Felietony

Rozbił samolot dla wyświetleń i stracił licencję pilota. Influencer? Nie. Kretyn

JS
Jakub Szczęsny
23

Co będzie następne? Ktoś "na jaja" zatopi statek? Wysadzi budynek? Spali samochód? (siema, Ekipo!) Mam ten komfort, że dla wyświetleń nie muszę robić durnych rzeczy, aczkolwiek ciągnie. Mam przemożną potrzebę skupienia patoinfluencerów w jednej rakiecie i wystrzelenia ich w kosmos. Ale tylko w jedną stronę. Dzięki temu, na tym świecie byłoby odrobinę normalniej i bezpieczniej.

Wiecie, można robić głupie rzeczy i zaszkodzić ewentualnie samemu sobie. W takim przypadku nie mam żadnych obiekcji: jedynym człowiekiem, jaki może ucierpieć na nagraniu jest główny bohater. Niezależnie od tego, czy będziesz śpiewać w wannie jak taki jeden (jak mu tam, Gracjan?) lub uczyć się kickflipa na desce od zera (i przy okazji wybijesz sobie kilka zębów) - jedyną ofiarą jesteś Ty. Nikt inny nie odczuje skutków Twojego zachowania. I to jest w porządku. Już inna sprawa jest z pokazywaniem tego - ale wiecie, jeden lubi zapach pomarańczy, a drugi jak mu stopy śmierdzą. O gustach nie dyskutuję.

Co powiecie jednak na faceta, który upozorował awarię samolotu, wyskoczył z niego ze spadochronem (dziwne, że o nim pomyślał), a maszyna się rozbiła? Miało być tak dramatycznie, niewinnie - a wyszła nieskończenie idiotyczna ustawka? Samolot to nie jest hulajnoga, że jak puścisz ją przed siebie, to za parę metrów się wywali lub poleci w krzaki. Może spaść komuś na głowę lub na dom. Wtedy nie będzie tak słodko.

Oj, tam. Nic się nie stało. To się wyklepie, a jak nie - to się opitoli na e-bazarku.

24 grudnia na kanale Trevora Jacoba pojawił się film, na którym uwieczniono prze...fruwkę autora znanego z robienia rzeczy ekstremalnych, bądź głupich - w formie pranków. W pewnym momencie "silnik gaśnie" i główny bohater ma do wyboru: próbować lądować bez włączonego silnika w górzystym terenie, albo opuścić samolot (akurat na pokładzie znajduje się spadochron). Cyk, Trevor Jacob wyskakuje z maszyny, ta ląduje samodzielnie (oczywiście na tyle niezgrabnie, że się rozbiła - cóż za ironia losu), a żądny przygód lotnik kończy podróż w chaszczach, które przy okazji trochę go poharatały. Szkoda tylko, że tak słabo.

Trevor Jacob jest amerykańskim snowboardzistą, który jeden, jedyny raz zwyciężył w zawodach snowboardcross w Vallnord-Arinsal w 2014 roku, a także wystąpił w olimpiadzie zimowej. I to by było tyle, jeżeli chodzi o jego sukcesy. W tej dyscyplinie mu nie szło, więc postanowił że teraz będzie monetyzować swoją inną umiejętność - czyli robienie z siebie (czasami boleśnie) kretyna. Próbował walczyć z zawodnikami MMA, trochę jest coachem, zabrał swojego psa na lot samolotem (no, idiota: ten pies się bał...). Ech, no nie dziwię się, że influencerów się nie szanuje, skoro są źródłem tak kretyńskich pomysłów.

Wyczynowi Jacoba przyjrzała się Federalna Administracja Lotnictwa (FAA), bo mogło być różnie - samolot mógł komuś spaść na głowę - przywalić w dom, przywalić w przechadzających się tam ludzi, zabić znajdujące się tam zwierzęta. A gdyby maszyna stanęła w płomieniach, to ten teren (widać to doskonale tuż po "lądowaniu" Jacoba) - będąc suchym jak pieprz, paliłby się jak Trybuna Ludu. Zastanawiające jest to, że na skrzydle samolotu i na jego ogonie, były zamontowane kamery. Również Trevor Jacob, będąc niesamowicie zdenerwowany - pierwsze, co zrobił po wyskoczeniu z samolotu, to zaczął nagrywać. I jeszcze jedna rzecz - zazwyczaj na takie okazje piloci zakładają "spadochron awaryjny", a nie pełny, profesjonalny sprzęt. A w przypadku naszego influencera widać ten drugi.

I ta sama administracja stwierdziła, że ów "wyczyn" zasługuje na cofnięcie mu licencji. Mogło się skończyć gorzej, bowiem za taki wybryk, równie dobrze mógł pójść do więzienia. W społeczności pilotów Jacob jest od zeszłego roku "persona non grata" i cóż. Super, że nikomu się nic nie stało. Super, że ten gość stracił licencję pilota. Super, że nie planuje wracać za stery.

Co jeszcze ludzie zrobią dla wyświetleń?

Ludzie są w stanie zrobić wszystko, jeżeli może się to wiązać z konkretnym zarobkiem lub innymi profitami. Wyświetlenia, poklask, zainteresowanie, pieniądze - to wszystko popycha wszelkiej maści "influencerów" do tego, by robić idiotyczne rzeczy. Nie mając czym pochwalić się w kwestii kreatywności, rozmieniają się na drobne i wymyślają takie "pranki", które mogą zaszkodzić innym. Gdyby Jacob Trevor kogokolwiek zabił przez swoje lekkomyślne postępowanie, dzisiaj nazwalibyśmy go mordercą.

Ale na szczęście nie musimy tego robić. Nie sądzę, by ten człowiek przemyślał swoje postępowanie, więc nie będzie happy endowej puenty.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu