12

Nuda, wulgaryzmy i nieśmieszne żarty o seksie. Tragedia. Rzut za trzy – recenzja

rzut za trzy recenzja hoops
Ostatnie lata przyniosły nam wiele świetnych animacji dla dorosłych, które pokazały, jak wiele może ten gatunek zaoferować. Niestety Rzut za trzy jest jednym z gorszych tworów tego typu, jaki widziałam od dawna,

Fox dał nam wiele świetnych (Futurama), ale i wiele kiepskich (Allen Gregory) animacji. Szkoda, że tym razem powiększyło się grono tych beznadziejnych. Twentieth Century Fox Television dla Netfliksa zanimowało produkcję, która w paskudny sposób bezcześci dobre imię kreskówek dla dorosłych, pokazując ten gatunek z najgorszej możliwej strony. Rzut za trzy jest nie tylko nadmiernie wulgarny, ale i przeraźliwie nudny. Prostacki humor opiera się niemalże wyłącznie na fuckach rzucanych na prawo i lewo oraz na dołączaniu do każdego żartu odniesień do penisów i seksu, bez starania się o jakąkolwiek pointę.

Rzut za trzy – recenzja. Jest naprawdę źle

Głównym bohaterem serialu jest Ben Hopkins – życiowy nieudacznik i trener koszykówki w liceum. Ben od zawsze żyje w cieniu swojego ojca, który swego czasu osiągnął wiele sukcesów sportowych. Żona trenera spotyka się z jego najlepszym przyjacielem, a jego drużyna to banda frajerów. Niestety głównego bohatera nie da się lubić. Jest odpychającym manipulantem, seksistą i wulgarnym kretynem. Animacje przyzwyczaiły nas do pokazywania nam negatywnych bohaterów na pierwszym planie (BoJack Horseman, Nie ma jak w rodzinie, Rick i Morty), ale do tej pory starały się również pokazać ich ludzką stronę, która sprawi, że ich polubimy. Twórcy Rzutu za trzy tego nie potrafią.

Z pozostałymi bohaterami wcale nie jest lepiej. Wszyscy są bucowaci lub po prostu wyjątkowo głupi, pozbawieni ludzkiej strony, charakteru czy historii, która potrafiłaby wytłumaczyć widzom ich zachowania. Nastoletni chłopcy przecież wcale nie mają ujemnych punktów IQ i nie myślą wyłącznie o seksie – szczególnie w rozmowach z każdym możliwym dorosłym. Do problemów dorastania można podejść z pomysłem i finezją, jak w Big Mouth, albo całkowicie płytko, przewidywalnie i nudno jak w Rzucie za trzy.

Same wulgarne żarty nie byłyby problemem. Nie brakuje ich przecież w cenionych animacjach jak wspomniane Big Mouth, Rick i Morty czy South Park. Problem w tym, że pozostałe produkcje niosą za sobą coś więcej. Nawet prostackie żarty mogą mieć drugie dno, użycie słowa fuck nie musi stanowić pointy. Trudno jakkolwiek śmiać się oglądając Rzut za trzy, skoro po obejrzeniu pierwszego odcinka jesteśmy już w stanie przewidzieć zakończenia wszystkich dowcipów i poruszanych przerysowanych stereotypów.

Trudno jest też rechotać się ziewając, a o to dość łatwo przy tej produkcji. Nie ma w niej interesującej fabuły, którą chcielibyśmy śledzić. Codzienność bohaterów jest miałka, ich problemy zostały już omówione przez popkulutrę na milion ciekawszych sposobów. Twórcy nie potrafili zmusić widza, aby ten był ciekaw, co jeszcze wydarzy się w życiach postaci, nie mówiąc już o jakimkolwiek kibicowaniu im.

Jednym z nielicznych plusów jest… intro?

Rzut za trzy nie jest skandaliczny i nie łamie żadnych barier, jak chyba planowali twórcy. To po prostu zlepek wszystkich schematów postaciowych i fabularnych, jakie znacie z dużo lepszych produkcji, okraszony morzem wulgaryzmów. Całości nie bronią nawet aktorzy dubbingowi, którzy wypadają bardzo blado. Chociaż z drugiej strony – aktor musi też mieć co grać, a dialogi w Rzucie za trzy nie dostarczyły odtwórcom właściwie niczego. Netflix zaprezentował na swojej platformie totalnego gniota, na którego po prostu szkoda czasu, energii i miejsca w bibliotece.