówkę i mówi:

Na wizytówce jestem prezesem korporacji. W głowie — twórcą gier, ale w moim sercu jestem graczem.

urzeka i zapada w pamięć. I właśnie tak na zawsze go zapamiętam. Jako gracza który dbał o to, by nie brakowało nam dobrych gier. A wy jak zapamiętaliście Satoru Iwatę?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: