6

Dawno nie grałem w coś tak słabego. Recenzja Teenage Mutant Ninja Turtles: Mutants in Manhattan

Pierwszy film z nowymi żółwiami nie był dobry, ale obejrzałem go z sentymentu do TMNT. Do drugiego boję się nawet podchodzić, zbiera bowiem fatalne recenzje. Nie dziwię się jednak, że świat gier też dostał swoje Teenage Mutant Ninja Turtles, w końcu dawno ich tu nie było. Za grę wzięła się zdolna ekipa Platinum Games, miałem więc pewne oczekiwania. I niestety Mutants in Manhattan im nie sprostały. To po prostu słaba gra.

Platinum Games, to serio Wy?

Lubię gry tego studia, choć nie wszystkie się udały. Miałem jednak wrażenie, że skoro ta ekipa bierze się za żółwie, wszystko będzie dobrze. W końcu Platinum Games ma na swoim koncie świetne MadWorld, fajną Bayonettę, niedocenione, ale naprawdę dobre Vanquish, całkiem niezłe Anarchy Reigns czy Metal Gear Solid: Revengeance. Ba, nawet ich niedawne Transformers: Devastation (choć oczekiwań nie było w ogóle), okazały się tytułem ciekawym. Skoro mamy więc znaną i kochaną przez graczy drużynę Wojowniczych Żółwi Ninja, wszystko musi pójść dobrze. Tak? Niestety nie.

Chaos

Wiecie jak wygląda chaos? Jeśli nie, Mutants in Manhattan są książkowym przykładem chaosu. Wszystko się tu świeci, wybucha, na ekranie jest taki młynek, że kompletnie nie wiedziałem co robię. Co z tego, że znam combosy i ataki specjalne, skoro nie widzę, czy faktycznie udało mi się je wykonać, na próbę zagrałem z zamkniętymi oczami i efekt był ten sam – przeciwnicy zostali pokonani, a pewnie połowa ciosów nie doszła nawet do wrogów. Między żółwiami można przełączać się w locie, oznacza to jednak też, że pozostali trzej bracia będą biegać z nami po każdym z etapów. Chciałbym przyczepić się do ich inteligencji, ale Platinum Games przegięło w drugą stronę. Otóż kiedy próbowałem nie robić nic, pozostałe żółwie załatwiały zbirów za mnie.

Zdarzało mi się nawet czasem zabłądzić i kiedy docierałem do celu, było już po akcji. Czujecie? Sztuczna inteligencja nie dopuszczała mnie do walki – tego już dawno nie grali. Teenage Mutant Ninja Turles: Mutants in Manhattan to gra z gatunku hack’n’slash, a ja prawie w ogóle się w niej nie naslaszowałem, bo jedyne co z gry zapamiętam, to próba szybkiego dotarcia do zaznaczonego celu, by sztuczna inteligencja nie wykonała roboty za mnie. Pozostaje oczywiście granie w kooperacji, jakaś tęga głowa wymyśliła jednak, że nie zaimplementuje kanapowej zabawy w kilka osób. Wielka szkoda.

A poza walką tak naprawdę niczego w tej grze nie ma. Nie dostałem elementów skradankowych, nie dostałem zagadek logicznych, nie poskakałem też po platformach. Może i ten schemat sprawdziłby się gdyby sam system walki oferował coś więcej niż rozbłyski i chaos. Nudzą nawet walki z 9 bossami, a przecież można było poprowadzić je ciekawie.

Ale to już było

Fabularnie jest źle, a w zasadzie nudno. Połączenie sił Shreddera i Kranga widziałem już wielokrotnie w kreskówkach i niczym mnie Mutants in Manhattan nie zaskoczyło. Opowieść jest do bólu sztampowa i nie trzyma przy ekranie. Jakby tego było mało, pomysły na misje chyba wyczerpały się po pierwszej godzinie burzy mózgów, bo cały czas dostajemy to samo. A to pokonać żołnierzy Klanu Stopy strzegących jakiegoś przekaźnika, a to rozbroić bombę – i tak w kółko. Schemat jest prosty – April informuje nas o zagrożeniu, my lecimy stawić mu czoła, potem dostajemy kolejną misję z kolejnym killroomem. Po godzinie byłem już znudzony.

Fajnie natomiast przedstawiają się scenki przerywnikowe, gdzie przyjdzie nam poznać żółwie lub przypomnieć sobie ich charaktery. Są odpowiednio kiepskiej jakości (czyli standard) żarty i gagi. Do tego postacie są świetnie zaprojektowane i doskonale widać chociażby różnice w ich sposobie poruszania się czy mówienia. Kiedy jednak wracamy do samej gry, żółwiowy czar pryska.

Trudno przyczepić się do czegokolwiek w kwestiach oprawy audiowizualnej. Żółwie wyglądają świetnie, cellshadingowa stylistyka dobrze do nich pasuje. Fajnie podłożono głosy, w tle przygrywa ciekawa, arcadowa muzyka przypominająca lata 90. ubiegłego wieku. Nic się nie tnie, nie laguje, a gra trzyma stały framerate.

Werdykt

Plusy tej gry są w zasadzie tylko dwa. Fajnie pokazane żółwie i nieźle zrealizowane scenki przerywnikowe. Poza tym gra jest nijaka, nudna, monotonna, niedopracowana i za krótka. Chociaż w tym ostatnim przypadku może dobrze, że tytuł trwa jedynie 5 godzin. No dobrze, jest też fajna arcadowa muzyka i technicznie trudno Żółwiom coś zarzucić. Lubię Platinum Games i choć nie zawsze są w stanie dostarczyć fajną produkcję, ich niedawne Transformersy były grą niezłą. Żółwie są natomiast po prostu złe i wielka szkoda, że nie udało się w fajny sposób pociągnąć tematu, bo oczekiwania były naprawdę spore. Omijajcie.

Ocena: 4/10

Kup Wojownicze Żółwie Ninja w cdp.pl. Kliknij!