Gry

Gracze pokazali swoje obrzydliwe oblicze. Dobrze, że twórcy potrafią już powiedzieć im STOP

16

Nie jest to pierwszy raz, kiedy twórcy gier muszą borykać się z hejterskimi komentarzami. Cieszy jednak to, że powoli uczą się reagować. Przykro jednak, że mimo swych najlepszych chęci - wciąż muszą to znosić.

Kiedy chodzi o kreatywne projekty, ludzie potrafią być bezlitośni. Kolejne fale hejtu spływają na twórców, którzy często nie do końca wiedzą jak zareagować na to, co ich spotyka. W przypadku poważnych gróźb... najzwyczajniej w świecie kierują sprawę na policję. Ale nie zawsze są to imienne, karalne, deklaracje, tak jak groźby śmierci, które kierowane były m.in. przeciwko pracownikom CD PROJEKT RED — i to wielokrotnie. Zarówno przed premierą (gdy ta została odsunięta), jak i po niej (gdy gra okazała się, delikatnie mówiąc, niesatysfakcjonująca w pierwszej fazie). Nie byli oni ani pierwsi, ani ostatni, niestety. Bardzo jednak mi się podoba to, że twórcy przestają tolerować hejt i chcą działać na własnych zasadach.

Ron Gilbert, projektant gier przed laty związany z Lucasfilm Games, kilka miesięcy temu zapowiedział nową odsłonę swojej kultowej opowieści o Małpiej Wyspie: Return to Monkey Island. Bezpośrednią kontynuację dwóch pierwszych kultowych odsłon (w których świetne wersje możecie zagrać w ramach abonamentu PlayStation Plus Premium, z którego wyłuskałem najlepsze gry). Kilka dni temu podzielił się on pierwszym trailerem do gry, który (eufemistycznie ujmując) nie przypadł do gustu hejterskiemu gronu.

Efekt? Dziesiątki nieprzyjemnych komentarzy, które personalnie atakowały twórców gry. Sprawa zrobiła się na tyle nieprzyjemna, że Ron Gilbert postanowił zareagować dość mocno i zablokować komentarze. Ale na tym jeszcze nie koniec — bo ton wypowiedzi był na tyle chamski, że uznany twórca postanowił... nie pisać nic więcej o grze.

Ludzie są po prostu wredni i muszę usuwać komentarze z atakami osobistymi. To niesamowita gra i każdy w zespole jest z niej bardzo dumny. Graj lub nie graj, ale nie psuj jej innym. Nie będę więcej pisał postów o grze. Radość dzielenia się została ze mnie wyrugowana.

Sporo tej nienawiści spłynęło za obranie nowego kierunku artystycznego. Zamiast pikselkowej oprawy jaką świeciły na początku lat 90. pierwsze odsłony, ekipa w Return to Monkey Island postawiła na bardziej kreskówkowe podejście. To od samego początku budziło niechęć i w różnych miejscach pojawiały się nieprzychylne komentarze. Czara goryczy przelała się jednak po zaprezentowaniu pierwszego trailera, który najwyraźniej obudził w fanach (?) najgorsze instynkty. Ci zamiast uszanować twórcze decyzje Rona Gilberta i jego współpracowników, postanowili dać ujście swoim frustracjom atakując ekipę odpowiedzialną za (nomen omen) fantastycznie zapowiadającą się grę. Obrzydliwe.

Zdjęcie: depositphotos.com

Tak, obrzydliwe i kompletnie nie do usprawiedliwienia. Ja rozumiem że komuś coś się może nie podobać, że nie taki kolor czcionki, nie taka stylistyka, że uwielbiają markę bo z nią dorastali i mają dziesiątki pięknych wspomnień. Personalne wycieczki mające dokopać twórcom są jednak niedopuszczalne. Dlatego przykro się na to patrzy, ale jak najbardziej szanuję tę decyzję. Tak jak napisał Gilbert: nie chcesz, nie graj. Ale daj żyć i cieszyć się produktem wszystkim innym.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu