Gry

Rovio zwalnia pracowników. Jednak nie jest tak kolorowo?

MS
Maciej Sikorski
10

Tydzień temu pisałem o nowej grze Rovio, kolejnej odsłonie Angdy Birds. Zaznaczałem przy tym, że ze starymi Ptakami ma to już niewiele wspólnego, ale nie można się dziwić: firma idzie dalej i musi kombinować, by jak najwięcej wycisnąć z popularnej marki. Ogólnie rzecz ujmując chwaliłem fińskie studi...

Tydzień temu pisałem o nowej grze Rovio, kolejnej odsłonie Angdy Birds. Zaznaczałem przy tym, że ze starymi Ptakami ma to już niewiele wspólnego, ale nie można się dziwić: firma idzie dalej i musi kombinować, by jak najwięcej wycisnąć z popularnej marki. Ogólnie rzecz ujmując chwaliłem fińskie studio za to, że potrafili wykorzystać szansę i zamienili się w duży biznes. Aż tu nagle...

Dzisiaj media obiegła informacja, jaką na firmowym blogu zostawił CEO Rovio, Mikael Hed. W wielkim skrócie brzmi ona: reorganizujemy się i zwalniamy pracowników. Ilu? Nawet do 130, co stanowi około 16% załogi. Nie ukrywam, że byłem zaskoczony, bo wiem, że firma radzi sobie całkiem nieźle: notują zyski, szykują nowe produkty, nadal mogą się pochwalić sporą liczbą graczy spędzających czas przy aplikacjach Rovio. Ale skoro jest dobrze, to skąd decyzja o tak ostrych cięciach etatów?

Wynika to z faktów, o których wcześniej nie wiedziałem. Streszczając problem fińskiego studio można napisać, że chcieli złapać za ogon zbyt wiele srok, stać się jeszcze większą firmą, ale w sposób skokowy. W poprzednim roku liczba pracowników wzrosła z 500 do 800. To naprawdę poważna zmiana, nie mogła ona nie wpłynąć na finanse Rovio. Chociaż ich przychody w porównania z rokiem 2012 nie uległy drastycznym zmianom (wzrost o kilka milionów euro), to w przyapdku zysków widać już różnicę (spadek o połowę). Jasne, że część kasy poszła na inwestycje - w tym przypadku Rovio może się pochwalić kilkoma projektami, które powinny przynieść kasę. Jednak nie da się ukryć, że mniejsze zyski wynikają ze zbytniego rozrostu studio. 800 osób to tłok - nawet, jeśli firma działa na wielu płaszczyznach.

Kolejny motyw warty uwagi: Rovio chce się skupić na trzech elementach swojego biznesu, czyli grach, mediach oraz produktach konsumenckich. Te ostatnie odpowiadają już za ponad połowę przychodów. Co znajdziemy w tym segmencie? Zabawki, przybory szkolne, słodycze, ubrania, książki - pewnie każdy widział w sklepie towary nawiązujące do Wściekłych Ptaków. Kiedyś w polskich marketach toczono nawet boje o kolorowe ptasie maskotki. Z jednej strony, może to nie wyglądać zbyt dobrze: zamiast na aplikacjach skupiają się na zabawkach. Z drugiej strony, zapewniają sobie w ten sposób w miarę stałe i dodatkowe źródło zysków - dzięki temu można robić gry.

Chociaż Rovio zwalnia, to nie można mówić o jakimś wielkim problemie firmy. Owszem, liczba aktywnych graczy Angry Birds spadła od roku 2012 o kilkadziesiąt milionów, ale nadal wynosi 200 mln. Obok takiej grupy fanów trudno przejść obojętnie, nie wydaje się także by szybko ona stopniała. Studio wprowadza zmiany, by ustrzec się problemów, a zbyt duża liczba pracowników i zajęcie się wieloma projektami mogły doprowadzić do kłopotów. Lepiej zapobiegać, niż leczyć. Ciekawe, czy taką wizję będzie realizował nowy CEO - za kilka miesięcy stery w firmie obejmie były top menedżer Nokii.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Angry BirdsRoviofinlandia