56

San Francisco wymusza instalację paneli słonecznych. Będzie ekologicznie…

Paliwa kopalne jeszcze przez dekady będą poważnym źródłem energii i tylko wielcy optymiści, fani zielonej energii, wierzą w to, że nastąpi rewolucja, która szybko zmieni sytuację. Chociaż radykalnych przemian nie należy się spodziewać, to ewolucja odbywa się na naszych oczach - kiedyś pisałem o duńskich wiatrakach, które zapewniają skandynawskiemu państwu coraz więcej energii, wspominałem o wielkiej farmie solarnej w Afryce, teraz słów kilka o decyzji władz dużego kalifornijskiego miasta.

San Francisco, bo to o nim mowa, już wcześniej zapewniało, że chce być „zielonym miastem”, że będzie inwestować w rozwiązania, które mają to zapewnić. Teraz głośno zrobiło się o zmianie prawa w kalifornijskim mieście. Według nowych przepisów, na budynkach będą instalowane panele słoneczne lub solary (instalacje do podgrzewania wody).

15% dachu dla zielonej energii

W Kalifornii funkcjonuje już prawo, wedle którego, 15% dachu nowych budynków 10-kondygnacyjnych lub niższych, musi być gotowe na zagospodarowanie pod zieloną energię, czyli np. panele słoneczne. San Francisco idzie krok dalej i nakazuje, by od pierwszego stycznia przyszłego roku, te 15% było rzeczywiście zagospodarowane, a nie jedynie „gotowe”. Dotyczy to wszystkich nowych budynków poniżej 10 pięter: zarówno tych budowanych w celach mieszkalnych, jak i zabudowań komercyjnych.

Ciekawy ruch, chociaż nie zabraknie pewnie głosów przekonujących, że to przesada: ludzi zmusza się do dodatkowych inwestycji i niejako narzuca im konkretne rozwiązania. Przeciwnicy OZE stwierdzą pewnie, że promowanie paneli słonecznych jest dla środowiska gorsze niż konwencjonalne źródła energii, że „ekologiczne lobby” działa. W jakimś stopniu mogą mieć rację – na tych zmianach skorzystają firmy z działki OZE, zarobić mogą producenci paneli, instalatorzy albo np. Tesla, która oferuje akumulatory dla budynków.

Jednocześnie tracić mogą kopalnie, o ich problemach pisałem kilka dni temu i wydaje się mało prawdopodobne, by ten biznes mocno się rozwijał, jeśli śladem San Francisco pójdą inne duże miasta. Warto przy tym podkreślić, że SF nie jest pionierem na polu zmian, ale w grupie dużych amerykańskich miast ich decyzja rzuca się w oczy. Inni nie zamierzają jednak walczyć w nowymi rozwiązaniami – Las Vegas też chce być zielone i podejmuje konkretne kroki, by to się ziściło.

San Francisco nie musi być kopiowane

W komentarzach do decyzji władz SF pojawia się ważny wątek, pytanie o skalę oddziaływania nowych przepisów. Dotyczą one budynków do 10 piętra, a w mieście przybywa przecież wyższych konstrukcji. Zastanawia zatem jaki procent nowych budynków będzie podlegał wspomnianym przepisom i czy ludzie zdecydują się na instalowanie paneli/solarów na większej powierzchni niż wspomniane 15% czy też wypełnią wymagane minimum i na tym poprzestaną? Znowu odezwą się krytycy i stwierdzą, że gdyby rozwiązanie było takie dobre, to nie musiałoby powstawać prawo „zachęcające” do montażu…

Omawiając przykład San Francisco należy podkreślić, że rozwiązanie dobre dla jednego miasta, nie musi być dobre dla innych. Spotkałem się już z opiniami, iż polskie miasta powinny pójść drogą SF, ale trzeba mieć na uwadze, że to miasto położone w słonecznej Kalifornii i korzyści z tych instalacji będą tam znacznie większe niż w Polsce położonej w innym klimacie. Możliwe, że w naszym przypadku te poczynania byłyby całkowicie pozbawione sensu: nie tylko z ekonomicznego, ale też ekologicznego punktu widzenia. No chyba, że uda się wdrożyć na masową skalę opracowywaną przez Saule Technologies technologię opartą o perowskity – to mogłoby zmienić sytuację.