98

Patrzę na nową Syrenkę i… nie kupuję tego pomysłu

Nowa Syrenka – temat przewija się w mediach od lat, czasem bardziej przypominało to wywoływanie duchów i rzucanie czarów niż rozmowę o realnym projekcie, ale najwyraźniej zmierzamy we właściwym kierunku – pomysł nabrał kształtów, zdobył homologacje i mówi się już wprost o wprowadzaniu go na rynek. Super! Super? Moim zdaniem, nie do końca. Po prostu […]

Nowa Syrenka – temat przewija się w mediach od lat, czasem bardziej przypominało to wywoływanie duchów i rzucanie czarów niż rozmowę o realnym projekcie, ale najwyraźniej zmierzamy we właściwym kierunku – pomysł nabrał kształtów, zdobył homologacje i mówi się już wprost o wprowadzaniu go na rynek. Super! Super? Moim zdaniem, nie do końca. Po prostu nie trafia do mnie efekt kilku lat pracy i daleki jestem od stwierdzenia, że ten biznes może się udać…

Od poniedziałku chodzi za mną temat nowej Syrenki. W Kutnie zaprezentowano samochód S201 i niektórzy mówią już o odrodzeniu polskiej motoryzacji. Jeśli ktoś serio wygłasza takie kwestie, to nie pozostaje nic innego, jak pokręcić głową z niedowierzaniem. Całe szczęście sam producent podchodzi do tematu ostrożnie i mówi o raczej niszowym towarze, rocznie taśmę produkcyjną powinno opuszczać kilkaset maszyn – w porównaniu z działalnością koncernów, a nawet mniejszych firm motoryzacyjnych, jest to śmieszna liczba. Zastanawiam się przy tym, czy uda się znaleźć tych kilkuset klientów…

Miejski samochód na bazie legendy

Odrodzenie Syrenki, stworzenie jej nowej wersji to pomysł, który przewija się w Polsce od lat. Wielu lat. Powstawały wspaniałe grafiki, do tematu podchodziły osoby związane z designem, motoryzacją, biznesem, niejednokrotnie podejmowały go media, co kilka kwartałów robiło się gorąco. Wczoraj też, bo firma AMZ oficjalnie chwaliła się pojazdem. Mówi się wprost, że to samochód miejski dla młodych ludzi, dla pasjonatów motoryzacji, zwłaszcza polskiej motoryzacji, jej legendy.

Ma nawigację, klimatyzację, elektryczne szyby i nowoczesny, oszczędny silnik, który pali około 7 litrów benzyny na 100 km![źródło]

Tak zaczyna się jeden z opisów produktu. I tu pojawia się pierwszy problem: autko miejskie z silnikiem o mocy później 90 KM spalające 7 litrów. Czy to jest wynik godny wykrzyknika? Wielu kierowców stwierdzi wręcz, że to paliwożerna maszyna – nawet, gdy weźmiemy pod uwagę, że niektórzy producenci opowiadają nam bajki na temat spalania. Nie wiadomo przy tym, jak będzie wyglądało w rzeczywistości spalanie Syrenki – może i w tym przypadku okaże się, że 7 litrów to laboratoryjny wynik. Mielibyśmy zatem do czynienia z pojazdem relatywnie drogim w utrzymaniu.

Czytam tu i tam o wyposażeniu samochodu i dochodzę do wniosku, że to, co od lat jest standardem, w tym przypadku podawane jest jako przejaw nowoczesności. Jeśli porównujemy to ze starą Syreną, to faktycznie można mówić o skoku jakościowym. Ale na tle innych pojazdów, tych świeżo projektowanych, klimatyzacja nie jest czynnikiem wow. Zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę, że samochód ma kosztować około 60 tysięcy złotych. Producent nie podaje jeszcze ostatecznej ceny, więc może się okazać niższa, ale nie wykluczone, że wzrośnie. I co wtedy? Czy będzie to atrakcyjna oferta?

Na temat designu nie będę się wypowiadał, niech każdy sam stwierdzi, czy to pojazd chwytający go za serce lub przynajmniej przyciągający portfel. O ile jednak można mówić, że w kwestii wyglądu próbowano łączyć stare z nowym, o tyle projekt jako całość został w przeszłości.

Mamy już XXI wiek, nadchodzą elektryki

Pisałem niedawno o pomyśle utworzenia we Wrocławiu wypożyczalni samochodów elektrycznych. Chodzi o współdzielenie pojazdów. W takim projekcie poszukiwane będą małe, ekonomiczne i tanie samochody. Syrena nowego typu mogłaby spełniać te wymagania. Producent dostarczyłby kilkaset pojazdów stolicy Dolnego Śląska, a potem przyszedłby czas na inne miasta. Ich mieszkańcy mogliby się przekonać do takich autek i popyt zostałby podkręcony. To jednak wymagałoby myślenia w kategoriach przyszłości, wyobraźni, długofalowego planowania. Tymczasem czytam, że producent myśli o wersji LPG, ale z elektrykiem może już być problem. Nawet, jeśli zabiorą się za to w miarę szybko, to miną lata, nim pojazd trafi na rynek.

Zwracam na to uwagę z prostego powodu:

Koszt całego projektu to ponad 7,5 mln zł. Blisko połowa kwoty to wkład własny firm zaangażowanych w opracowanie modelu S201. Pozostałe pieniądze pochodzą z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.[źródło]

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ma wspierać nowoczesne projekty, w opisie ich działalności wspomina się o polityce innowacyjnej państwa. A gdzie w tym przypadku mamy innowacyjność? Podkreśla się, że to polski projekt, że mają w nim uczestniczyć rodzime podmioty, że to patriotyczne podejście. Fajnie, jestem za, ale dlaczego patriotycznie ma oznaczać „na miarę XX wieku”? Przecież żyjemy w XXI stuleciu. Do drzwi zaraz zaczną pukać producenci z autonomicznymi pojazdami, Tesla zadziwia świat elektrykami, Toyota przekonuje do wodoru, a tutaj mamy powrót do przeszłości.

Nie twierdzę, że możliwości Tesli, Toyoty i AMZ są takie same czy nawet zbliżone. Ale po co pakować kasę w projekt, który może się okazać za chwilę anachroniczny? Chodzi o to, by po prostu zrobić samochód czy o to, by ludzie go kupowali, by kręcił się wokół tego biznes, by firma zarabiała pieniądze i mogła liczyć na duże kontrakty?

Patrzę na nową Syrenę i nie krzyczę wow! Chciałbym się przy tym mylić i móc napisać za kilka lat, że byłem w błędzie, a projekt jest strzałem w dziesiątkę. Serio. Czuję jednak, że z takim podejściem polska motoryzacja nie wróci na właściwe tory…

Grafika tytułowa pochodzi z Facebookowego profilu AMZ Kutno i przedstawia podrasowaną wersję Syreny stworzoną z myślą o dryfcie ;)