4

Hydrocar Premier: Polacy tworzą samochód wodorowy. Odważnie, ale z brawami radzę się wstrzymać

Ursus i samochody elektryczne? Czemu nie - o takim scenariuszu kilka dni temu pisał Jakub. Jedni stwierdzą, że to szaleństwo i dziwny wymysł, drudzy przyklasną, jeszcze inni powiedzą, że łatwo nie będzie, ale temat jest w zasięgu firmy, która z każdym rokiem rośnie w siłę. Na tym nie wyczerpują się plany dotyczące odtwarzania rodzimej motoryzacji - ostatnie dni przyniosły też wieści o Hydrocar Premier. Jak sama nazwa wskazuje, ma to być samochód wodorowy. Na razie projekt jest w powijakach, lecz widać spory potencjał. Tylko czy można już mówić o sukcesie?

Samochód wodorowy nowym tematem nie jest, ale dopiero w ostatnich latach zaczął on nabierać realnych kształtów, a dzieje się to głównie za sprawą modelu Mirai od Toyoty. Japoński producent bardzo poważnie podchodzi do tego pomysłu i przekonuje, że to lepsze rozwiązanie niż „tradycyjny” elektryk, że ogniwa wodorowe mają znacznie większy potencjał i w końcu staną się czymś powszechnym. Czeka nas ciekawe starcie dwóch koncepcji, oczywisćie nie jest powiedziane, że one się wzajemnie wykluczają – mogą współistnieć na rynku. A to sprawia, że Polacy stają przed otwartymi drzwiami.

Hydrocar Premier, czyli Polak potrafi

Od kilku dni o tej maszynie pisze i mówi się całkiem sporo. Zaprezentowano ją podczas targów Moto Show w Krakowie i natychmiast pojawiły się komentarze w stylu „nowy rozdział w historii polskiej motoryzacji”. Nad czym tak rozpływają się niektórzy komentatorzy?

To pojazd tworzony przez Riot Technologies – firmę wywodzącą się z Akademii Górniczo-Hutniczej oraz Wojskową Akademię Techniczną.

W połowie 2015 r. zespół z Wojskowej Akademii Technicznej prowadzący od wielu lat badania podstawowe nad materiałami do przechowywania wodoru zaprosił do realizowanego przez siebie projektu grupę absolwentów tworzących rdzeń zespołu AGH Racing Team oraz firmę RIOT Technologies. Celem było stworzenie demonstratora – jeżdżącego laboratorium, w którym w warunkach „drogowych” można by było testować proponowane i wypracowane w WAT rozwiązania do magazynowania wodoru w fazie stałej. Sześciomiesięczny termin wykonania powodował, że tylko najbardziej doświadczeni specjaliści w branży mogli podjąć to wyzwanie. Od początku nie było mowy o kolejnym pojeździe na „odnawialne energie” straszącym wyglądem przechodniów. W ramach projektu powstał spektakularny pojazd o nowatorskiej konstrukcji układu zasilania i niepowtarzalnym designie – HYDROCAR PREMIER.[źródło]

Dowiadujemy się, że karoserię wykonano z włókien węglowych, że zaprojektowano go jako samochód drogowy, a zatem nie brakuje elementów umożliwiających i ułatwiających codzienne użytkowanie – to nie ma być jedynie eksperyment w zakresie zasilania, dowód, że Polacy potrafią wymyślić samochód wodorowy. A skoro już o energii i napędzie mowa.

Energia do poruszania się samochodu zmagazynowana jest w dwóch rodzajach akumulatorów oraz w specjalnie zaprojektowanym magazynie wodoru. W przedniej części samochodu umieszczone są lekkie pakiety akumulatorów LiFePO4 o łącznym napięciu 96 V, natomiast w tylnej części auta zastosowano akumulatory trakcyjne charakteryzujące się wysoką wydajnością podczas długich rozładowań. Pakiety baterii odpowiedzialne są za zasilanie silników oraz podsystemów elektrycznych samochodu, takich jak: elektronika sterująca, światła czy systemy wspomagania jazdy. Energia elektryczna zmagazynowana w akumulatorach odpowiedzialna jest za dynamiczną jazdę samochodu oraz za poruszanie się auta na krótkich dystansach.

Jako drugi magazyn energii, pozwalający na zwiększenie dystansu jazdy, zastosowany został system przetwarzania wodoru na energię elektryczną. Sercem tego systemu jest zbiornik na wodór oparty na wodorkach metali, który jest w stanie zmagazynować więcej gazu w jednostce objętości niż najlepsze obecnie wysokociśnieniowe zbiorniki wodoru wykonane z materiałów kompozytowych, pracujące pod gigantycznymi ciśnieniami sięgającymi nawet 700 bar. Dzięki zastosowaniu opatentowanego w Wojskowej Akademii Technicznej rozwiązania, zbiornik ten pracuje pod niskim ciśnieniem rzędu kilku bar i charakteryzuje się bardzo dużą zdolnością do wymiany ciepła. Taka konstrukcja, w porównaniu z innymi zbiornikami tego typu, pozwala na bardzo szybkie tankowanie, a z drugiej strony niska temperatura wytwarzana podczas jego pracy może być wykorzystana do chłodzenia systemów jezdnych auta np. silników i elektroniki. Prostota i uniwersalność tego rozwiązania pozwala także na zastosowanie różnych badanych materiałów do przechowywania wodoru w stanie stałym przy jednoczesnym zachowaniu wysokich parametrów użytkowych. Zmagazynowany wodór zamieniany jest następnie z wysoką efektywnością na prąd elektryczny w ogniwie paliwowym PEM, dając możliwość doładowywania baterii samochodu podczas jazdy. Cała instalacja umieszczona została z tyłu samochodu.

Do tego komputer pokładowy, który pomaga zarządzać pojazdem, monitorować to, co się w nim i z nim dzieje. Wspomina się także o zdalnym sterowaniu, które umożliwiać ma aplikacja w komórce, a nawet o opcji zastosowania w pojeździe rozwiązań z zakresu autonomicznej jazdy. Samochód wodorowy przyszłości.

Samochód wodorowy to nie jest komórka

Cieszę się, że Polacy podjęli ten temat. Dobrze, że pracują nad tym specjaliści, że jest współpraca, że są efekty. Ale z okrzykami radości i opowieściami o odrodzeniu polskiej motoryzacji radziłbym się wstrzymać. Pisałem już o tworzeniu nowej Syreny, pisałem o elektryku ELV001 i powtórzę to, co piszę przy okazji takich doniesień: to jest bardzo trudny rynek, a stworzenie prototypu, nawet jeżdżącego, nie oznacza, że uda się wejść na wyższy etap. A już tym bardziej, że zacznie się produkować i sprzedawać pojazdy. Zwłaszcza na dużą skalę.

Od jakiegoś czasu obserwuję firmę Faraday Future, która chce być konkurencją dla Tesli. W przypadku tego gracza jasno mówi się o tym, że wejście do biznesu będzie kosztowało miliardy dolarów. Rzeczona Tesla pakuje wielkie pieniądze w rozwój i funkcjonowanie, mocno podkręca sprzedaż, a ciągle jest pod kreską. Elon Musk, szef Tesli powiedział kilka kwartałów temu, że tworzenie samochodu to trochę inna bajka niż np. tworzenie telefonu – zupełnie inny poziom trudności i finansowego zaangażowania. Trzeba o tym pamiętać, nim roztoczy się wizję „ożywiania polskiej motoryzacji”. Tu trzeba startować od zera i nie uda się to żadnej firmie, która zechce działać w pojedynkę. Nie pomoże zebranie 20 mln złotych od inwestorów prywatnych, kolejnych 20 od władz i 30 z UE – to dobre na opracowanie koncepcji prototypu, a nie tworzenie samochodu, który miałby trafić do masowego klienta.

Czy to oznacza, że patrzymy na kolejną ściemę? Niekoniecznie – mam nadzieję, że samochód wodorowy będzie rozwijany nad Wisłą, że będą się pojawiać pieniądze na realizację kolejnych etapów i zespół znajdzie partnerów z dużą kasą i możliwościami. Bo chociaż samodzielnie samochodu nie stworzy, nie będzie w stanie go produkować, to może opracować technologie, które wykorzystają inni. I zarobić na tym. To szansa na rozruszanie nowej, ciekawej i perspektywicznej części biznesu, stworzenie nowych miejsc pracy. Nie ma się przy tym co obruszać, że to już nie będzie „polski samochód” – na razie gra w takiej lidze po prostu przerasta nasze możliwości. Warto jednak pomóc innym i napełnić dzięki temu swój portfel.