Recenzja

Od nielegalnych imigrantów na szczyt NBA. Recenzja Rise – filmu o historii rodziny Antetokounmpo

MM
Mirosław Mazanec
0

Rise nie jest filmem o koszykówce. To przede wszystkim opowieść o rodzinie, poświęceniu i miłości

Życiorys Giannisa Antetokounmpo, czy raczej Adetokunbo – bo tak brzmi jego Nigeryjskie nazwisko, którego nie potrafiła poprawnie zapisać grecka urzędniczka, to scenariusz na łzawy melodramat z happy endem. Znają go wszyscy miłośnicy koszykówki i wielkiego talentu tego zawodnika, którym zresztą został nieco z przypadku. Oczywiście najlepiej znany jest jego amerykański sen, czyli gra w najlepszej lidze świata zakończona zdobyciem mistrzostwa. Ale w filmie pokazane jest życie jego i rodziny w Grecji. Zanim Giannis stał się idolem tłumów.

W poszukiwaniu lepszej przyszłości

Antetokounmpo urodził się w Grecji jako dziecko imigrantów. Nielegalnych, którzy dostali się do tego kraju z Turcji, a do niej z Nigerii. Wyruszyli w świat za lepszym życiem dla siebie i swoich dzieci, decydując się na dramatyczne wybory – ich córka została w ojczyźnie.

I właśnie rodzina oraz walka z systemem i próba legalizacji swojego pobytu jest jednym z motywów przewodnich całego filmu. Determinuje zachowania i wybory bohaterów, stawia ich wiele razy przed trudnymi decyzjami. A oni zawsze wybierają uczciwość i prawdę, co w końcu prowadzi do szczęśliwego końca.

Giannis do koszykówki trafia nieco przypadkiem, wraz ze starszym bratem Thanasisem próbują swoich sił w małym klubie. Ich ojciec wolał piłkę nożną, ale w końcu ulega ich pasji i zgadza się na treningi.

Rodzina zarabia na czynsz sprzedając okulary i pamiątki, ojciec pracuje gdzie może, ale oczywiście na czarno, bo bez legalizacji pobytu nikt nie da mu normalnej pracy. A bez niej nie zalegalizuje pobytu. Tzw. kwadratura koła.

Na szczęście na talencie braci poznaje się trener. Początkowo lepszy jest Thanasis, ale gdy odnosi kontuzję, rolę lidera przejmuje Giannis. Zostaje zauważony przez poszukiwaczy talentów, ale nikt nie chce go zatrudnić przez jego status i grożącą mu deportację.

Amerykański sen

Rodzina postanawia zaufać zachwyconemu braćmi skautowi, dla którego Giannis jest pierwszym klientem. Oczywiście w tle pojawia się czarny charakter, czyli łowca talentów, który oferuje 5 tys. euro i pewny kontrakt. Jednak oni decydują, że pozostaną lojalni wobec człowieka, któremu zaufali. A ten zamiast kontraktu w Grecji czy Europie, załatwia wyjazd do USA i nadzieję na wybór w drafcie do NBA. Co dla anonimowego nastolatka, który grał wcześniej jedynie w niższych ligach, jest wielką szansą. Ale i ryzykiem. Jeśli nikt go nie wybierze, będzie musiał wrócić do Grecji, skąd najprawdopodobniej zostanie deportowany.

Zakończenie historii wszyscy znają, Giannis trafia do Milwaukee Bucks, z którymi w ubiegłym sezonie zdobywa tytuł mistrzów NBA. A w najlepszej lidze świata lądują też Thanasis i młodszy brat Kostas. Najmłodszy z rodzeństwa również gra w koszykówkę w USA. I oczywiście pozostawiona w Nigerii siostra powraca do rodziny.

Historia kończy się więc szczęśliwie, choć mistrzostwa syna nie doczekał ojciec – zmarł niespodziewanie 2 lata wcześniej.

Koszykówka nie jest najważniejsza

Co ciekawe, w tym filmie koszykówka jest głównie tłem. Na pierwszym planie jest rodzina i trudne wybory. Poświęcenie ojca i matki, którzy dla lepszego życia swoich dzieci pracują 24h na dobę. Gdy widzą ich pasję, kupują im buty do koszykówki (bo wcześniej bracia mieli tylko jedną parę) i brakuje im na czynsz. A gdy synowie widzą, jak cierpi ich matka z powodu pozostawionej w ojczyźnie córki, obiecują zrobić wszystko, by połączyć rodzinę i by zapewnić jej lepsze życie.

Ok. Film jest momentami dość „toporny”. Nic w nim nie zaskakuje, wiadomo od razu, kto jest zły, a kto dobry. Jednak mimo to ogląda się go przyjemnie. Najbardziej ujmują role ojca i matki (Dayo Okeniyi i Yetide Badaki), ale w pamięci pozostają również Giannis (Uche Agada) i Thanasis (Ral Agada).

Łza może się zakręcić

Historia kończy się w momencie, gdy Giannis zostaje wybrany do NBA. Cała reszta, czyli gra w lidze uwieńczona zdobyciem mistrzostwa, pokazana jest w telegraficznym skrócie. Ale jedna scena jest dłuższa.

To moment, w którym Giannis odbiera swoje pierwsze trofeum MVP dla najlepszego gracza NBA. I ze łzami w oczach opowiada ile zawdzięcza ojcu, matce i braciom. Wszyscy miłośnicy koszykówki pamiętają to dobrze, bo widok giganta stojącego na scenie i ryczącego jak bóbr zapada w pamięć. Ale dopiero po obejrzeniu tego filmu można zrozumieć, dlaczego koszykarzem targały takie emocje i ile on i jego rodzina musieli przejść, by znaleźć się w tym miejscu.

To nie jest arcydzieło, ale to porządne kino familijne z przesłaniem, które sprawi radość nie tylko miłośnikom koszykówki.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Recenzja