Felietony

Składany smartfon mały czy duży? Dla mnie wybór jest oczywisty

Mirosław Mazanec
0

Nad mobilnym rynkiem zbierają się czarne chmury. Małym promyczkiem nadziei dla producentów są składaki. Ale nie wszystkie.

Ten tydzień dla miłośników składanych telefonów był wyjątkowo ekscytujący. Swoje urządzenia pokazał u nas Samsung, w Chinach zadebiutowała nowa Motorola Razr i Xiaomi MIX Fold 2. Choć czasy dla producentów są ciężkie, a sprzedaż leci na łeb na szyję, to jednak firmy starają się znaleźć kolejne nisze w które chcą wciągnąć klientów. Największy potencjał wydają się mieć właśnie składaki.

Cena ma znaczenie

Problem tylko w tym, że po ekscytacji sprzed dwóch, trzech lat nie ma już raczej śladu. Powodów jest kilka. Po pierwsze większe urządzenia są średnio wygodne. Po drugie, ich produkcja jest bardzo droga. A że firma musi zarobić, co oczywiste, robi się ekstremalnie drogo. Tymczasem sytuacja nie sprzyja takim zakupom, każdy patrzy na czym może zaoszczędzić, a nie gdzie wydać. I nawet jeśli ktoś finansowych problemów nie ma, czego każdemu życzę, to jednak z tyłu głowy powoli zaczyna się zapalać ostrzegawcze światełko.

Nie ma wątpliwości że odczują to producenci, zresztą już odczuwają, bo sprzedaż spada wszystkim.

Jaka w tej nieciekawej sytuacji czeka przyszłość składane urządzenia?

Moim zdaniem po pierwsze te większe a więc i droższe pokroju samsungowego Folda, staną się towarem jeszcze bardziej luksusowym i ekskluzywnym. Takim, który w swoim portfolio każdy będzie chciał mieć, ale który nie będzie żadnym biznesowym motorem napędowym. To będzie pokaz siły, dowód na to że firma jest w pierwszej lidze i nie odstaje od konkurencji. Wizerunkowo – obowiązek. Ale z ekonomicznego punktu widzenia – raczej margines.

Mały, a wariat

Co innego jeśli chodzi o mniejsze składaki. Tu, mam nadzieję, sprawa będzie wyglądać zupełnie inaczej. Głównie ze względu na cenę, ale nie tylko.

Samsung swoim Flipem 3 pokazał, że tego typu smartfony nie muszą kosztować fortuny. Są drogie ale nie są to kwoty nieosiągalne dla zwykłego śmiertelnika. 4-ki są droższe ale miejmy nadzieję szybko stanieją, zresztą rosnące koszty wszystkiego (od podzespołów po transport) nie pozwoliły by ceny były na niższym bądź takim samym poziomie.

Ważniejsze jednak jest to, że dla Flipa w końcu powinna pojawić się jakaś/realna konkurencja. Po pierwsze to motorola ze swoim moto razr 2022, choć oczywiście jest on dostępny tylko w Chinach. Ale może za jakiś czas firma zdecyduje się wypuścić go z matecznika i sprzedawać globalnie.

Wróble ćwierkają też o innym wielkim graczu, jednym z członków stajni BBK, który w swoich planach i to nie tak odległych ma wypuszczenie mniejszego składanego urządzenia. I jest zdeterminowany by wyjść z nim poza granice ojczyzny. A jak wiadomo, nic tak nie sprzyja obniżkom cen jak konkurencja.

Spadek niepotrzebnej mocy tylko pomoże

Mam też nadzieję, że producenci w końcu zorientują się, że do takich smartfonów nie jest potrzebny flagowy procesor. Rozumiem, że tylko z nim można żądać takich cen. Ale jeśli w końcu ktoś się odważy i da wydajny procesor ze średniej półki – powinien rozbić bank. Byłbym pierwszym, który ustawi się w kolejce po mały składany telefon np. ze Snapdragonem 778G. Zero grzania, bateria na cały dzień normalnego działania, niższa cena. Same zalety.

Dlatego jeśli coś składanego ma się naprawdę sprzedawać, to będą to moim zdaniem te mniejsze smartfony. Poręczne, wygodne, mieszczące się w każdej kieszeni, a funkcjonalnością nie różniące się od tych tradycyjnych. I właśnie im kibicuję w tym momencie najbardziej. A swoją kartę SIM przekładam do Galaxy Z Flip 4. Trzeba sprawdzić, jak spisuje się najnowszy maluch Samsunga.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

felieton