Polska

Polak bije rekord w graniu. Mam pewne obiekcje

MS
Maciej Sikorski
26

Wczoraj usłyszałem w jakiejś audycji radiowej, że Polak przymierza się do bicia rekordu Guinnessa w najdłuższym graniu w gry komputerowe. Padła liczba godzin stanowiąca cel, pokręciłem głową z niedowierzaniem i stwierdziłem, że ludzie mają zdrowie. Postanowiłem dowiedzieć się więcej na wspomniany te...

Wczoraj usłyszałem w jakiejś audycji radiowej, że Polak przymierza się do bicia rekordu Guinnessa w najdłuższym graniu w gry komputerowe. Padła liczba godzin stanowiąca cel, pokręciłem głową z niedowierzaniem i stwierdziłem, że ludzie mają zdrowie. Postanowiłem dowiedzieć się więcej na wspomniany temat i najpierw przyklasnąłem śmiałkowi, a potem doszedłem do wniosku, że jego akcja może być szkodliwa.

Branżowe, growe media szybko odpowiedziały na moje pytania o to, kto bije rekord, gdzie i kiedy. Śmiałkiem jest niejaki Gordon, czyli Hubert Blejch. Podobno gra we wszystko i to namiętnie - zakładam, że już niejednokrotnie urządzał sobie maratony, które mnie zwaliłyby z nóg w połowie rozgrywki. Albo i wcześniej - nie wiem, czy wytrzymałbym dobę. Wyzwanie, którego podejmuje się Gordon to jednak wysoko zawieszona poprzeczka dla każdego człowieka - obecny rekord należący do jakiegoś Australijczyka to ponad 135 godzin grania. 6 dni (i nocy) gry. Gordon może mieć twardy orzech do zgryzienia.

Na początku stwierdziłem, że to jego zdrowie, ja bym się nie podjął, ale jeśli jemu sprawi to przyjemność i da satysfakcję, to niech gra, daj mu Boże. W pewnym momencie doszedłem nawet do wniosku, że mu kibicuję - przeczytałem, że bicie rekordu wiąże się z akcją charytatywną - w trakcie imprezy (a rzecz startuje za miesiąc na Poznań Game Arena) zbierane mają być pieniądze na dwie fundacje: Child's Play oraz Rak Off. W takim układzie niech Gordon klika jak najdłużej i zachęca ludzi do sypania kasą.

Później przyszedł czas refleksji. Jeśli dobrze się orientuję, to PGA odwiedza sporo młodych i bardzo młodych osób. Niektórym taki wyczyn może zaimponować i zaczną ćwiczyć, by za rok czy dwa samemu pobić rekord. On 6 dni to ja 7. A skończyć może się to różnie - niejednokrotnie czytałem o Chińczykach czy Koreańczykach, którzy wylądowali w szpitalu (albo umarli) z "przegrania". Zresztą, kolega ze szkoły zaliczył podobną historię - bez większych konsekwencji, ale kilkudniowy maraton Fallouta będzie pewnie kiepsko wspominał. Zastanawiam się zatem, czy wyczyn Gordona nie przyniesie skutków odwrotnych do zamierzonych - zamiast pomagać dzieciakom, zaszkodzi im. Przynajmniej tym, które są podatne na takie wyzwania.

Nie chciałbym tu wyjść na jakiegoś hejtera i zgreda, ale mam nadzieję, że podczas całej akcji będzie powtarzane, że taki wyczyn zdrowy i bezpieczny nie jest - gdy pojawia się już majaczenie u grającego, to znak, że taka forma rozrywki ma spore wady. Nie będę tu walczył z samymi grami czy graczami zawodowymi - dwa razy uczestniczyłem w finałach IEM, widziałem, jak młodzież podziwia graczy i pewnie część z nich chciałaby pójść w ślady zawodowców. To jednak inna bajka - zawodowcy grają kilka godzin dziennie, wykonują pracę w określonym czasie, potem jest miejsce na spanie, posiłki, naukę, sport, rozwój na innych płaszczyznach. To można naśladować i aspirować do elity graczy. Z biciem rekordu i katowaniem swojego organizmu jest już trochę inaczej.

Śmiałkowi życzę zdrowia, wytrwałości oraz energii, mam nadzieję, że uda mu się pobić rekord i zebrana zostanie konkretna suma na dzieci. Jednocześnie liczę na to, że organizatorzy i sam gracz będą powtarzać podczas imprezy, że to nie jest zdrowe, może się nawet skończyć tragicznie. Jeśli nie zabraknie takich akcentów, to trzymam kciuki za udaną zabawę.

Źródło grafiki: polygamia.pl

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Poznań game arena