1

Ponad milion sprzedanych egzemplarzy. Poznajcie historię Pegasusa – najpopularniejszej konsoli w Polsce

Mówi się, że pośród polskich graczy dominują PC-ty. Ale nie zawsze tak było. W latach 90. ubiegłego wieku pojawił się na naszym rynku sprzęt, który nie dość, że pokazał wszystkim czym jest elektroniczna rozrywka, to w dodatku stworzył podwaliny rynku konsolowego, który znamy dziś. Ręka do góry, kto nigdy nie miał styczności z Pegasusem. Nikt? […]

Mówi się, że pośród polskich graczy dominują PC-ty. Ale nie zawsze tak było. W latach 90. ubiegłego wieku pojawił się na naszym rynku sprzęt, który nie dość, że pokazał wszystkim czym jest elektroniczna rozrywka, to w dodatku stworzył podwaliny rynku konsolowego, który znamy dziś. Ręka do góry, kto nigdy nie miał styczności z Pegasusem. Nikt? Tak właśnie myślałem. W takim razie przypomnijmy sobie historię najpopularniejszej polskiej konsoli do gier.

Bohaterami naszej opowieści są Dariusz Wojdyga i Marek Jutkiewicz, dziś najbardziej kojarzeni z napojami marki Hoop – od lat okupują listę 100 najbogatszych Polaków, a ich majątki szacuje na setki milionów złotych. To właśnie oni byli odpowiedzialni za rozwój elektronicznej rozrywki w Polsce i to oni wprowadzili na rynek kultowego Pegasusa.

Zaczęło się od posrebrzanych łańcuszków i jeansów

Marek Jutkiewicz nie zaczął wcale swojej kariery biznesowej od gier wideo. Najpierw sprzedawał w NRD posrebrzane łańcuszki, a później podróbki znanych marek – również za granicą naszego kraju. Za zarobione na zbiórce jagód w Szwecji 700 dolarów kupił w 1989 roku od Wojdygi sto par dżinsów, które następnie sprzedał zarabiając 1400 dolarów – a wszystko to na bazarze w Żyrardowie koło Warszawy.

Pegasus

Jutkiewicz widząc, że rynek odzieżowy zaczyna przynosić coraz mniejszy zarobek postanowił polecieć do Azji i znaleźć towar, który mógłby z powodzeniem – i co najważniejsze z zyskiem – sprzedawać w naszym kraju. Bez większego planu. W Tajlandii zobaczył gry telewizyjne. Miał przeczucie, że tego typu towar może się w naszym kraju sprzedać jak ciepłe bułeczki. W oko wpadła mu podróbka NES-a (a w zasadzie Famicona), popularnej już wtedy konsoli Nintendo, za którą szalały tłumy. Na przeszkodzie stanęły mu niestety pieniądze. Ale od czego są przyjaciele, którzy chętnie wchodzą w interes, który może przynieść zarobek? Finansowo wspomógł go właśnie Dariusz Wojdyga, od którego wcześniej Jutkiewicz kupił jeansy. Panowie powołali do życia spółkę BobMark International, rękami której sprowadzili znalezione przez Jutkiewicza podróbki NES-a, nadając im nową nazwę – Pegasus.

„Rodzinna gra komputerowa”

Podróbki i biznes? Pamiętajcie, że na początku lat 90. ubiegłego wieku w Polsce coś takiego jak ochrona własności intelektualnej praktycznie nie istniała. Co więcej – jeśli ktoś chciał rozwijać biznes, to przez rok był zwolniony z podatku obrotowego i dochodowego. Były warunki, był pomysł, trzeba było działać. Sprzęt pojawił się zarówno na bazarach jak i półkach dużych sklepów ze sprzętem elektronicznym. Jakby tego było mało, panowie zainwestowali w dużą ja na tamte czasy kampanię reklamową. Wkładki w komiksach i pojawiająca się przed Dobranocką telewizyjna reklama konsoli. Oglądając ją nawet teraz mam w oku małą łezkę nostalgii. „Pegasus – family gaaaame”.

Sukces Pegasusa przerósł zarówno Wojdygę jak i Jutkiewicza. Konsola sprzedawała się jak świeże bułeczki. Nie kosztowała jak na tamte czasy majątku, ale nie należała też do urządzeń, na które mógł pozwolić sobie każdy. Była jednak moda na granie, byli chętni, wszyscy chcieli choć musnąć elektronicznej rozrywki. Nikogo nie interesowało to, że Pegasus jest podróbką. Mało kto wiedział na bazie jakiego sprzętu powstał, oryginalnych konsol NES było w Polsce jak na lekarstwo, poza tym świat zachwycał się już wtedy 16-bitowym SNES-em. Wiedzieliście, że gry, w które przyszło nam grać były podróbkami hitów Nintendo, Konami czy Rare? Nikt nie czuł pędu do takiej wiedzy – chciał po prostu grać.

PegasusA jak Pegasus prezentuje się obok konsoli obecnej generacji? 

A było w czym się zanurzać. Kultowy kartridż 168 in 1 nie miał tak naprawdę 168 gier. Było to kilkanaście produkcji, które pojawiały się tam w różnych wariantach. Najczęściej bohaterowie mieli inne kolory strojów lub gra różniła się ilością dostępnych na starcie żyć. Ale były tam takie hity, jak Contra, Tank, Arkanoid czy Mario. To w zupełności wszystkim nam wystarczało. A pamiętacie inną kultową składankę, w której można było znaleźć Big Nose Freaks Out, Micro Machines, Fantastic Adventure of Dizzy, Ultimate Stuntman i Big Nose the Caveman. „Złotą piątkę” pamięta chyba każdy posiadacz Pegasusa.

Zalew podróbek podróbki

W okolicach 1995 roku skończyły się dla Dariusza Wojdygi i Marka Jutkiewicz ogromne zarobki na Pegasusie. Rynek zalały tańsze podróbki konsoli (można powiedzieć – podróbki podróbek), a na straganach pojawiły się cudaczne kompilacje gier w stylu „9999999 in 1”. Co mogli zrobić bohaterowie naszej opowieści? Nic, pójście do sądu nie wchodziło w grę, w końcu sami handlowali podróbkami. 16-bitowy Pegasus się nie przyjął, a na legalnej już dystrybucji konsoli Sega Saturn nie udało się zarobić. Panowie postanowili porzucić gry wideo i założyli firmę HOOP, co okazało się strzałem w dziesiątkę.

Pegasus

Sam miałem oryginalnego Pegasusa, ale w odświeżonej już wersji i uważam go za jedną z najlepszych urządzeń do grania, z jakimi miałem styczność. Dostęp do gier były ogromny, sklepy, bazary, wypożyczalnie gdzie za drobną opłatą można było wymienić posiadaną już grę lub po prostu wypożyczyć ją na kilka dni. Pewnie, że zdarzały się totalne growe padaki (dziesiątki części Mortal Kombat, które przecież na NES-ie nigdy się nie ukazały), ale można było trafić na perełki. Oczywiście nieoryginalne, choć bliźniaczo podobne do swoich „prawdziwych” braci i sióstr.

Pegasus

Pegasus obrósł w Polsce kultem i kompletnie się temu nie dziwię. Szacuje się, że BobMark sprzedał ponad milion konsol, a przecież do tego dochodzą do tego bazarowe podróbki, których były dziesiątki jeśli nie setki (pamiętacie PolyStation?). Do dnia dzisiejszego żadnej konsoli nie udało się powtórzyć w Polsce takiego sukcesu i śmiem wątpić, by jeszcze kiedykolwiek miał się w naszym kraju powtórzyć taki fenomen.

Zdjęcia w tekście są naszego autorstwa, poza jednym.

Historię początków swojego biznesu Marek Jutkiewicz opowiada tu.